Upłynęło już cztery lata. Jeśli ktoś ma ochotę, może poszukać w archiwum co wówczas pisałam. Byłam bardzo ostrożna wiedząc, że każdy tu może zajrzeć i przeczytać, mogłam mieć też kłopot bo jednak co się dzieje w pracy ma zostać w pracy.
Teraz chcę uzupełnić opowieść o tamtych chwilach bo obawiam się, że wkrótce o nich zapomnę albo mnie po prostu nie będzie, a blog zostanie. Proszę tylko, aby nie robić mi przykrości w komentarzach a to dlatego, że nie powinnam się denerwować. Mój mózg jest wyczerpany obecnością guza i pracuje inaczej niż dotychczas. Wolniej, jak we mgle. Trochę się przyzwyczaiłam do zatkanego głuchego ucha w którym czasem brzęczy dźwięczy i szumi ale czasem po prostu nie chce mi się nic, ani robić czegokolwiek ani żyć. Nie mam motywacji, boję się utraty samodzielności. Ale hola hola na razie ogarniam dom, płacę rachunki i robię zakupy, utrzymuję 835 dni serii na duolingo i zadałam sobie kurs matematyki dla szkoły podstawowej. Żeby nie było łatwo, nie dla mnie zeszyciki z krzyżówkami. Na razie jestem jeszcze w drugiej klasie i co jakiś czas jęczę - biedna Hania, to jest strasznie trudne! Mnożenie, dzielenie, odejmowanie! Bez kalkulatora, nie ma lekko.
Dziś na zapowiedzi skończę. Od jutra będę pisać o moim spojrzeniu na Ukraińców, którzy przyjechali do Polski cztery lata temu.
Pisz, tylko rano, żeby nie trzeba było za długo czekać. ;-)
OdpowiedzUsuńJej, Klarko! Czekamy!🥰
OdpowiedzUsuń