Znów o pogodzie. O siódmej zaczął padać śnieg. Ten stary jeszcze nie stopniał, biało bura mozaika pokrywa okolicę a przy drodze straszy odgarnięta sterta błota złożonego z lodu, soli i piasku. Za godzinę wszystko będzie białe a świat jaśniejszy i ładniejszy.
Czterdzieści lat temu właściciele sąsiednich posesji umówili się, że jeden może przejeżdżać koło ich domu nieformalną drogą. Tak się działo. Aż przyszedł nowy właściciel i oznajmił, że tam oficjalnie drogi nie ma i on zagrodzi. Nie chce zamiany (kawałek gruntu za udostępnienie pasa koniecznego do przejazdu) nie chce rekompensaty, nie chce żeby mu koło posesji jeździły samochody i już. Nawet latarni, którą chce postawić gmina aby oświetlić drogę gminną też nie chce. Bo teraz może zobaczyć przez okno rozgwieżdżone niebo.
Sąsiad nr 2 zakupy nosi w rękach ścieżką przez las. Kiedyś zachorował i lekarz musiał do niego iść 200 m bo karetka nie dojedzie, nie ma drogi. Nie przywiezie węgla ani materiałów budowlanych. Goście zostawiają samochód i pną się w górę, to ostatni dom pod lasem, dalej już nie mieszka nikt.
To w wielkim skrócie, takich sporów jest bardzo wiele i czasem nie chodzi o drogę, częściej o rację.
Sąsiad numer 1 mieszka w ładnym domu, w pięknym otoczeniu z widokiem na las. Do najbliższego miasta jest kilkanaście kilometrów. Gmina zbudowała mu asfaltową drogę pod samą posesję. Ma dobrze, znacznie lepiej niż sąsiad nr 2. Może o to chodzi.
To nie spór o rację, bo racja i prawo stoją za nr1. To spór etyczny w lokalnej społeczności.
OdpowiedzUsuńKto się mendą urodził.................
UsuńEwentualnie można się sądzić z nowym właścicielem i udowadniać uzyskanie służebności drogi przez zasiedzenie (że korzystało się z drogi nieprzerwanie przez 20 lat (w dobrej wierze) lub 30 lat (w złej wierze).
UsuńSkomplikowane, ale ...
OdpowiedzUsuńSąsiad nr 2 mógł się zabezpieczyć na przyszłość jakąś umowa do respektowania przez kolejnego nabywcę.
Nie dziwię się jednemu, ani drugiemu. Gdybym kupiła dom z dala od ludzi, to nie po to by mi łazili i jeździli.
Z kolei zwykła życzliwość wymaga, by udostępnić przejście choć jednemu sąsiadowi, ale szczegółów nie znam. To niemal wyrok salomonowy!