wtorek, 3 lutego 2026

a jak tam było naprawdę to nie wiadomo

 Lui nadaje się na kryminalistkę, kryminolożkę, czyli człowieka rozwiązującego zagadki. Pewnie nie ma takiego zawodu ale można stworzyć. We wczorajszym komentarzu napisała prawie wszystko jak to było z tymi zakupami na kredyt. 

Człowiek wyglądający jakby należał do pewnych kręgów (nie mówię tu o kręgach w zbożu) nie miał pieniędzy na chleb. Tak było w poprzednim odcinku. Trochę to było niepokojące dla kolejkowiczów, że nie przyszedł po "małpkę" lecz po pieczywo. Nie znali go. Nie znali go, bo sami stali w kolejce po "małpkę", byli bowiem pracownikami z okolicznych budów. Lokalsi przychodzą na zakupy znacznie później, natomiast pani emerytka jechała na poranną mszę do kościoła a wstąpiła po jakiś drobiazg, może paczkę chusteczek, kto wie. 

Był mroźny poranek. Bardzo mroźny. To był ten dzień, kiedy należało poprzedniego wieczoru wytoczyć przed bramę niebieski kubeł na śmieci a obok niego ustawić inne kolorowe worki z posegregowanymi odpadami. Krzysiek zerwał się na równe nogi - zapomniał o śmieciach. Wciągnął na siebie stary dres i kurtkę pamiętającą Kleparz, naciągnął czapkę na uszy i poszedł na podwórko z nadzieją, że śmieciowóz jeszcze nie jeździł.  Odetchnął z ulgą, udało się. Przeciągnął kubeł, przyniósł worki i zaklął na zimę - won do piekła ku.rwo wściekła. Zdążył już zmarznąć w nogi. W croksach był. 

Zamykając bramę zobaczył neon lokalnego sklepiku - już było otwarte. Postanowił więc pobiec po chleb, potem już nosa z domu nie wyściubi. Tak, a ciekawe kto przywlecze pusty kubeł i worki na wymianę.   Wrzucił do foliówki kilka bułek i krojony bochenek, a kiedy podszedł do kasy, uprzytomnił sobie, że w kieszeni ma tylko klucze, zaczął więc grzebać po kieszeniach, może jakaś dyszka się zapodziała jak to w kurtkach bywa, ale nie, nie było ani złotówki. 

Tymczasem utworzyła się kolejka. - Sąsiad, ja zapłacę za pana, idź pan do domu, tam pewnie żona czeka na śniadanie - zaśmiała się Pani Sąsiadka i dzięki niej miałam świeże pieczywo i męża prawie zamrożonego. 



21 komentarzy:

  1. Bardziej na kryminolożkę się nadaje...świetna opowieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam nie poprawiać ale ten pierwszy akapit rzeczywiście wyglądał jakby pisała osoba nieogarnięta

      Usuń
  2. I się wszystko wyjaśnilo!😀Pozdrawiam gorąco😍

    OdpowiedzUsuń
  3. Grok, czy to prawda?;)

    OdpowiedzUsuń
  4. I wszystko jasne, przemiła Sąsiadka🙂

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, trochę wypadłam z realiów polskich ( wystawianie śmieci i zakup małpek przed pracą (( przerażające )) . O tych małpkach kiedyś mi faktycznie wspominała przyjaciółka , narzekałam , że okolice przystanków autobusowych w Warszawie „tona” w szklanych buteleczkach . Fajną pani sąsiadka.Lui

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to przeraża, te buteleczki wokół przystanków leżą, bo to ostatni moment przed pracą, gdy można wypić alko. Tylko jak oni się nie boją konsekwencji tego wypicia.

      Usuń
  6. Klarko, jesteś mistrzynią suspensu 😊😊😊

    OdpowiedzUsuń
  7. Czy lepszy bylby swiezy Maz i (prawie) zamrozone pieczywo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najgorszy byłby pełen kubeł na kolejne dwa tygodnie

      Usuń
  8. Ja ustawiłem sobie na cały rok przypomnienie o śmieciach w kalendarzu telefonu. Teraz pika mi dzień wcześniej o 17.00 , a to duża wygoda bo pamięć jak to pamięć. Szczególnie, że w tym roku inna firma wywozi w innych terminach niż przez ostatnie 13 lat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie namówię ale też nie chcę wyręczać ani służyć za przypominajkę

      Usuń
  9. Ale on do tego sklepu w tych croksach pobiegł?

    OdpowiedzUsuń
  10. W kraju wóda i winem płynącym ktoś rano chleb kupuje?😀
    Pozdrowionka, Yeti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to nie wiem w jakim kraju żyjesz, my chodzimy rano po pieczywo

      Usuń

Twój komentarz