Opowiadam wnuczce o szkole i ona ma wątpliwości w wielu sprawach, więc docieka.
W szkole były piece i przed lekcjami przychodził pan, który w nich rozpalał. Ale i tak było zimno. Najgorsze jednak były toalety - to był paskudny barak w którym okropnie śmierdziało, znajdował się na zewnątrz szkoły, jakieś 100 metrów od budynku. Tam nie było kanalizacji tylko deska i dziura w desce. Aby zimą dotrzeć do ubikacji, trzeba było zmienić buty no i włożyć kurtkę.
- Jak, to jest niemożliwe, musiałaś przecież wkładać na cienkie spodnie ocieplacze! - mówi Hania.
- Nie mieliśmy ocieplaczy, po prostu wkładałam kurtkę ale chodziłam tam bardzo rzadko bo się bałam. Bałam się że wpadnę do tej dziury a poza tym tam nie było papieru. I nie pytaj, nie myliśmy rąk bo nie było tam wody.
I opowiadam dalej. Kiedy nastał koniec roku szkolnego, chłopaki znosili do piwnicy ławki i stoły a przynosili łóżka i w szkole były kolonie dla dzieci z Warszawy.
- Niemożliwe, oni musieli mieć się gdzie myć, musieli mieć na terenie budynku toalety! - sprzeciwia się Hania. I co jedli, była tam jakaś kuchnia i jadalnia?
- Tak, była kuchnia za salą gimnastyczną ale zawsze zamknięta.
Wieczorem dzwoni kuzyn i pytam - pamiętasz może czy u nas w podstawówce były toalety w budynku? Kuzyn natychmiast odpowiada - oczywiście że były tylko zamknięte na klucz, otwierali je w wakacje dla kolonistów a my musieliśmy chodzić cały rok do tych kibli za boiskiem.
W mojej warszawskiej podstawówce mieliśmy na bogato magnetowid. Tyle że pani dyrektor zamknęła go w szafie i nie można było nagrywać programów edukacyjnych no.
OdpowiedzUsuńMniej dramatyczne ale też mam traumę 🫠
Mam podobne wspomnienia z wiejskiej podstawówki, jeśli chodzi o piece i toalety, tylko bliżej miałam do szkoły. Potem przenieśli nas do szkoły w mieście i tam już było normalnie, tylko dojeżdżaliśmy i trzeba było czekać na autobus, czasem godzinę lub więcej. Też starałam się nie chodzić do toalety, bo się brzydziłam, w zimą mimo wszystko było lepiej, bo zapach nie powalał tak bardzo. Ania
OdpowiedzUsuńZ książki, którą ostatnio czytałam - słynne sławojki przedwojenne. Kobieta z dumą oznajmia, że a jakże, mają.
OdpowiedzUsuń- Wyszorowałam, wypucowałam, jest tam teraz czyściutko i nikomu nie pozwalam chodzić.
A stan szkolnych toalet najlepiej oddaje mój senny koszmar, który miałam jeszcze przez wiele lat po szkole: że pilnie potrzebuję do toalety i które bym drzwi nie otwarła, to żadna nie jest do użytku, stoi w nich woda z gównami po wierzch. Więc biegnę na inne piętro, a tam oczywiście to samo.
Ta zapchana umywalka u Bareji (co to koło niej siedzą sprzątaczki i jedzą śniadanie) nie wzięła się znikąd...
Tak miałem i ja. W mojej podstawówce piece kaflowe i podłoga z desek pokryta pyłochłonem, który zostawiał trwałe czarne ślady na ubraniu gdyby się człowiek potknął i przewrócił. Oprócz braku papieru w suchym kiblu był też lęk przed szczurami, o których opowiadaliśmy sobie straszne historie. Pomijając te wątki higieniczne, pamiętam jak w piątej klasie mieliśmy zajęcia w sali która robiła za pracownię fizyko-chemiczną.
OdpowiedzUsuńW szafach odczynniki, a my obok cały dzień. Jak kiedyś rozbił się słój w którym było pół litra rtęci to bawiliśmy się świetnie zganiając te srebrne kulki w jedno miejsce.
Teraz byłaby ewakuacja klasy lub szkoły i służby chemiczne które by to sprzątały w specjalnych kombinezonach. Nie na darmo piszą w Internecie, że jesteśmy twardymi ludźmi.
Jestem warszawianką z krwi i kości, żyłam w tym mieście od urodzenia do 2017 roku. Miałam co prawda toalety w szkole (to już był 1949 rok a więc już kilka lat po wojnie), ale z reguły nie było w nich papieru toaletowego a w łazience była czynna tylko jedna umywalka, z zimną wodą ale nie było ani mydła ani ręczników. Na koloniach letnich byłam 2 razy w życiu- raz zaraz po I klasie szkoły podstawowej - wróciłam z nich brudna i zawszona i schudłam 6 kilogramów, nie było tam łazienek, chłopcy myli się i kąpali na podwórku przy takim długim korycie z bieżącą zimną wodą. My miałyśmy "łazienkę" czyli jakieś pomieszczenie w którym było kilka miednic i stał kocioł wrzątku. Toalety typu sławojka", smród i muchy. Drugi raz byłam w wieku lat 14-tu, w innej miejscowości, toalety nadal typu sławojka, łazienka była ale bez ciepłej wody. I w ramach rozrywki 14-kilometrowe spacery polnymi drogami do Rabki-Zdroju. Do parku.
OdpowiedzUsuńCzytając tekst, od razu widać, że nie chodzi tu o nostalgię czy idealizowanie dzieciństwa, tylko o szczere pokazanie warunków, w których dorastaliście. To, jak opisujesz piece, barak-toaletę czy brak podstawowej higieny, sprawia, że czytelnik odczuwa autentyczne zdziwienie i współczucie – trudno uwierzyć, że w ogóle tak funkcjonowały dzieci w szkole.
OdpowiedzUsuńBardzo naturalne jest też wplecenie rozmowy z wnuczką – Hania staje się tutaj głosem współczesności, które automatycznie kwestionuje to, co kiedyś było normą. To wprowadza perspektywę pokoleniową, pokazuje, jak inaczej postrzegamy świat, gdy mamy komfort dzisiejszych standardów. I to jest chyba najciekawsze: pokazujesz kontrast między codziennością dzieci sprzed lat a tym, co dziś wydaje się oczywiste.
Całość jest napisana bez przesadnej emocjonalności, ale robi mocne wrażenie. Trudno się nie zastanowić nad tym, jak wiele rzeczy uznajemy dziś za standardowe, a kiedyś były luksusem, albo wręcz niedostępne. To tekst, który zostaje w głowie – trochę w formie opowieści rodzinnej, a trochę jako komentarz społeczny.
Jeśli miałbym dodać uwagę, to właśnie ta szczerość jest jego największą siłą – nie moralizujesz, nie oceniasz, po prostu pokazujesz realia. I to działa bardzo mocno.
Nawet sztuczną inteligencją wstrząsnął ten wychodek.
UsuńNitager :D czuję się rozczarowana! :D
Usuń=> Nitager
Usuń🤣🤣🤣
Moi rodzice mieli podobne warunki i jakoś przebrnęli przez edukację. Ciekawe czy teraz by to przeszło. Pewnie nie. Ergo, my na wsi na działce dalej nie mamy ubikacji, w ogóle łazienki (Internetu też, żeby nie było, bo my jeszcze pokolenie komórkowe, a nie smartfonowe), i jakoś przeżywamy nawet kilka tygodni pobytu tam. Chociaż jak o tym opowiadam znajomym to patrzą na mnie jak na przybysza z innej planety. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń