Tak mniej więcej od czterdziestki muszę pilnować wagi. Nie że mi ktoś kradnie urządzenie, nie. Chodzi o to, że co jakiś czas odzież moja staje się ciasna, gęba okrągła a staniki nie chcą się dopinać. Dlatego rzucam jedzenie i po jakimś czasie wracam do formy plus parę kilo. I tak się zbiera. Najpierw ważyłam chyba ze trzy kilo zaledwie ale to było zaraz po urodzeniu. Optymalnie lubiłam mieć tak 55 kg i tak trzymałam ze dwadzieścia lat aż rzuciłam palenie i zaczęłam jeść. Nie skończyło się to dobrze choć palenie rzuciłam skutecznie raz na zawsze a jedzenia nigdy, bo jednak trzeba jeść żeby żyć. Ale zawsze jakoś udawało mi się bujać między trzema rozmiarami odzieży.
Niedawno koleżanka napisała mi bardzo osobiste zdanie - wiesz, kiedy mój mąż zachorował na nowotwór, modliłam się, targowałam się z Bogiem że mogę być gruba i brzydka byle on wyzdrowiał. I wyzdrowiał.
No, czy ludzie nie są zdesperowani?
A ja miałam dość. Bo praca ciężka jak diabli, ja nie miałam sił, po godzinie czułam się wyczerpana, głowa bolała mnie bezustannie a oprócz głowy ramię tak, że płakałam z bólu i żebrałam o przeciwbólowe leki. Dostałam antydepresanty i sterydy w ramię, pisałam tu o tym. Wreszcie ogłuchłam.
Przytyłam przez rok dziesięć kilo. Po radioterapii brałam sterydy, miałam kłopoty z zębami i jelitami ale i tak tyłam. Kolejne dziesięć. I co z tego. Nie zależało mi. Popłaciłam rachunki na pół roku do przodu, rozdałam osobiste rzeczy na pamiątkę, wiecie, każdy ma jakieś drobiazgi które są coś warte. Po prostu myślałam, że wkrótce umrę to po co się będę odchudzać. To jadłam wszystko, wagę wsunęłam pod komodę a w szafie królowały dresy.
Nie chciało mi się żyć z tą bolącą bezustannie głową, wkurzało mnie lekceważące - przecież ten guz niezłośliwy. Inni mają gorzej. Jasne, sami eksperci od nerwiaków.
W tym roku w maju jakoś się ogarnęłam. No bo tak - nie umarłam ale zrobiłam się wielka i mało energiczna, to jest dobre określenie bo ja zawsze byłam pracowita, lubiłam szybko coś robić a teraz jak procesja na Boże Ciało, ledwo łaziłam. I jeszcze wstyd u lekarza, bo jak się można tak zapuścić.
Zawzięłam się i chudnę bez dietetyczki. Bo byłam u dietetyczki ale ona nie wzięła pod uwagę moich chorób, np. jak mówię że mnie żołądek boli po czymś to przecież nie zmyślam. Wiem co mi szkodzi i tego unikam. Łatwo nie jest ale uważam, że dobrze sobie radzę. Chudnę średnio pół kg na tydzień, 2 kg na miesiąc. Już się ruszam energiczniej, zrzuciłam ponad 10 kg i nie zamierzam na tym poprzestać.
Czasem śni mi się ciastkarnia, za szybą wielkie, różowe, puchate ciastka a ja stoję w kolejce, ale nawet we śnie wiem, że nie mogę ich jeść. Z papierosami też tak miałam, śniły mi się. I z facetami też, śnią mi się czasem ale wiem, że jestem mężatką i nic z tego. Kurde, no, czy ja muszę być taka zawzięta.
gratuluję! i trzymam kciuki za kolejne :)
OdpowiedzUsuńfrotka
dzięki, czasem się zniechęcam i pomyślałam sobie, że jak publicznie ogłoszę to łatwiej mi będzie trzymać się i nie poddawać, bo czasem waga stoi tydzień albo dwa
UsuńZnajoma po terapii onko bierze cały czas sterydy i po nich ma wilczy apetyt, nie do opanowania.
OdpowiedzUsuńA co wykluczyłaś z diety?
raczej co zostawiłam :) jem dużo białka, warzyw i minimalną ilość węglowodanów, moim największym problemem są słodycze, umiem i lubię piec i to się skończyło, nie jem jabłek które mi szkodzą, kotletów i żeberek, nie dolewam mleka do kawy, piję zieloną herbatę i nie jem między posiłkami
UsuńEch, żeberka - najlepsze mięso -też muszę się obejść smakiem;)
UsuńOdchudzanie jest trudne, zwłaszcza przy braniu leków.
OdpowiedzUsuńZ opisu wyziera energia, więc życzę wytrwania.
Niesprawiedliwym jest , że niektórzy mogą jeść wszystko i dużo, a nie tyją...
Ja musze uważać z powodu jelit, czasami spróbuję czegoś na czubku łyżeczki, ale najgorzej, gdy nie wiem, co dodano do potrawy, a może mi zaszkodzić.
a jeszcze wiek, wiek ma znaczenie
UsuńKlarka! Jesteś niemożliwa! Jak można być tak konsekwentna? Dołujesz mnie.....
OdpowiedzUsuńJa nie wiem od czego tyje...
To znaczy wiem, ale co ja moge, jak nie mogę?
Ja nie bywam glodna, nie jadam kompulsywnie, stosuje zrównoważona diete.... No i co???
Ano to, że jak widzę słodycze, to kwicze :)))
Ale wybiórczo: czekolada może u mnie leżeć i splesniec, jakieś kruche ciasteczka wywołują u mnie obrzydzenie, lody są bleeee, nic nie słodzę, dżem i miód stoja w szafkach i lodowce rok nie ruszane....
Za to tortowe ciastka mniammmm, każda ilość, galaretki owocowe kilogramami, krówki, ich paczka starcza na parę minut...
Nie mam charakteru!!!
A na dodatek zimno wszędzie i uzywam ruchu tylko w sensie posuwania palcem po tablecie!!!!
Co za życie................... :))))
DTCK 😀😃🙂
no to mamy podobnie, kiepska przemiana materii, miłość do tortów i ptasiego mleczka, wstręt do fizycznych ćwiczeń, jeśli mam biec to tylko goniąc lub uciekając a tak to bez sensu..
UsuńKlarko,szacun i brawo! Wiem,że nie jest to łatwe,ale nie niemożliwe,jak widać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i powodzenia, Anja
najtrudniej zacząć
UsuńZawziętość to bardzo dobra cecha, pod warunkiem że jest dobrze ukierunkowana. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńmoja siostra była zawziętym dzieckiem, to było nie do wytrzymania
UsuńGratuluję silnej woli!
OdpowiedzUsuńa dzięki, całe lato było całkiem nieźle bo w ogrodzie porzeczki, maliny, agrest, borówki, a to wszystko można jeść nawet na redukcji, no i cukinia mnie ratuje, mam dwa krzaki ale to wystarczy aby co drugi dzień zjadać cukinię na różne sposoby
Usuń