Strony

poniedziałek, 30 marca 2026

wszystko wam zostawię

 

W dużym pokoju stał kredens. Na górze za szybą błyszczały kryształowe wazony, cukierniczka, misa i komplet kieliszków, niżej na szklanej półce w równym szeregu ustawiono filiżanki ze złotym brzeżkiem, mlecznik i malutkie filiżanki nie wiadomo na co, jak dla lalek.

W szufladzie leżały pospinane recepturkami sztućce – osobno noże, widelce i łyżki, łyżeczki do herbaty i  niewielkie widelce z trzema zębami, nie wiadomo do czego ale były.

Na dole, jak się otwarło drzwiczki po lewej stronie, stał serwis. Talerze, waza, półmisek jeden i drugi, głębsza miska i nawet pojemniki na sól i pieprz, wszystko w jednym wzorze, z niewielkimi kwiatkami, ze złotym paskiem na brzegu. Po prawej stronie poukładano obrusy, serwetki i bieżniki, białe i kolorowe, z haftem i drukowane, lniane i bawełniane.

W dużym pokoju stał stół przykryty kolorowym obrusem, pod stół wsunięto krzesła, kilka krzeseł stało pod oknem za szafą, w której poukładano na półkach pościele, ręczniki i ścierki, niektóre miały metki. Na samym dole szafy leżał wełniany koc z frędzlami.

Pokój był zamykany na klucz, ten klucz tkwił zawsze w zamku ale każdy wiedział, że tam się nie wchodzi, na dywanie leżały gazety bo gdyby jednak ktoś wszedł to podepcze dywan, ale nikt nie wchodził.

Jedli w kuchni przy stole z ceratą. Kuchennych kubków, talerzy i łyżek było pod dostatkiem. Kuchenne ścierki były sprane, cienkie, doskonałe do użycia. Tak samo ręczniki w łazience. Po co brać nowe skoro stare są dobre. Chyba że ktoś przyjdzie, wtedy wyciąga się te puszyste kolorowe z szafy a pralkę przykrywa się bieżnikiem.

Przychodził ktoś rzadko, kilka razy w roku. Uroczystości rodzinne, to wywracało dom do góry nogami. Cały serwis umyć i dokładnie wytrzeć, wyczyścić sztućce, rozłożyć stół, nakryć obrusami, w korytarzu rozłożyć odświętne chodniki, ustawić w łazience na półeczce droższe perfumy, nowe szczoteczki do zębów i drogą pastę i szampon, nawet w przedsionku położyć nowe wycieraczki, bo goście wszystko widzą.

Kiedyś na przyjęciu syn gospodyni bawił się nożem, który w końcu wypadł mu z ręki i uderzył trzonkiem w półmisek. Półmisek, ten od kompletu oczywiście, pękł i nic się nie dało zrobić, skorupy poszły do śmieci a chłopak dostał od matki pasem. Dziewczynka raz dostała lanie bo obcięła parę kwiatków z krzaka róż. Róża rosła przy ogrodzeniu od ulicy i wszyscy ją podziwiali, to jak można obcinać kwiaty i stawiać w domu, po co to.

Ale ogólnie dzieci były nauczone ściągać buty, nie kruszyć, nie chodzić z piciem, jedli tylko w kuchni, myli się mydłem i płukali włosy wodą z octem.

Aż wyprowadzili się z domu. Odwiedzali go niechętnie. Najstarsza tłumaczyła się, że dzieci skaczą po łóżkach i po kanapie, nakruszą i nabrudzą, i to była prawda, zawsze nakruszyły, nabrudziły że aż strach. A kiedy podrosły, nie chciały jechać do babci więc nikt ich nie zmuszał, rozpuszczone były. Podobnie tłumaczył się syn. Syn miał psa darmozjada, gdzie z psem do domu, pełno kłaków, jeszcze coś pogryzie, obślini, podrze pazurami. Przyjeżdżali więc na kilka godzin i siadali przy stole w dużym pokoju, pili kawę z filiżanek i jedli ciasto z talerzyków w kwiatki ze złoconym brzegiem bojąc się, że poplamią obrus albo nakruszą na dywan.

Chcieli siedzieć w kuchni przy stoliku z ceratą ale ona krzyczała, że teraz są gośćmi więc mają siedzieć w pokoju. Więc siedzieli. Jak na szpilkach,nawet nie mieli o czym mówić. Potem brali w ręce buty, wkładali je na schodach i jechali do siebie.

Aż pewnego dnia nie musieli ściągać butów na schodach bo nie miał kto na nich patrzeć z wyrzutem. Przeglądali szafy, szafki i komody, oglądali obrazki na ścianach, lampy i nawet narzędzia w schowku.

Nie chcieli zabierać prawie nic. Nie potrzebowali. Nawet nie wiadomo co bardziej, pewnie coś by się przydało, pewnie coś było ładne a nawet wartościowe. Ale nie i nie. Tylko parę zdjęć na pamiątkę. Szafy i szafki musieli jednak opróżnić.

Ile tego było! Bibeloty, kosmetyki, naczynia, odzież, garnki, patelnie, rondelki, mikser, maszynki do mięsa i do makaronu i nie wiadomo do czego. Poupychane w szafach i w piwnicy. Pościel jak nowa, koc, którego matka nie pozwalała rozkładać na trawie bo taki porządny, ręczniki, obrusy i ściereczki, niektóre z metkami. Trochę zawieźli do schroniska, trochę wystawili koło śmietnika.

Stali w kuchni przy stoliku nakrytym ceratą, pili kawę kupioną w sklepiku na rogu i czekali na kontener. Nie wiesz co tu będzie? Zburzyć mają. Nic nie zostanie, nawet róże.




17 komentarzy:

  1. Smutna opowieść, w której miłość do przedmiotów zastąpiła relacje...
    Tak kiedyś bywało, kryształy na pokaz, sztuczne owoce, auto w garażu, futro w szafie tylko na niedziele.
    Po śmierci seniorki/seniora rodzina wszystko wywala lub obcy biorą za bezcen.
    Znam z autopsji...

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne ale prawdziwe 🥲🥲
    Leptir

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie było powojenne pokolenie naszych dziadków i rodziców, a nawet wcześniejszych pokoleń.Oszczędnie, dorabiali się od przysłowiowej łyżki, a często tracili wszystko w wyniku wojen.Kontrast z dzisiejszym rozpasaniem i nadmiarem taniej chińszczyzny.
    Swoją drogą jakoś mi się to kojarzy z wierszami Barańczaka "jeśli porcelana to wyłącznie taka.." i Miłosza "Piosenka o porcelanie".

    OdpowiedzUsuń
  4. No właśnie!
    tak prawdziwe, że chwyta za serce. Taki chyba powszechny obyczaj, w Irl tez był 'the good room' , do którego tylko ksiądz wchodził.
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo smutna opowieść. Dobrze,że ja tego nie znam.
    Ela D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam i obrazy mojego rodzinnego domu przesuwaja sie w mojej pamieci . Jedynie koncowka "!Zycia" mojego domu rodzinnego byla smutna . Rodzice zamieszkali u siostry a zlodzieje wykradli wszystko , nawet rodzinne zdjecia

    OdpowiedzUsuń
  7. Strasznie smutne! Dlatego używam, nie gromadzę, wyrzucam zużyte, zeby potem bylo łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
  8. W wielu domach tak bywało- część wyposażenia była tylko "od święta i na przyjście gości" - w moim rodzinnym domu też tak było, ale w moim, po wyjściu za mąż -co równało się z wyprowadzką z rodzinnego domu- już nie. Zawsze uważałam i nadal uważam, że "na co dzień" też musi być ładnie a nie byle jak, bo to zwyczajny dzień.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zadumałam się...
    Dlaczego coś poszło nie tak.
    Pięknie piszesz Klarko.

    OdpowiedzUsuń
  10. Znam to. Opróżniałam mieszkanie po śmierci rodziców.
    Z bólem serca patrzylam jak przedmioty gromadzone przez nich całe życie muszą wylądować na śmietniku.
    Niestety, u przedwojennego pokolenia taka była mentalność, gromadzić. Sama pamiętam jak w latach 80-tych stałam w kolejce po krysztaly. Nie były mi potrzebne ale wszyscy stali to ja też. Nawiasem mówiąc dzisiaj te krysztaly mają znikomą wartość , wtedy były drogie.
    Dzisiaj staram się nie gromadzić rzeczy, dużo pozbyłam się podczas przeprowadzki. Chcę zostawić po sobie jak najmniej rzeczy.
    Halina












    OdpowiedzUsuń
  11. Ta historia z czegoś wynika. Po wojnie ludzie, pochodzący z przedwojennej wiejskiej biedy, nareszcie mogli mieć (z trudem zdobyte) ładne talerze, sztućce, dywany czy pościel. Takie "pańskie". Mieli to wszystko, ale nie mieli odwagi z tego korzystać na co dzień. Dopiero kolejne pokolenia, mając pieniądze i dostęp do towarów, zaczęło z tych dóbr korzystać. Potem znów nic nie było i każdą ścierkę trzeba było oszczędzać i tak tworzyły się te dziwne obyczaje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak to bylo w wielu domach.Urszula

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś tak było? Moja Babcia była jeszcze gorsza- nawet dla gości nie dawała nowej zastawy, reczników itp. A po śmierci pełno nowych, zapakowanych talerzy, ścierek, ręczników itp, nikt nic nie chce, bo każdy zdążył dorobić się swoich...

    OdpowiedzUsuń
  15. Wojna,bieda,swoistą mentalność nastawiona na "mieć".Tego pokolenia już nie ma

    OdpowiedzUsuń
  16. Zadumalam się, to nie jest dosłowny, ale jednak jest, opis mojej Matencji. Nie rodziców, tylko jej. Wielokrotnie o tym właśnie myślę. Mieszkanie było jej świątynią. A teraz nikt nie ma ochoty by pojechać i zobaczyć co się z tego komu przyda. Likwidowanie mieszkania za życia rodzica jest koszmarne. Bo ona żyje, ale już jej nie ma.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz