W hotelu nigdy nie było zwierząt ale tym razem to się zmieniło. Był niewielki pies w jednym pokoju a w drugim kot. Kot miauczał przeraźliwie i (teraz mnie to śmieszy) koleżanka często stała tam pod drzwiami i wołała scenicznym szeptem „kici kici kici” i kot na chwilę cichł. Potem ten pokój pierwszy poszedł do remontu.
Pobyt u nas często był przystankiem. Część uchodźców po wakacjach wróciła do kraju. Inni zostali przekwaterowani lub sami znaleźli sobie miejsce do życia a piąte piętro poszło do remontu. Trzeba było rozkręcać i naprawiać meble, malować ściany, naprawiać armaturę, prać tapicerkę i wykładziny, zmieniać pokrowce i nierzadko całe materace, szorować, myć od środka szafy i doczyszczać fugi. Jeszcze funkcjonował pokój zabaw. Było to pomieszczenie w sali konferencyjnej, pełne zabawek, planszówek, pluszaków, kredek, wyposażenie jak w szkolnej świetlicy lecz wszystko popsute, pobrudzone, poniszczone. Wkrótce i to spakowaliśmy do worów i poszło do śmieci.
Zmarnowało się też wiele ubrań. Kiedy przyszła wiosna, panie powybierały sobie ze sterty darów lżejsze rzeczy a zimowe.. porzucały na kupę. Tak samo na śmieci poszły dwa wózki dziecięce. Drogie, ale strasznie brudne. Stały kilka dni koło śmietnika i nikt ich nie chciał. Jest na to wytłumaczenie – to wszystko było za darmo i łatwo dostępne. Poza tym była jeszcze kwestia wielkości bagażu, bo jeśli ktoś jechał dalej to często porzucał hulajnogę, wózek czy zimowy płaszcz.
Kierowniczka miała „sklepik”. Było to pomieszczenie w którym można było dostać środki czystości, pampersy, kosmetyki, mleko dla dzieci, słodycze, leki bez recepty. Odzież i buty leżały na stercie koło windy.
Przyszedł sezon i brakowało nam ludzi do pracy bo urlopy. Na ten okres hotel przyjmował ludzi na zlecenia ale żadna z pań mieszkających na piątym nie chciała tej pracy. Za to z innego miejsca przyszły do nas dwie fajne dziewczyny, jedna z nich pracuje do dziś. Kiedyś, gdy jeszcze pracowałam, zapytałam – czy chciałabyś wrócić do siebie? Ona bez wahania odparła – ja może i tak, ale moje dzieci za skarby świata, jak są niegrzeczne to ich straszę, że wrócimy i zaraz się poprawiają. Oni tu mają szkołę, kolegów, mówią po polsku, lubią miasto, nie chcą wracać, tu jest ich świat.
To straszne, tej strony nigdy nie poznalam, zawsze współczulam.Że za darmo- niczego nie tlumaczy , czulabym się tym bardziej zobowiązana.To smutne, ale tlumaczy niechęć , jesli ktoś spotkal się z takim zachowaniem...
OdpowiedzUsuńNiechęć do konkretnej osoby bądź osób, nie do narodu…
UsuńTak, ale jak to bylo takie masowe zjawisko, to u bezpośrednich obserwatorów moglo wywołać takie odczucia.Ja mam wyłącznie pozytywne doświadczenia, nadal, mimo uplywu czasu!
UsuńUkraina jest dopiero od kilkudziesięciu lat samodzielnym państwem. Na to, aby wyrobić w sobie dobre nawyki muszą pracować pokolenia i dobre wzorce.
OdpowiedzUsuńMarnowane jest wszystko, co za darmo.
OdpowiedzUsuńChodziłam kiedyś na nauczanie indywidualne do pewnej rodziny. Dostawali wszystko z różnych instytucji. Brud na każdym kroku, ale telewizor na cała ścianę. Tam się nie prało, brało się czyste z worków.
Nie mozna generalizowac, w kazdej nacji sa ludzie i taborety, bieda czy potrzeba nie usprawiedliwiaja niczego, bo albo sie jest czyscioszkiem, albo nie, niezaleznie od stanu posiadania czy aktualnego statusu.
OdpowiedzUsuńMy bylismy blisko 40 lat temu w podobnej sytuacji, szanowalismy to, cosmy "za darmo" dostali, byla wspolna kuchnia, ktora lsnila, rowniez wspolna lazienka dla kilku rodzin, sami dbalismy o czystosc. To chyba ludzie sie pozmieniali, bo teraz "uchodzcy" maja niemieckie sprzataczki, sami nie ruszyliby palcem. Oni rowniez nie dbaja o to, co dostali, a dostawali rzeczy nowe, prosto ze sklepu, po miesiacu nadawaly sie do wyrzucenia.
Wszystko zalezy od czlowieka, nie od nacji.
Dokladnie tak. Urszula
UsuńZa darmo, to i Polacy mają... Kiedyś siostra, ucząca w mojej szkole religii zorganizowała dzieciom wycieczkę autokarową ...za darmo, w sobotę. W poniedziałek pytam, jak się wycieczka udała , siostra odpowiedziała, że udała , tylko nie rozumie, dlaczego połowę zapisanych uczestników nie przyszła. Poradziłam, żeby w przyszłości niczego nie organizowała za darmo. Niestety, ani rodzice, ani tym bardziej dzieci tego nie doceniają. Zresztą tak samo się miało z darmowymi obiadami, mlekiem czy owocami w szkole.
OdpowiedzUsuńTeż pracowałam w szkole, wiec mam nieco podobnych doświadczeń. Z tego co pamiętam, ludzie wstydzili się zapisywać dzieci na darmowe obiady, bo to świadczyło o biedzie, a do biedy nikt nie chce się przyznać. Bieda piętnuje.
Usuńzapomniał wół jak cielęciem był ...
OdpowiedzUsuńczytam każdy post. i rozumiem, że euforia była i duma ale się skończyła a ludzie nie są idealni. ale te polaki z holandii to jakaś masakra - a ruskie trolle osiągają sukcesy...
naród się składa z różnych ludzi. i tyle.
Oczywiście, że "wszystko zależy od człowieka", ale ten czlowiek wychowany jest w pewnej historii, kulturze, tradycji, atmosferze, środowisku, etc... Nie bez kozery przypisuje się cechy typowe poszczególnym nacjom, Niemcom, Rosjanom, Anglikom, etc. My też, jako naród, kojarzymy sie z pewnymi cechami, raz pozytywnymi, raz nie, podobnie Ukraińcy.
OdpowiedzUsuńJa- dość egoistycznie- mam właśnie nadzieję, że nawet jak wojna się skończy, to nie wszyscy wyjadą, nie wiem, kto miałby zapełnić pustkę po nich. W moim mieście widzę ich wszędzie- pracują w sklepach, przychodniach, szpitalu, w firmie, w której i ja pracuję. Dzieci są w przedszkolu z moimi wnukami, młodzież latem okupowała plażę nad pobliskim stawem- w końcu było tam jakieś życie, śmiech, zabawy.
OdpowiedzUsuń