Mikulina wraz z wiosną porzuciła warowanie przy mnie i wypuszczona na pole rano wraca do domu dopiero wieczorem. Do tej pory było tak, że nawet na sikanie trzeba było z nią wyjść bo wypuszczona z domu sama nie wyszła nawet do ogrodu tylko stała pod schodami. A teraz poczuła się pewnie i wariuje po ogrodzie albo robi to, co wiejskie psy lubią najbardziej - siedzi pod krzakiem za ogrodzeniem i kiedy zobaczy pieszego albo rowerzystę rzuca się do bramy ze szczekaniem. Dostaje za to opierdol i wtedy przybiega do mnie pożalić się a ja ją pocieszam - darł się na ciebie ojej biedny piesek biedny to chodź do domu i mnie pilnuj i nie wszczynaj awantur. Ona oczywiście wszystko rozumie ale jednak szczekanie na rowerzystów jest niesłychanie ciekawym zajęciem więc po chwili znów biegnie do ogrodu tam gdzie rosną najpiękniejsze krokusy i cebulice, kładzie się i czeka cierpliwie. Kiedy widzi spacerowiczów z psami, użala się i jęczy że jestem zła i okrutna bo nie chodzę z nią na spacery. Zapomina powiedzieć, że chodzi na spacery z panem, który codziennie przemierza szybkim marszem całą okolicę. Jak zobaczycie biednego zmęczonego siwego chłopa z psem to dajcie im wody bo pies pije z kałuży albo ze stawu a chłop to nie bardzo. Raz nawet ktoś myślał, że to jakiś bandyta z psem i nawet był przez chwilę gwiazdą na lokalnej grupie ale ja się do niech nie przyznałam i niech się dalej mądrale boją chłopa z psem.
A właśnie, chłop zrobił mi taką specjalną skrzynię na warzywka i ja tam posiałam rzodkiewki, rukolę i inne dobre rzeczy ale wątpię czy coś z tego będzie bo czarna ziemia wystawiona do słońca okazała się wspaniałym leżakiem wiadomo dla kogo i dosyć że wszystko skopane to jeszcze musiałam tę wariatkę kąpać bo cała była w ziemi. Dziś suka przeszła samą siebie bo jak zobaczyła samochód, którym zazwyczaj przyjeżdża do nas Hania, nasza wnuczka, to wybiegła ze skowytem w bramę i zaczęła walić łapami w drzwi po tej stronie co Hania ma fotelik. I w końcu trzeba było jej otworzyć i pokazać, że Hani w aucie nie ma. Zobaczyła i wlazła pod ławkę po czym leżała z głową na łapach i wyglądała, jak nieszczęście. Dlatego chłop wziął ją po południu na smycz i poszli do Hani, całe 4 km w jedną stronę, a co tam się działo to nie wiadomo.
Pozdrawiam każdego kto tu zagląda! Żyję ale taka jakaś beznadziejna jestem.
Mikulina poczuła wiosnę!🥰
OdpowiedzUsuńKlarko! Napisz książkę dla dzieci o przygodach Mikuliny! Ściskam Cię mocno❤️, choć tylko jedną ręką, bo drugą znowu połamałam.
OdpowiedzUsuńoch współczuję, co to się stało? Szybkiego gojenia i dobrej rehabilitacji
UsuńDostałam drzwiami w rękę w chwili, gdy chciałam wejść do łazienki w pracy, a ktoś z niej akurat wychodził. Efektem jest złamana i przemieszczona jedna z kości śródręcza. I znowu jestem niedołęgą. 🤷♀️
UsuńO matko!!
UsuńKlarko
OdpowiedzUsuńPo prostu wyznaję miłość tobie i całej twojej rodzinie ❤️
Podpisuję się pod tymi słowami.
UsuńRzadko komentuję ale zawsze czytam, od piętnastu lat chyba ?
Właśnie kończę Twoją książkę, Klarko.
Znałam te wszystkie Twoje opowieści z bloga ale książkę czyta się inaczej.
Pozdrawiam Cię wiosennie życząc zdrowia i wspaniałych ludzi wokół.
Halina
Podpisuje sie pod komentarzem Rybenki ! Kocham po prostu Twoj blog .I niezmiennie wysylam moc serdecznych pozdrowien ze slonecznego ale juz jesiennego Melbourne. Urszula
OdpowiedzUsuńI ja. Pierwszy raz komentuje, chociaz czytam od lat. Podziwiam i lubie Twoj niepowtarzalny styl. Dziekuje! Serdecznie pozdrawiam z Lancaster! Maria
Usuńale jesteście :))))
Usuńile razy chodzi za mną myśl o porzuceniu tego miejsca to ktoś mi tak napisze, więc trwam bo tego nie robi się ludziom ;)
Ja też nie komentuję, ale codziennie zaglądam i niezmiennie podziwiam. ani się waż porzucać, Klarko. Haneczka
Usuń:-) och wiadomo jak i dlaczego należy rozpuścić psa. z miłości oczywiście, z miłości.
OdpowiedzUsuńKsiążka dla dzieci, to dobry pomysł, dzieciaki uwielbiają opowieści o zwierzakach!
OdpowiedzUsuńPsia miłość to cała epopeja.
OdpowiedzUsuńMówią, że gdy chcesz dowiedzieć się kto cię najbardziej kocha, wsadź do bagażnika samochodowego żonę i psa. Zamknij klapę na pól godziny, a po tym czasie podnieś i zobacz kto bardziej się ucieszy na twój widok.
W sumie to nawet bez tego eksperymentu wiadomo.
Ja tę psinę rozumiem. Pies moich rodziców po naszej wyprowadzce przez rok szukał małej Ani we wszystkich wózkach dziecięcych. On jej oddawał kość, ona jemu jogurcik… takie tam love story. No a jeśli gdzieś było kopane, to znaczy, że warto tam kopać, pewnie coś zakopali!
OdpowiedzUsuńMikulina jest świetna!
OdpowiedzUsuńW rozpuszczaniu psa to byłam specjalistką - i od sierpnia 2010roku do dziś tęsknię za swoim niskopiennym czterołapem, którego rozpieszczałam przez 16 i pół roku.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się zdrowo! Do serca przytul psa... weź na kolana kota! No... szkoda, że nie masz! Przecież Ty zawsze kota miałaś...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Czytam wszystkie Twoje posty, choć bywa, że kilka do tyłu i rzadko komentuję.
Dorota L.
A ja tu spodziewałam się straszliwej opowieści z roztworem kwasu siarkowego w roli głównej. :-D
OdpowiedzUsuń