piątek, 17 maja 2019

szary dzień


Tuż po północy budzi mnie dotkliwy ból w plecach. Chwilę leżę wiedząc, że każdy najmniejszy ruch sprawi, że będzie bolało jeszcze mocniej. Wreszcie powoli obracam się na bok, sięgam ręką po tabletkę i połykam ją bez popijania. Prochy mi się kończą, muszę iść do przychodni.
Włączam telewizor, drzemię, budzę się, wstaję, znów się kładę. O piątej oglądam cały odcinek serialu i już wiem, że nie zasnę ale jeszcze leżę, wreszcie przychodzi Krzysiek z kawą. Wstaję, siadam do komputera, odpisuję na maile, przeglądam blogi z zakładki.
Lodówka prawie pusta, biorę prysznic i jedziemy do najbliższego dyskontu. Mięso dla kota, dla nas, jakiś ser, mleko, takie codzienne zakupy. Wracamy. Jemy śniadanie siedząc przy kuchennym stole. Masz jakieś plany na dziś? Przeżyć.
Trzeba coś ugotować, sprzątnąć, wstawić pranie i zmywanie. Zrobiła się jedenasta. Włączyć żelazko, uprasować koszulkę, zrobić kanapkę do pracy, obudzić kota i wypędzić go z domu na ten deszcz.
Dzwoni telefon. Patrzę na wyświetlacz. Nie odbieram, może innym razem.
Autobus o dwunastej z minutami jest prawie pusty. Za moimi plecami siedzą dwie emerytki, obgadują synową jednej z nich. Nie chce m się tego słuchać, zatykam sobie uszy słuchawkami z radiem.
Wysiadam, jest za dwadzieścia pierwsza. Przechodzę przez skrzyżowanie na przesiadkowy przystanek ale i tak uciekł mi autobus. Rozważam – iść dwa przystanki czy czekać na następny.
Punktualnie o pierwszej wchodzę do szkoły. Podpisuję listę i idę się przebrać. Moją szatnią jest schowek na szczotki zagracony tak, że nie ma gdzie postawić nogi. Wszystko jest potrzebne. Torbę z kanapką i osobistymi rzeczami wieszam na haczyku na drzwiach, zmieniam adidasy na croksy i wychodzę na korytarz.
Zaczynam od sali gimnastycznej bo akurat jest wolna. Zbieram specjalnym mopem kurz z parkietu, potem myję całość zwykłym mopem. Jestem czerwona i spocona jak dzieci po wuefie, chce mi się pić.
Zmieniam wodę i sprzątam jadalnię a potem bibliotekę. Korytarz zapełnia się osobami które przyprowadziły dzieci na dodatkowe zajęcia. Jeszcze pracuje świetlica i przez hol przechodzi tłum. Ruch jak pod Sukiennicami.
Robię sobie przerwę. Siadam  w wysprzątanej niedawno jadalni, jem bułkę z serem,  popijam kawą i przeglądam wiadomości w telefonie.
Piąta, świetlice są puste. Ciągnę przez cały hol odkurzacz. Wszystkie pomieszczenia w tej szkole są bardzo zniszczone.  Budynek jest stary, sypie się tynk, podłoga poklejona jest taśmą, żeliwne kaloryfery zabudowane są deskami,  za które dzieciarnia z upodobaniem utyka śmieci. W oknach firanki i mnóstwo doniczek z kwiatami. Nie pomoże puder róż kiedy dupa stara już.
Zabieram worki ze śmieciami, z jednego wylewa się mleko. Dzieci dostają gratisowe kartoniki z tym napojem i często tylko odkręcają a potem porzucają je byle gdzie.
Dywany w świetlicach śmierdzą i lepią się od brudu. Za to zabawki i książki są porządnie poskładane i nic nie leży na podłodze.  
Zamykam świetlice i wracam do kanciapy po rzeczy do sprzątania łazienek. Toalety dziewczęce, chłopięce, nauczycielskie. Myję je z nieukrywaną odrazą klnąc pod nosem. Kończę, wracam po sprzęt do mycia podłóg.
Baletnice kończą zajęcia ale wcale się nie śpieszą. Przebierają się pod salą. Znów nie poszłyście do szatni – śmieję się. Lubimy się, to są fajne, radosne dziewczynki. Jedna z nich mówi do koleżanki – Martyna, paradujesz w samych majtkach przed kamerą, wstydź się! Ogólna radość.
Dłonie mam żylaste jak drwal, ortopeda  już rok temu wysyłał mnie na operację z powodu zespołu cieśni nadgarstka. 
Macham miarowo mopem myjąc długi jak nieszczęście korytarz. Na fotelach w holu siedzą dwaj dziadkowie, o czymś rozprawiają. Przeganiam ich na drugi koniec. Czuję, że cały czas patrzą jak pracuję, krępuje mnie to.
Mokry korytarz lśni, stawiam potykacz i idę zmienić wodę. Wracam i widzę, jak kilkoro dzieci biegnie do toalet a dwie mamy wraz z nimi. Są w butach, jedna z dziewczynek ma na nogach ubłocone kalosze.
Wzdycham. Czekam aż wrócą i sprzątam od nowa. Do szkoły wchodzi młody mężczyzna i mówi, że szuka podręcznika z ćwiczeniami. Syn zostawił a musi się uczyć bo jutro sprawdzian. Gdzie zostawił? W ostatniej klasie na końcu korytarza. Pytam pana, czy może chwilę zaczekać aż wyschnie podłoga.
Chwilę.  Opieram się plecami na parapecie i czuję znajomy ból.
Biorę klucz i idziemy po książkę. Pan mi dziękuje i widzę, że robi to szczerze. Dobry z pana tata – rewanżuję się.
Moje koleżanki sprzątające piętra kolejny raz idą na papierosa. Wracając mówią – nie zamknęłaś okna w jadalni. Miałaś po drodze, mogłaś zamknąć a nie gonić mnie taki kawał – myślę. Jakoś się nie lubimy. Inny świat.
Wynoszę kolejne wory ze śmieciami, sprzątam ostatni korytarz i szatnie po sportowcach. Koniec. Nie, jeszcze trzeba wyprać mopy i ścierki.

Dziewiąta. Krzysiek czeka na parkingu. Wsiadam do samochodu, jedziemy przez mokre ulice, wycieraczki tłuką się o szybę. Jak się czujesz? A tak sobie. Był kotek? Był, zjadł i śpi.
Grzeję w mikrofalówce makaron ze szpinakiem. Popijam sokiem. Drugą szklankę zabieram do swojej sypialni. Idę się myć. Umyć ci plecy? Umyj.
Jedenasta. Włączam komputer. Och, jaki miły mail z propozycją pracy.  Odpisuję. Nie dam rady podjąć dodatkowego zajęcia, nie mam sił.
Jeszcze mi się nie chce spać ale jestem zmęczona i chcę się położyć.

Dziś też Cię kocham.



14 komentarzy:

  1. Coś mi się widzi, że z tymi wszystkimi dolegliwościami to powinnaś być na rencie inwalidzkiej a nie dalej machać mopem, dźwigać kubły z wodą itp."gimnastyki" odprawiać.
    Nie rozmawiałaś o tym z lekarzem rodzinnym? Znam kilka osób, które właśnie z powodu stanu kręgosłupa już od lat są na rencie. Bo wiesz, branie tabletek p.bólowych gdy się budzisz w nocy z powodu bólu to sygnał,że nie jest dobrze i trzeba "odpuścić" wysiłek fizyczny.
    Tak sobie myślę, że Polska to dziwny kraj- ponoć spadło bezrobocie a ciągle ludzi do pracy brak i to nie tylko w prywatnych firmach.
    Klarko, proszę, zadbaj wreszcie o siebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renta?! Na kręgosłup?! W Polsce?! Kpina chyba! przecież to choroba społeczna, wszystkich boli!
      Nie, to nie moje zdanie. Widać, że Pani Anabell nigdy nie musiała stawać przed komisją orzekającą ( i daj Boże, niech tak zostanie). Ja niestety miałam tą (nie)przyjemność. I sprawdziły się słowa mojej lekarki: " ZUS nie określa dzisiaj zdolności do wykonywania pracy. ZUS teraz określa zdolność do wykonywania czynności zarobkowych. My, kobiety, nawet jeśli stracimy ręce i nogi zachowujemy zdolność do zarobkowania. Wszak mamy jeszcze trzy otwory, które w pozycji horyzontalnej mogą na siebie zarabiać". Wydawało mi się, że to przejaw czarnego humoru ze strony mojej lekarki. Tak.Niestety. Pomimo dużego zagrożenia paraliżem ze strony kręgosłupa szyjnego, zostałam z orzeczeniem: zdolna do pracy. Na moje pytanie, czy żeby dostać rentę muszę czekać na najgorsze, orzeczniczka (bo trudno taką osobę nazwać lekarzem)ZUS-u stwierdziła, że TAK!
      Niestety, w Polsce nie odprowadzamy składek po to, by mieć zpewniony byt w momencie, kiedy zdrowie się sypie, a praca staje się wręcz katorgą i równią pochyłą ku kalectwu. Płacimy po to, by urzędniczka, która działa na korzyść Zakładu Utylizacji Społeczeństwa mogła brać za to co miesiąc pensyjkę ponad pięciokrotnie przewyższającą uposażenie Klarki. I to jest straszne.

      Usuń
  2. Klarko❤️ szukaj innej pracy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też kiedyś niszczyłam zdrowie w bezsensownej robocie. Lekarz kazał mi zmienić pracę, bo było coraz gorzej z moim kręgosłupem. Poprosiłam o nowe stanowisko na receptę. Tylko się uśmiechnął. Smutno jakoś...

    OdpowiedzUsuń
  4. Smutne. Przykro mi bo ja po fizycznej harówce na swoim przez pięć dni mam tak dość że przez trzy dni nie zdołałam odpocząć. A Ty tak masz cały czas. Przytulam ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Niepokojący ten ból pleców, jak długo tak pociągniesz, chcesz paść na polu chwały?

    OdpowiedzUsuń
  6. Klarko, tak nie mozna.Jestes jeszcze mloda, nie niszcz sobie zdrowia.Jak dojdzie do powaznych zmian w kregoslupie , trudno bedzie cos z tym zrobic.Koniecznie szukaj innej pracy.Ja wiem, ze z forsa krotko ale zdrowie najwazniejsze,musisz znalezc cos lzejszego.Szukaj poki jeszcze nie jest tragicznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Współczuję i ciężkiej pracy, i niefajnych koleżanek.
    Dobrze, że rodzinę masz kochającą.
    Ale pracę zmień najszybciej, jak się da:). Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nieustannie kibicuję, żeby zdrowie było i satysfakcjonująca praca pod każdym względem💕

    OdpowiedzUsuń
  9. Klarko do takiej pracy trzeba mieć zdrowie.

    Rozumiem Cie doskonale. nie pracuję fizycznie ale pracuję od 9.00 do 20.00 łącznie z sobotami.czasami dłużej.
    i każdego dnia jestem cała obolała. plecy, szyja, a po zapaleniu płuc niedawnym, stawy. okazało się że w ciągu ostatnich 3 lat przełaziłam/przepracowałam zapalenie płuc! o którym nie wiedziałam, czy to nie wariactwo jakieś?
    Klarko zdrowie jest priorytetem niekwstionowanym. szanuj, bo będzie za późno. ściskami trzymam kciuki z spokojniejsza pracę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Klarko, kochana, nie napisze zebys znalazla lepsza, lzejsza prace, bo wiem, ze to latwo powiedziec, szczegolnie kiedy nie jest sie w pozycji szukajacego. :(

    Ale postawa Twoich "kolezanek" z pracy mnie zszokowala. Straszne pizdy. Przepraszam za wyrazenie, ale inaczej sie nie da. :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Szukam, pytam, rozgladam sie. Ciagle jestem myslami z Toba, tak bardzo chcialabym pomoc w znalezieniu lzej pracy. Kiedys widzialam w Biedronce informacje p konkursie na ksiazke dla dzieci. Wiem, ze czasochlonne ale poprzednia autorka chyba cos zarobila kiedy jej ksiazki tam promowano. Tak sobie myslalam, ze ksiazka o przygodach Hani i kota byla idealna...;)
    Nika

    OdpowiedzUsuń
  12. Pani Klarko,czytam ale nigdy nie komentuję.Blog jest super.Z tym zdrowiem to nieciekawie wygląda.Czy pani maslala czasem o tym zeby całkowicie zmienić dietę??? Z wlasnego doswiadczenia wiem ze moze się wiele poprawic. Od kiedy zostalam weganką duzo się zmieniło na lepsze( Po miesiacu zauwazylam zmiany). Nie chcè nikogo namawiac ani zmuszac ale moze warte sprobowac.Wbrew pozorom to jest bardzo latwa dieta. Ogladalam np.filmy dokumentalne w ktorych ludzie opowiadali jak in ta zmiana na dobre wyszla.Tak czy owak trzymam kciuki zeby bylo dobrze/lepiej. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz