poniedziałek, 11 lutego 2019

a to świniak!



W dużym pokoju rządzą zabawki Hani. Kiedy dziewczynka nas odwiedza, ma się czym bawić, ale i  tak zawsze przywozi ze sobą swojego ukochanego prosiaka, bez którego nie zaśnie. Prosiak jeździ też na spacery. Kiedyś już pisałam o tym,  jak świnia została w rowie i Krzysiek biegiem wracał przez pół wsi i szukał tej maskotki.
Prosiaka nazywałam czasem prawdziwą świnią  bo po pierwsze był uwalony jedzeniem i wymagał ciągłego prania a po drugie ginął dość często. Raz znalazłam świninkę w pralce, i przysięgam, ja go tam nie wrzuciłam. Innym razem został u nas razem z innymi zabawkami, tak się między nimi schował dla zmylenia, i Hania musiała po niego wracać z połowy drogi.

A tym razem zginął całkiem. Był co prawda bardzo zmaltretowany ciągłym praniem i włóczeniem ale przecież nikt nie myślał, że nadejdzie jego kres. U nas jest zastępca, prawie tak samo kochany baranek,  to jakoś damy radę. Prosię zginęło bezpowrotnie. Pewnie ktoś podniósł, zabrał, wyrzucił do kosza, albo jakiś pies pobawił się przez chwilę. Tak się kończą ucieczki z wózka!

Jeśli zobaczycie kiedyś na chodniku albo na podłodze w sklepie albo na trawniku jakąkolwiek zabawkę, nie zabierajcie jej. Rodzic przeważnie bardzo szybko wraca usiłując odtworzyć trasę i  z obłędem w oczach szuka zguby. Tu się przyznam - raz byliśmy na obiedzie w restauracji i mój syn beztrosko zapomniał o.. wózku, zabrał Hanię z karmnika i na rękach zaniósł do samochodu a odstawiony pod ścianę wózek został. Pojechał po niego dopiero po  kilku godzinach.

Hania bardzo lubi zwierzątka, nazywa je, gada do nich, pokazuje je w książeczkach i naśladuje ich głosy. Niedawno mieli w żłobku spotkanie z psem, dogoterapię. Podglądam żłobek na fb. Myślę, że zaginięcie prosiaka nie było takie tragiczne dzięki temu wydarzeniu i  pluszowy psiak zastąpił różowego przyjaciela.


23 komentarze:

  1. Zawsze odkładam w widoczne miejsce. Też kiedyś schodziłam pół miasta, raz za czapką, innym razem za ukochanym misiem z przyssawką, która świetnie trzymała się w buzi. Nadaremno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko ten kto nie ma dzieci mógłby zabrać napotkaną zabawkę
    Moje dzieci na całe szczęście nie miały i nie mają aż tak ulubionej zabawki.
    Aczkolwiek Pierwszy ma dobrą pamięć i kazda jest mocno ważna :) i jak mu się przypomni że istniała wpada w czarną rozpacz

    OdpowiedzUsuń
  3. A nie można było sprawić prosiaczkowi gustownej obróżki ze smyczką by nie wypadał z wózka w czasie spaceru? Każdy wózek ma sporo miejsc, w których można przymocować taką zabawkę.Obaj moi wnukowie strasznie długo urzędowali ze smoczkiem-gryzakiem i był on zawsze przymocowany klamerką lub specjalną bezpieczną agrafką do ubranka, w przeciwnym razie pewnie całą dobę byłby zbierany co chwilę z podłogi.

    OdpowiedzUsuń
  4. No paczaj, a ja czegos takiego nie pamietam... ? Chyba sie po prostu klockow nie dalo na spacer brac :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja Chrześnica do tej pory jeździ z ukochanym z dzieciństwa pieskiem.... Ma 17 lat. Chrześnica, bo piesek trochę mniej. To też był taki ukochany bez którego nie zasnęła gdy była malutka (teraz już zaśnie i czasem nawet może się z nim rozstać:). Raz został na lotnisku gdzieś za granicą. Płaczu było co niemiara i cała rodzina zaangażowana w poszukiwanie podobnego. Udało się znaleźć pieska podobnego i on został już na zawsze (?) do przytulania.
    Ella-5

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja corka ma juz prawie 26 lat, jej Mis Puchatek ma 24 lata i ciagle maja sie dobrze oboje. Na szczescie corka cwiczyla operacje na innych pluszakach :-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Przypomnijcie sobie, gdzie był kupiony i zafundujcie jej drugiego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Córeczka nie ma aż tak ulubionego pluszaka. Jest kilka ważnych, z którymi śpi na zmianę. Teraz to pieski z Psiego Patrolu. Ale synek bez swojej szmatki żyrafy nie zaśnie i bardzo dbamy aby nie zginęła. Od kilku dni śpi też z wielkim, pluszowym psem. Wieczorem bardzo się go domaga, ale w dzień gdy jest u babci spokojnie zasypia bez niego. Za maluchami często nie nadążysz. A kupno drugiej, takiej samaj zabawki często jest niestety niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś pewna, że przez pomyłkę nie przerobiono go na pluszowy baleron i kaszankę?

    OdpowiedzUsuń
  10. A u Ciebie w domu to jakby dziecko mieszkało :)
    Oj, nie wiem co by było gdyby nasz słonik zginął albo piesek Lucy 🤔
    Nawet szukałam ostatnio w internecie takiego samego słonika , na wypadek gdyby nasz się zepsuł, ale nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  11. Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdyby Iguni zginęła sówka...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ulubiona zabawka dziecka – każdy musi ją mieć na oku, bo jak nie... ;)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Chrzesnica ma 12 lat, pluszak tyle samo.... Nie rozdają się...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  15. Chyba każde dziecko ma swoją ukochaną zabawkę, która nie może zniknąć mu z oczu :D Moja córcia chyba była wyjątkiem, bo nie miała takowej :D Za to bratanica nie rozstawała się z podusią... nie było spania bez niej :D
    Pozdrawiam ciepło, Agness :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pamiętam, jak pół dnia szukaliśmy ulubionego smoczka, masakra!

    OdpowiedzUsuń
  17. Mój wnuk przez jakiś czas zasypiał z ogórkiem, GRUNTOWYM, którego uratował przed pokrojeniem do mizerii. Odpuścił dopiero jak ogórek się pomarszczyl.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pamiętam jak Milenka przyjaźniła się z Calimero. Nie dość, że to takie małe gówienko, to jeszcze takie byle co, czego nawet nie sposób opisać, by odzyskać albo odkupić w sklepie. Teraz jest łatwiej, bo Patrole ale kto wie, co jeszcze będzie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Moja Wnusia ostatnio wyznała - kocham żabki !
    Jak to, żabki, ostatnio kochałaś koniki i jednorożce.
    Kocham żabki za pyszne batoniki :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Biedny porzucony prosiak. Dla nas te zabawki nie mają już takiego znaczenia, ale dzieci się jednak przywiązują do swoich gałgankowych przyjaciół. :)
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  21. Też miałam kiedyś prosiaka, zaginął w nastoletnich smutkach ;) Za to płakałam za zgubionym różowym zajączkiem. Mama kupiła nowego, niebieskiego, ale to już nie było to samo...

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz