sobota, 13 stycznia 2018

rzeka pełna mleka

Nasza Hania jest karmiona najbardziej optymalnym pokarmem, czyli mlekiem mamy. Od razu napiszę - babcie na pewno patrzą na to zjawisko inaczej niż matki a doświadczenia zbyt wielkiego nie mam bo moje karmienie to była jedna wielka porażka. Po pierwsze - miałam jakiś idiotyczny reżim dietetyczny, teściowa pilnowała, abym przypadkiem nie zjadła czegoś, co zaszkodzi dziecku i   moja dieta była uboga jakościowo a ja ciągle głodna. Na pewno robiła to w dobrej wierze ale ..nie lubię mlecznych zup, gotowanego mięsa, rozgotowanego ryżu i rozmoczonych w mleku bułek a taka była ówczesna dieta matki karmiącej. Jakbym miała wycięte pół przewodu pokarmowego, to już po resekcji pęcherzyka jadłam lepiej. Ten sposób żywienia przypomina mi najcięższe diety eliminacyjne dla ludzi, którzy nie mogą gryźć i mają problemy z połykaniem. Nie wolno mi było jeść surowych warzyw i owoców i wszystkie potrawy musiały być letnie. Byłam głodna, zmęczona, bolały mnie rany po porodzie, ropiały sutki a do tego w piątym tygodniu dostałam wysokiej gorączki i wdało się zapalenie wyrostka ale to już osobna historia na horror.
Taka lekkostrawna dieta obowiązywała ówczesne matki karmiące choć przypominam sobie, że moje siostry jadły wszystko nie przejmując się ludzkim gadaniem i karmiły swoje dzieci długo i z powodzeniem. Na żądanie naturalnie, choć wówczas lekarze zalecali jedzenie co trzy godziny z przerwą 6 godz.
książeczka sprzed 33 lat
Nasza Asia je wszystko, czasem kiedy gotuję zastanawiam się, czy to będzie dobre dla nich ale zaraz się śmieję bo przecież jeśli w potrawie jest coś co może spowodować wzdęcia czy gazy to dotyczy to jelit karmicielki, nie żartujmy sobie, produkcja mleka nie polega na tym, że część kapusty idzie do żołądka a część do piersi! Kłopot to może być z czasem, po prostu matka karmiąca nie ma kiedy ani ugotować ani zjeść, dlatego starałam się gotować trochę więcej i pakować dzieciom na wynos. Ale Łukasz też umie gotować więc z głodu nie umarli w tym pierwszym najtrudniejszym okresie.

I jeszcze sprawa techniczna - na samym początku myślałam, że może przeszkadzamy głośno gadając i  śmiejąc się ale szybko zrozumiałam, że karmienie w innym pokoju jest niepotrzebnym zamieszaniem bo ja i tak szłam do dziewczyn bo je uwielbiam, a jak Hania je i posapuje to już się rozpływam z czułości, więc nasza wnuczka je z nami przy stole i to jest najbardziej naturalne. Przesiadają się na fotel bo tak jest wygodniej, ale nie ma żadnego nienaturalnego skrępowania, to jest takie samo karmienie jak karmienie łyżeczką z talerza. 
Nikt też nie oburza się, gdy trzeba dać dziecku mleka z butelki, tysiące dzieci jest tak żywione. Ważne, by rosły zdrowo, czego wszystkim życzę!

Dziś też Cię kocham. 




41 komentarzy:

  1. Ważne, żeby było dużo miłości, a tego to jest w zyciu Hani nigdy nie zabraknie:)

    ja wykarmiłam 3, każde po kilkanaście miesięcy, coś cudownego.....

    ależ bym się na takie karmienie teraz polampiła!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem czy ja byłam taka troskliwa i czuła jak rodzice Hani, a już na pewno nie byłam taka opanowana i spokojna, czasu nie cofnę ale chciałabym być dobrą babcią

      Usuń
    2. no ja przy pierwszym dziecku nie byłam ani troche spokojna i opanowana...
      ja myślę, że fakt, że Hani rodzice mają teraz takie mądre wsparcie w swoich rodzicach jest nieocenione, to im daje też taki spokój.

      Usuń
    3. a ja myślę, ze dzisiaj dla większości rodziców jest dużo łatwiej do tego macierzyństwa się przygotować, szczególnie gdy jest planowane i oczekiwane. Gdy ma się swój dach nad głową, pewną stabilizację życiową, wsparcie rodziny, więc i spokój większy :)

      Usuń
    4. ja to wszystko miałam, nie przelewało się, ale chleb powszedni i dach nad głową był. Tylko stres związany z byciem ocenianą jako młda matka niekoniecznie życzliwie był deprymujący

      Usuń
    5. no to z tym wsparciem trochę nie halo było...
      kiedyś babcie zawsze wiedziały lepiej;p
      Dziś też wiedzą, ale są mądrzejsze i zatrzymują to dla siebie i się nie wtrącają, wierząc w mądrość swoich dzieci :)

      Usuń
    6. przynajmniej niektóe:)

      Usuń
  2. Mleko wytwarzane jest z krwi, a nie z jelit, dlatego mama może jeść WSZYSTKO i może pić kawę, na co wiele osób się wzdryga... Alkohol przechodzi do krwi dlatego się go nie pije karmiąc maleństwo. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak sobie przypomnę ile bawarek wypiłam zaciskając zęby, żeby mieć tylko pokarm, a tu kicha...i tak przy dwójce. Totalna porażka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hania ma mądrych Rodziców i Babcię:)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klarko! możesz nie wierzyć-ale obudziłam się w środku nocy z myślą, że muszę to poprawić, bo zapomniałam o Dziadku:) więc dodaję: I Dziadka!

      Usuń
    2. Dziadek się na pewno ucieszy, Basiu ale Ty serio martwisz się nocą co napisałaś w komentarzu na blogu? Jesteś nie z tego świata, niech Cię uściskam, to Ty w realu musisz być niezwykle delikatną i wrażliwą osobą :*

      Usuń
  5. Miód na moje prolaktacyjne uszy😍😍😍😍😍😘

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie to, Karkonosze, odpisałaś.
    U nas nie ma wspólnego jedzenia bo mały się rozprasza i wystarczy że ktoś kichnie a on już przerywa karmienie, rozgląda się, wkłada ręce, stopy do buzi i koniec jedzenia. Niestety, niestety musi być cisza i spokój. Skoro tego potrzebuje to mu to daję.
    Dzisiaj mija 5 miesięcy karmienia naturalnego, które okazało się być najtrudniejsza dla mnie sprawa w macierzyństwie. Ale nie poddajemy się i mam nadzieję żeby przynajmniej rok karmić a marzy mi się więcej 😊
    Zdrówka dla Hani 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Acha, i też teściowa zawsze zdziwiona że np schaboszczaka wcinam czy kalafiora czy jakaś inna brukselke. A mi wystarczy dieta beznabialowa, trudna dla mnie do zniesienia (mały ma alergie na białko), żeby jeszcze sobie żałować tego co lubię.

      Usuń
    2. Moja synowa czwarty miesiąc odciąga i karmi z butelki. Podziwiam, że się nie poddała.

      Usuń
    3. 😱😱😱Klarko, a nie Karkonosze!!!

      Bogusiu, brawo dla synowej. Wiem jaki to wysiłek bo z pierwszym synem odciagalam pół roku.

      Usuń
    4. bo matki są z gruntu dobre
      nawet te z Karkonoszy:p

      Usuń
  7. Nigdy nie zapomnę tyrady położnej, która przyszła akurat kiedy jedliśmy obiad i zobaczyła na moim talerzu surową kapustę, czyli po prostu zwykłą surówkę i pieczone mięso. Ojej, ojej jak strasznie mnie wyzywała. Mój mąż ją pogonił zanim otworzyłam buzię, zeby zrobić to sama :). Było to 22 lata temu. Mój syn nigdy nie miał kolek, czy innych wzdęć. Jadłam wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  8. Klarko, ja myślę, że Ty masz sporą szansę być nie tylko fajną, ale wręcz fantastyczną babcią! Przez takie porządne, duże "b". Czuć w Twych słowach miłość, troskę, dumę, radość. Jesteś zainteresowana wnusią, ale nie nachalna. Ufasz w wiedzę i miłość rodziców Hani, a to już naprawdę baaaaardzo dużo. Powodzenia <3

    Co do karmienia, to u mnie jedno dziecko nie karmione prawie wcale (suma różnych czynników), drugie bardzo, bardzo długo (w latach, nie w miesiącach ;)) I nie mogę do tej pory wyjść z podziwu jak zmieniało się na przestrzeni tych wszystkich lat samo podejście/stosunek do karmienia. Może nie miałam wielu okazji do wymiany doświadczeń z kobietami z pokolenia mojej mamy, ale znam Jej historię karmienia i karmienia cioci od strony mojego ojca. U mojej mamy było więc tak, że w pierwszych dobach po porodzie wymiotowałam Jej mlekiem. Zostało więc stwierdzone (przez mamę i babcię), że najwyraźniej mleko mamy mi szkodzi, w nocy kiedy płakałam podały mi glukozę, a rano babci załatwiła mleko (to był 1981rok) i... I byłam nim karmiona przez cały okres niemowlęcy. Nikt nie dochodził dlaczego wymiotowałam, że więź między matką o dzieckiem będzie nie taka. Tak wyszło i już. Z kolei kiedy urodził się mój brat (niecały rok po mnie...) okazał się urodzonym ssakiem, który na mleku mamy tył w oczach, ale najchętniej spędzałby przy tej piersi cały dzień. Co zrobiła mama? Stwierdziła, że mając jedno dziecko, które ledwo zaczęło chodzić i niemowlaka nie może pozwolić sobie spędzać z tym drugim całego dnia na karmieniu, więc świadomie odstawiła Go od piersi, podała butelkę. Po raz kolejny bez większych emocji, wybierając w swoim przekonaniu mniejsze zło...
    Zupełnie Jej nie oceniam. Podejrzewam, że to też wynik czasów. Teraz, choć osobiście jestem całym serce i głową za karmieniem piersią, wiem, że ten nacisk na karmienie naturalne czasami przybiera aż niezdrowe formy i nie ma cienia przesady w powiedzeniu, że mamy czasy terroru laktacyjnego. Sama tego doświadczyłam przy Elizie i nikomu nie życzę.

    Ciocia z kolei właśnie od położnej dostała ZAKAZ karmienia w nocy, tylko woda z glukozą i to też co ileś tam...

    Dużo zdrowia i miłości dla Hani!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja dalam rade 18 miesiecy jedno i 14 drugie. Tesciowie oczywiscie wiedzieli lepiej co mam jesc, czyli nic surowego, cieple napoje (w lecie!), zero owocow i takie tam. Jak tylko odziecko plakalo to od razu bylo, ze cos zjadlam na pewno po kryjomu. Ciezko bylo te 25 lat temu ale dalismy rade i zawsze bede wspominala ten okres z rozrzewnieniem. Brawo dla Asi, brawo dla Was wszystkich ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Za PRL-u nawet lekarz czy położna całkiem poważnie diagnozowali trudności z karmieniem : nie ma pani pokarmu!:))) I to załatwiało sprawę.Poza tym kiedyś świeżo urodzone dzieci na porodówce nie były w jednym pokoju z matką,zabierano je i karmiono jakimś sztucznym świństwem,żeby nie płakały.Dlatego nasze mamy czy babcie,mimo najlepszej woli,nie mogły być "ekspertkami" w temacie karmienia piersią.
    Dziś młode mamy mają inną wiedzę, o której tamto pokolenie nie miało pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak pięknie Ty to napisałaś Klarko. Aczkolwiek współczuję tego wyrostka po porodzie.
    Ja zmądrzałam dopiero przy Maleńtasie, bo przy Mimisiu byłam o krok od depresji z powodu karmienia a raczej problemów z nim i w końcu miałam takie poczucie winy że karmie butelka że przez dwa tygodnie przy każdym karmieniu butelka Mimiśka płakałam że on je z butelki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie karmienie nigdy nie krępowało i jakoś nie przypominam sobie żebym gdzieś specjalnie się chwowała po kątach żeby dac cyca ;) No może wśród zupełnie obcych miałabym jakieś opory ale wśród swoich? Nigdy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Klarko,cieszę się waszym szczęściem.
    Cudowny ten czas z małą Hanią,dla takich chwil warto żyć.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Przyznam, ze przerazila mnie ta Twoja dieta karmiacej matki, a przeciez rodzilam ladnych pare lat wczesniej i nie slyszalam o takich zabobonach:) Wybacz, ale bulka rozmoczona w mleku jako wartosciowy pokarm dla karmiacej to dla mnie zabobon.
    Generalnie uwazam, ze to tak idywidualna sprawa kazdej mlodej matki, ze nie przyszloby mi do glowy wtracac sie z moimi madrosciami. Chociaz jak wiemy madrzyc sie lubie:)))
    Ale nie na taki prywatny, wrecz intymny temat.

    OdpowiedzUsuń
  15. Rodziłam niedawno, moje dzieci ledwo od ziemi odrosły, ale nadal chodziły przekonania, że tego nie, tamtego dnie. Z Córą jadłam mniej, maku np się nie odważyłam, ani fasolki po bretońsku, ale to był mój wybór. Z Synem miesiąc po porodzie były święta, to jak nie zjeść makowca? I żyją, mają się dobrze, choć nadal są niejadkami, a podobno, jak mama je, to dzieci potem też jedzą. Z obojgiem jedynie na początku jadłam delikatnie, chudą wędlinę, bułkę zamiast chleba.
    Moja mama byłą ciut przerażona i też czasem słyszałam, że może coś zjadłam, ale nie z krzykiem, a troską.
    Lejesz miód na moje serce, nawet takimi na poły smutnymi notkami, bo mimo takich koszmarnych przeżyć umiesz spojrzeć na to mądrze, słuchać i rozumieć, co się mówi. Dobrze wiedzieć, że są takie babcie, ufające rodzicom. Mam nadzieję, że kiedyś też tata będę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Klarko Kochana, Ty nie będziesz, bo już jesteś dobrą babcią!!!Po prostu bądż sobą i tyle!
    Nie karmiłam córki, nie miałam pokarmu. Ale to może być dziedziczne, moja matka tez nie miała, moja córka też nie miała.
    A co do diety matek - ważniejsza jest dieta w czasie ciąży niż ta w trakcie karmienia dziecka piersią. Np. w czasie ciąży nie powinno się jeść serów pleśniowych, bo mogą przeniknąć do łożyska nieodpowiednie bakterie.
    Ucałuj Hanię w piętki ode mnie. Czy zauważyłaś, że te niemowlęce paluszki u stópek żyją własnym życiem?
    Uwielbiam patrzeć na takie maleńkie nózie.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Droga Klarko!
    Podziwiam i bardzo szanuję karmiące piersią mamy, brawo dla Córki!
    Sama karmiłam swoich 3-kę dzieci z powodzeniem, bo nie chorowały i zdrowe do dziś.
    Na początku nie było łatwo przystawić do piersi, po cesarkach. Ale chciałam i po miesiącu w domu i odciąganiu ręcznym chwyciły pierś. Byłam dumna, że dałam radę.
    Mleko Mamy, to najlepszy i najcenniejszy pokarm w pierwszych miesiącach życia każdego dziecka!
    Hani dużo zdrówka, a rodzicom i dziadkom pociechy z niej:)
    Buziaczki ślę:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ekspertem od karmienia piersią, jako świeżo upieczony dziadek, być nie mogę. Ale pomni naszych życiowych doświadczeń w tym względzie, staramy się wspólnie ze świeżo upieczoną babcią, doradzać w sposób bardzo taktowny i wyważony.
    Oczywiście nasza wnusia przyszła na świat w zupełnie innych czasach jak nasze własne dzieci a jej rodzice mają o wiele lepsze warunki niż mieliśmy my. Mieszkają oddzielnie i są zupełnie niezależni. To bardzo ważne bo żadni dziadkowie nie słyszą płaczu ich dziecka i nie muszą doszukiwać się żadnych jego przyczyn, to całkowicie ich sprawa. My cieszymy się każdą wizytą u nich i spotkaniem z malutką. Oczywiście karmienie piersią to nie tylko radość i dobro dla dziecka ale również zwyczajnie wygoda. Nie trzeba wstawać by przygotować butlę ani ciągać z sobą przy każdym dłuższym wyjściu całego z tym związanego majdanu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Przeciwciała i zdrowe ząbki..miedzy innymi.I lepszy rozwój maluszka.Brawo mama Hani!
    Brawo Wy!:)
    Ulka

    OdpowiedzUsuń
  20. Anię karmiłam 9 miesięcy, a Matyldę 3 lata i 10 miesięcy. 13 miesięcy wyłącznie piersią. Ani przez chwile nie wierzyłam w czyjeś gadanie, co można, czego nie. Z Anią mieszkaliśmy w akademiku..., było w nim sporo rodzin z dziećmi, zdarzyło się nawet, że koleżanka nakarmiła piersią moją córkę, kiedy ja akurat raz nie mogłam :0

    OdpowiedzUsuń
  21. Przypomniały mi się słowa mojego ojca przyglądającego się z troską moim zgodnym z książkowymi (tfu!) zaleceniami, poczynaniom z niemowlęciem. Te męczarnie moje i dziecka żeby karmić koniecznie co ileś tam godzin i inne szalenie "mondre" wyssane z palca bzdety.
    Słowa mojego ojca: Co ty wyczyniasz, dlaczego nie zaufasz własnemu, kobiecemu instynktowi? Wiejskie kobiety brały swoje niemowlęta w chusty i szły w pole. Dzieci zostawiały w cieniu i jak tylko, które zakwiliło, matka brała je na ręce, przystawiała do piersi, nakarmiła, wylelała i wacała do pracy w polu. Żadnej nie przyszło do głowy karmić niemowlę z zegarkiem w ręku i dzieci jakoś rosły, i były na pewno spkojniejsze niż Twoje.
    Dzisiaj już wiem, że miał rację, a ja zbieram żniwo durnego, nerwowego postępowania z niemowlęciem zgodnie z zaleceniami książkowymi.
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj Junior byl wyjatkowo "ksiazkowy":))) Jak w ksiazce napisali, ze dziecko ma miec 6 godzin przerwy nocnej od karmienia, tak Junior spal 6 godzin przez pierwszy miesiac. Potem przedluzyl znow zgodnie z ksiazka przerwe nocna na 8 godzin:) No i jak w zegarku czyli znow ksiazkowo co trzy godziny byl wrzask, ze jest glodny:))
      Nie wiem, moze czytal te ksiazki razem ze mna w czasie ciazy? :))) Ale tak bylo.

      Usuń
    2. O matko, Star, jak ja Ci "zazdraszczam":-)), moje było totalnie nieksiążkowe i tak mu zostało do dzisiaj:-))
      Marytka

      Usuń
  22. A moja córeczka jest...cudna...uwielbiam te nasze przerwy na jedzonko...Zulka na cycu u Mamki..a to smacznie je a to przyśnie w trakcie...a ja w tym czasie mam czas dla siebie...książka, blog Klarki :-) wiedzą te nasze dziewczyny co dobre...mleczulko Mamulki najlepsze :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Obudziłaś wspomnienia...
    Jednego nie mogłam karmić, drugie na szczęście tak, więc powetowałam sobie emocjonalne braki i doświadczyłam, jakie to cudowne uczucie,a poza tym wygoda. A dla dziecka, oczywiście, samo zdrowie, nawet jeśli mama jest na diecie, to z jej organizmu małe wyciągnie do mleka, co będzie mu trzeba. (Dlatego tak koszmarnie wyglądałam po prawie roku karmienia :-)włosy cera, chudość...)
    Pozdrawiam Rodzinkę, niech Malutka cieszy i Rodziców i Dziadków uśmiechem i dobrym zdrowiem!

    Nie mogę nie zapytać - czy udało Ci się już przeprosić Szanownego Małżonka?....

    MBI

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz