niedziela, 28 sierpnia 2016

trzecie wesele

Trzecie wesele i chrzciny za nami. Tym razem jechaliśmy do Radomia. Z Krakowa to kawał drogi, dodam - drogi w remoncie, jechało się różnie, powrót był lepszy niż sobotnia poranna jazda. Daliśmy radę choć nie obyło się bez błądzenia. Żadne z nas nie zna miasta a Krzysiek nie używa nawigacji bo nie. Mapy też nie. Ja się do jazdy nie wtrącam nauczona wieloletnim doświadczeniem, że kierowcy nie należy pouczać bo to się dobrze nie kończy.
Uroczystość zaczęła się bardzo wcześnie, bo o 13. Zdążyliśmy odświeżyć się w hotelu i znów do auta. Podjechaliśmy pod kościół, jakoś pustawo na parkingu, wchodzimy do środka a tam..odkurzanie i sprzątanie. Okazało się, że to nie ten kościół.
Zadzwoniłam do siostry, która kazała mi jechać prosto i skręcić w prawo koło "Biedronki". Ok, szukamy "Biedronki". Okazało się jednak, że w Mazowszanach jest sklep "Iwonka" a nie "Biedronka", przesłyszałam się a tymczasem telefon siostry już był wyłączony. Trochę się spóźniliśmy i to był jedyny zgrzyt.
Zaślubiny i chrzciny w jednym to znakomity pomysł. Pani Młoda i jej córeczki w jednakowych sukienkach - zachwycające! Kazanie od serca, ksiądz uśmiechnięty, organista wczuwał się w rolę i grał raz na gitarze raz na organach, wśród gości było zaskakująco dużo dzieci - najmłodsze miały zaledwie kilka miesięcy.
Wesele na bogato, eleganckie, królował klan kobaltowych sukienek. Taka moda - co druga sukienka w kolorze chabrowym, nawet śpiewałyśmy sobie piosenkę "hadry z poligonu" (nie wiem jak się pisze słowo "hadra").
To już będzie prawdopodobnie ostatnia weselna notka. Parę wniosków -
Najlepsze imprezy są na dzień przed weselem.
Ludzie potrafią się bawić, trzeba tylko chcieć. Chętny szuka sposobu, niechętny wymówek.
Nie umawiać się z przypadkowymi fryzjerkami. Nie przejmować się wyglądem. Najpiękniejsza jest panna młoda, nie ma w tym dniu konkursu piękności. Jedzenia i alkoholi wszędzie było o połowę za dużo. Zmiana butów o północy lub nawet wcześniej jest znakomitym pomysłem, nie ma sensu całonocne męczenie stóp  wysokimi szpilkami.
I teraz hasło z wczorajszej imprezy, będzie zrozumiane pewnie wyłącznie przez uczestniczki, możecie więc sobie dopowiedzieć resztę.
"Życie jest przeważnie okrutne i złe a sukienki weselne są w kolorze kobaltowym".




21 komentarzy:

  1. Wnoszę z tego, że "sekcja kobaltowa" nie cieszyła się szczególną sympatią pozostałych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie było wyjścia, niebieskie rządziły (śmy)

      Usuń
  2. u nas w mniejszości był ten kolor, ale miesiąc wcześniej u znajomych pojawił się w 90 procentach kreacji... nawet tak mówili niebieskie wesele... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak mi się marzy,żeby ksiądz na moim ślubie był wesoły...Niestety ksiądz w mojej parafii jest raczej pogrzebowy...a mamy tylko jednego. na sprowadzenie księdza z innej parafii nie mamy zgody....
    Ah,Radom. Miałam tam żyć. Nie wyszło,idobrze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to mi się na tym ślubie najbardziej podobało - wszystkie modlitwy, przysięga, cała ceremonia były spersonalizowane, dotyczyły tej konkretnej rodziny, kochającej się i szczęśliwej, ksiądz chyba po prostu jest miłym, uśmiechniętym człowiekiem i dlatego było radośnie, to przecież nie umniejsza powagi sakramentu a jest jakoś..lżej, czuje się to szczęście

      Usuń
  4. Chyba "chadra" jako szmata ale to tez jakis wulgaryzm slaski (spod Radomia) ale pasuje do koabaltu z racji zlego ducha (pochodzenie slowa z wikipedii a nie spod Radomia).

    OdpowiedzUsuń
  5. No to dośc weselowania bo kot traci nad Tobą
    :-))

    OdpowiedzUsuń
  6. i pomyśleć że mało brakowało a też miałabym kobaltową kieckę ale się nie zmieściłam;D

    Miło że dobrze się bawiliście.Nie przepadam za Radomiem,droga do niego daleka i od nas a jechałam razy kilka.Miłego dnia;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłam w tym roku na 2 weselach i ani jednej kobaltowej sukienki nie widziałam:) Moze to jakaś moda regionalna bardziej:)))
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  8. ech, poszłąbym na jakieś wesele
    ale mam obawy że to może byc moje dzieckowe i juz wtedy mi się odechciewa:p

    OdpowiedzUsuń
  9. z Radomia to najlepiej 7 i prościutko ;-) tak mi się wydaje :-D
    Wesela fajne i troszkę szkoda, ze się seria kończy, z drugiej strony człowiek (i portfel :p) ulgę odczuwa :-)
    Zgadzam się, że wesele jest dla panny młodej :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wesela to chyba nie moja bajka nigdy nie potrafię znaleźć tam dla siebie miejsca

    OdpowiedzUsuń
  11. "A sukienki naszych dziewczyn są w kolorze, w kolorze kobaltowym".:) Piękny kolor.
    Osobiście nie znoszę wesel. Z reguły staram się jak najszybciej uciec. Jedyne, na którym wytrwałam to własne.:)

    OdpowiedzUsuń
  12. A nie robisz za pilota? Czyli mąż ma w rękach kierownicę, a Ty - mapę.
    GPS-u my też nie cierpimy :-)
    Pozdrawiam, M.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tu na cieszyńskim mówi się brzydko: "Bo ci nakopijym do chader (szmot".
    Super, że impreza wypaliła. Miało być wesele i było wesoło. Byłam na weselu w lipcu i ani jednej kobaltowej sukienki nie było. Za to była jedna ogniście czerwona.

    OdpowiedzUsuń
  14. Lepsza kobaltowa niż czarna, 2 lata temu byłam na weselu czy stypie, po sukienkach uczestniczek nie poznasz.
    Najlepiej bawili się przyjaciele rodziców PM.
    Młodzież z peselem od 50 na imprezach rządziła i rządzi :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oglądałam zdjęcia z wesela, na którym znajomi byli w ubiegłą sobotę i na zdjęciu 4 dziewczyny w tym dwie w identycznych kobaltowych sukienkach - nie wiem czy tak mialo być czy to po prostu przypadek.
    A faktem jest, że jak ktoś chce się bawić to się będzie bawił bez względu na wszystko, a zmiana obuwia jest wręcz wskazana jeżeli chce się szaleć do rana ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kobalt świetnie łączy się z malinowym, piaskowym, czarnym, turkusowym, pasuje do większości kolorów.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz