niedziela, 20 marca 2016

na Kleparzu przed świętami


 Jest sobotnie popołudnie, kupcy zamykają swoje budy,  zwijają stoiska, kto miał coś kupić to kupił, czas wreszcie jechać pomieszkać w domu. Jeszcze trzeba popakować towar do kartonów, pozanosić do aut, resztę pozamykać w skrzynkach pod stołami. 
Idzie panienka chuda jak słomka z piosenki, w dłoni trzyma telefon i rozgląda się nieco nieprzytomnym wzrokiem. Trudno jej przejść ze świata wirtualnego w gwar targowiska ale widać, że się stara.
Weszła między kwiaciarki i dopytuje się o mąkę. Panie wołają przez stoły (słychać na pół Krakowa) jest tam jeszcze Iwonka? Po czym dowiadują się, że Iwonka właśnie się zwija. Dziewczyna z telefonem przechodzi do przodu, odnajduje stoisko z nasionami i pyta, czy jest mąka żytnia. Jest, ale już zapakowana, stół sprzątnięty, towar pochowany. 
Pani Iwonka o klienta dba i ofiarnie nurkuje pod stołem, przerzuca w skrzyni towar i wreszcie spocona wychyla się, dźwigając worek z mąką żytnią. Jest, proszę bardzo, ile zważyć? Wagę również musiała wydobyć, i kasę, oczywiście, bez kasy fiskalnej nic się nikomu nie sprzeda, skarbówka tylko czeka na takie przestępstwa. Na placu wiadomo, sami kryminaliści, oszukują jak tylko mogą. 
Dziewczyna patrzy w ten swój telefon i z radosnym uśmiechem mówi - potrzebuję trzy deko mąki żytniej ale dla równego rachunku że się pani tak starała proszę całe pięć deko. I ząbek czosnku!

41 komentarzy:

  1. W tym momencie Iwonka poczula jak opanowuje ja dziwne uczucie goraca... Mozg ze spokojem analizowal sytuacje , rece natomiast ( och !te nieposluszne rece) chwycily za wage i....:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepis w internecie często zawiera listę zakupów i dlatego ludzie tak kupują

      Usuń
  2. Moja mama opowiadała, że jako dziecko bawiła się z chłopakami w ten sposób, że wbiegali do piekarnii najpierw ładnie mówili "dzień dobry", a potem pytali "czy są stare bułki?" Piekarz potwierdzał, a oni wrzeszczeli:"dobrze ci tak, po coś tyle napiekł".
    No tak jakoś mi się skojarzyło ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my z koleżankami dzwoniłyśmy po ludziach (jedna z koleżanek była w szkole pielęgniarskiej) i pytałyśmy - Czy pan już oddał mocz? Założyłam się z nimi, że ja zadzwonię i ten ktoś się nie zdenerwuje. Zadzwoniłam do wujka i on powiedział, że jeszcze nie, ale jeśli trzeba to już odkłada słuchawkę i idzie :-D
      Może nie do końca na temat, ale miłe :-D

      Usuń
  3. klient nasz pan;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy pani Iwonka okazała panowanie nad emocjami ? Bo ja jakbym........:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zadusiłabym taką kretynkę, z zimną krwią!
    Przypomniało mi to inną idiotkę- byłyśmy razem w Singapurze. Stoimy w markecie, przy stoisku z biżuterią, ona zachwyca się nawiniętymi na szpule złotymi łańcuszkami, ja oglądam wyłożone w gablocie wisiorki, które są ładne, ale same dla siebie i piekielnie drogie.
    I słyszę wymianę zdań po angielsku: po ile ten łańcuszek? Ekspedientka wymienia kwotę, bardzo mile brzmiącą i wtedy pada drugie pytanie: za metr? Kątem oka widzę, jak ekspedientka z trudem opanowuje wybuch śmiechu i grzecznie tłumaczy, że to cena 1 cm. Jak widać praca w usługach zawsze dostarcza wielu wrażeń.I to nie zawsze miłych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Będąc, w sklepie poproszę o ząbek czosnku,pół
    cebuli i pół marchewki.Powiem,ze w Krakowie szanują klientów i powinni brać z nich przykład.
    Wanda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uważaj, policzą Ci też po krakowsku ;)

      Usuń
  7. Wzięła tyle ile potrzebowała, jak było napisane ze 3 deko to 3 deko :) A tak swoją drogą to co ona musiała piec - 2 bułki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żurek chciała zakwasić, ambitna taka.

      Usuń
    2. To było na żurek....tak myślę :-)

      Usuń
    3. dzięki w życiu bym na to nie wpadła :)

      Usuń
  8. ręce mi opadły;/
    najgorsze, że ona czuje się jeszcze łaskawa, bo przecież kupiła więcej niż potrzebuje, żeby sprzedawczyni wynagrodzić trud;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym po królewsku poprosiła o 10 deko, a co!

      A zresztą nieprzytomnej Słomce to można było wmówić, że się płaci od metra czy coś ;)

      Usuń
  9. Stara anegdota o wiejskim sklepiku:
    Do sklepu typu szwarc-mydło-powidło wpada grupa dzieciaków.
    - Dzień dobry! czy są miętowe karmelki? - zapytał najbardziej rezolutny.
    - Są. Tam wysoko, na półce - stary, zmęczony sprzedawca nie kwapił się ku drabinie
    - To poproszę 5 deko..
    Chcąc - nie chcąc staruszek przystawił drabinę, zdjął słój z karmelkami, odważył 5 deko, przyjął pieniądze, westchnął i odstawił słój na półkę.
    - A co dla ciebie? - przezornie zapytał następnego w kolejce.
    - Poproszę 5 deko miętowych karmelków...
    Sprzedawca znów westchnął, wdrapał się po drabinie, zdjął słój, odważył i sprzedał cukierki. Przed odstawieniem reszty na miejsce przezornie zapytał kolejnego urwisa:
    - Czy ty też chcesz 5 deko miętowych karmelków?
    - Nie...
    Staruszek wlazł ze słojem na drabinę, odstawił i wrócił do lady.
    - Czego sobie zatem życzysz?
    - Poproszę 10 deko miętowych karmelków...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak:
      Para turystów idzie przez pole (mają jakiś kilometr do wiejskiej stacyjki). "Aipedy"i inne czasomierze gdzies zapakowane, a chcą wiedzieć ile jeszcze czasu mają... W oddali widzą chłopka przy kartoflach.
      - Gospodarzu!!!! Macie zegarek?!!!
      - A MOM !! - odkrzyknął chłopek i dłubie sobie te pyry...

      Usuń
  10. Ja do młyna jeżdżę po 10kg żytniej razowej, 10kg pszennej tortowej, 10kg pszennej chlebowej... No ale mi do słomki daleko, ja raczej jak garść słomek :)

    OdpowiedzUsuń
  11. no i trzeba było jej tym worem strzelić w ten chudy łeb, bo klijentnaszpan owszem ale bez przesady!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. To ani chybi musiała być jakaś popularna blogerka kulinarna!!! :P :P :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj, jak mi wstyd! kiedy byłam metr i trochę podrosłą dziewczynką (hi, hi - dawno to było!), to wredną uciechę sprawiała mi i koleżkom zabawa- do kiosku ruchu podchodziło się śmiałym krokiem i mówiło:
    - Dzień dobry! Czy są zapałki?
    - Są.
    - To niech sobie będą - i dyla, żeby kioskarka nie zdążyła się przyjrzeć i rodzicom naskarżyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nooo, zdarzało się każdemu takie głupotki popełniać :-D Znaczy może nie każdemu ale mnie tak ;-)

      Usuń
    2. Ja z koleżanką mając chyba 11-12 lat dzwoniłyśmy na straż pożarną
      -pali się!!!!
      -gdzie?
      -w piecu i odkladalysmy słuchawkę....
      Masakra,jaki człowiek byl głupi....

      Usuń
  14. ząbek czosnku, ha
    ciekawe czy faktycznie dałoby się to kupić.

    OdpowiedzUsuń
  15. To musiała być blondynka...

    OdpowiedzUsuń
  16. Oszszsz... Pani Iwonka miała trzy możliwości: dostać ataku serca, dostać ataku śmiechu, albo zabić klientkę...:)))
    A gdyby w przepisie było parę kropli soku z cytryny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowe czasy to i w handlu nowe obyczaje, trzeba wyjść na przeciw potrzebom i urządzić kretynom kulinarnym mikrostoisko, gdzie i cytryna na krople by była.

      Usuń
    2. Cukier na łyżki, sól na szczypty, mąka na szklanki, sok z cytryny w kroplach itd. Może to i byłby niezły pomysł na biznes?:))) Ktoś by przyniósł przepis i dostał wszystko fachowo odmierzone?

      Usuń
    3. Ekololandio,to jest myśl:D
      A swoja drogą udusilabym te słomkę,albo zlamala:)

      Usuń
  17. Mnie kiedyś zapytano ile to jest szczypta soli. ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia z Wroclawia24 marca 2016 12:01

      A kto zapytał? Bo to dosyć istotne.

      Nauczyłam się gotować niedawno. Nigdy nie garnęłam się do pracy w kuchni, ale odkąd zamieszkałam z facetem, wiadomo, obiad trzeba zrobić. I nie mogłam dosolić mięsa na mielone - mama zawsze daje trzy szczypty, ja dałam cztery i dalej bez smaku. I dzwonię z pytaniem - mamo, ile to jest szczypta? A mama cierpliwie odpowiada - dziecko, zobacz jakie Ty masz mikrołapki, ja mam większe dłonie, jak sypnę szczyptę to Tobie będą potrzebne conajmniej trzy takie!

      I wyjaśnia cierpliwie, tłumaczy, pomaga. Może warto nie robić z siebie alfy i omegi? Bo pózniej przychodzi czlowiekowi w srednim wieku zrobic cos w internecie, na nowoczesnym komputerze i czlowiek narzeka, ze nie wie co to znaczy kliknac w link, albo ze mu kursor tak szybko smiga po ekranie... nie jestesmy mistrzami w kazdej dziedzinie zycia, warto pamietac o tym i dzielic sie swoim doswiadczeniem, a nie wysmiewac i ironizowac.

      Przykro mi sie zrobilo :(

      Usuń
    2. Kasiu Moja Ulubienico niechże Ci nie będzie przykro, dobrze wiesz ile razy pytałam się tu i na fejsie o takie właśnie podstawowe sprawy informatyczne, no, matolica jestem i się z miejsca do tego przyznaję. Mój syn długo nie wiedział, ile gotuje się ziemniaki ale to nic, mój mąż nie wiedział, że się ziemniaki odcedza.

      Usuń
    3. To nie z Pani powodu, Pani Klarko, tylko z powodu komentarza Pani Renaty, która zdaje się być wszystkowiedzącą ;)
      Ściskam i lecę nadrabiać klarkowo-blogowe zaległości, bo mi się trzy strony nazbierały! ;)

      Usuń
  18. Ja poprosze 3 ziarenka kawy!
    tezMonika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do sklepu przyszedl klient i ... poprosil o 3ziarenka kawy. Kolezanka sprzedawczyni nie wytrzymala aby nie zareagowac i wskazujacym palcem pokrecila nad skronia. Klient to zauwazyl i dodal: Tak, tak, prosze zemlec.

      A ja na Kleparzu w dzien targowy slyszalam takie rozmowy:
      - Czy jest maka zytnia?
      - Jest.
      - To poprosze kilo cukru.

      Usuń
  19. O losieeeeeeeeeeeeeee.
    A ja głupia, na kilogramy kupuję :-D

    OdpowiedzUsuń
  20. no to jak anegdoty to ja też napiszę
    jak byłyśmy nastolatkami jedna z nas miała telefon w domu no i wyszukiwałyśmy z książki dziwne nazwiska i dzwoniłyśmy
    - dzień dobry czy to mieszkanie państwa Fusów ? takich od kawy czy od herbaty ;-)
    - ewentualnie gdy ktoś odebrał mówiło się - pora sikania pora sikania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Czas gdy telefony byly ze sluchawka a ogloszenia zamieszczalo sie w gazetach)
      Ktos zamiescil ogloszenie o sprzedarzy siatki ogrodzeniowej podajac dla kontaktu nr telefonu. Jakis chochlik zmienil jedna cyferke i na telefony od rana odpowiadala bogu ducha winna kolezanka. Czego ona sie nie natlumaczyla, ze pomylka, czego sie nie nasluchala z tego powodu, az sie poplakala przy kolejnym wyzwisku na jej temat. Do sprawy wlaczyla sie jej siostra i po kazdym kolejnym telefonie promieniowala z radosci. Wpadla bowiem na pomysl aby sie nie tlumaczyc a od razu walnac: Siatka sprzedana. Slyszala tylko przeprosiny za dzwonienie po proznicy.
      No, dp brzegu daleko ale skojarzenie takie powstalo... :)))

      Usuń

Twój komentarz