środa, 10 lutego 2016

o szantażu

Moi bliscy znajomi wiedzą, jak trudno mnie zagnać do lekarza. Przeważnie choruję tak:
 nic mi nie jest 
samo przejdzie 
wezmę jakiegoś procha
co mi lekarz pomoże
jak jeszcze raz mi się to zdarzy to ok, pójdę do lekarza
nie pójdę do lekarza bo sama nie dojdę!
szpital
sama się wypisuję

Nie ma się czym chwalić ale tak właśnie jest. 
Wczoraj charczałam przez telefon jak gruźlik na umarciu i rozmówczyni pyta spokojnie - byłaś u lekarza? Masz jakieś leki? To są cukierki a nie leki! Prawdziwych leków nie masz oczywiście. Zapisałaś się do lekarza? Jutro masz jechać!  Jak nie pojedziesz to umrzesz! Nie doczekasz wesela własnego syna jedynego! 

kurtyna!



29 komentarzy:

  1. Podziałało? ;-)
    Niestety mam podobne podejście do wizyt lekarskich ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciężkie działa wytoczyła rozmówczyni ;-))))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  3. miałam zdanie podobne,zmieniłam.Ostatecznie świat jest taki piękny a ja jeszcze tylu rzeczy nie widziałam;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobne, ale pomimo oporów idę i połykam to, co mi daje.
    Zdrowia życzę

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyżby to Miśka Cię tak mobilizowałą do dbania o własne zdrowie? :) Każda metoda jest dobra - byle była skuteczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz jak mogą podglądać i podsłuchiwać legalnie to wszystko wiadomo;)

      Usuń
    2. Aż strach się bać...

      Usuń
    3. przepraszam, ale skąd wiedziałyście?????????????

      zaczynam się bać

      Usuń
  6. Też niestety tak mam z wyjątkiem dzieci mam dwóch synów.
    A ślub jednego już przeżyłem
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Mniej więcej mam tak samo. Jak już pójdę do lekarza, to mówię mu, jak ma mnie leczyć i co wypisać na receptę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super ,ze Miska wiedziala jakiego argumentu uzyc.

    OdpowiedzUsuń
  9. o ja cię...no to nie masz wyjścia Klarko mus się ruszyć, a swoją drogą Kalra klara co z ciebie wyrośnie??

    OdpowiedzUsuń
  10. Ślub syna to jeden z najważniejszych życiowych momentów,nieporównywalnych z niczym innym:)
    życzę Ci,aby było pięknie i wzruszajaco,a ty zdrowa i śliczna:)
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  11. Dlatego prywatnie zawsze związuję się z lekarzami...i z reguły to oni mnie zbywają słowami : nic ci nie jest :p

    OdpowiedzUsuń
  12. Do lekarza trafiam wtedy, gdy wiem co mi jest i gdy wiem, że pomagający/leczący lek jest na receptę.Bo jeśli ja nie wiem co mi jest to i lekarz może nie wiedzieć;) Poza tym co 3 miesiące idę po leki, które niestety muszę brać stale.Wtedy przychodzę i od drzwi melduję, że jestem zdrowa - ale mój lekarz i tak zawsze kiwa na zgodę głową, potem mierzy mi ciśnienie, saturację, osłuchuje serce i płuca.Gdybym miała 20 lat to pewnie bym się nie dziwiła, no ale ludzie, ja jestem pacjent geriatryczny!
    Nie lekceważ tego chrypania- może Ci się przydarzyło zapalenie tchawicy? A to lubi nawracać, jeśli się dobrze nie przeleczy.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawsze bylam zdania: wiecej pisz a mniej gadaj (wtedy gardlo sie nie zdziera i nie chrypi). Marsz do znachora przed walcem weselnym raczej konieczny (choc cicha tesciowa to marzenie :D)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdrówka w takim razie😊 i jak samo nie przejdzie może warto rozważyć tego lekarza?

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie ma jak spokojne argumenty

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam podobne podejście. Ale czasem, dla świętego spokoju się udaję do lekarza. Bardzo rzadko.:)
    Może jednak tym razem ustąp? :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Klarko marsz do lekarza. Zdrowie najważniejsze No a ślub syna ważna rzecz i dużo zdrowia wymaga.

    OdpowiedzUsuń
  18. dobre są ostatnio te "psikacze" do gardła, takie nowej generacji, U nas dobrze sobie radziły z bakteriami. Ale poważniejsze, anginowe zmiany trzeba pewnie wspomóc lekarzem... :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kurtyna to będzie, gdy Miśki nie posłuchasz i zdasz sobie sprawę, że miała rację...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też nie narażam NFZ-u na ,,niepotrzebne'' koszty...

    OdpowiedzUsuń
  21. To może się upewnić przódzi, czy syn aby na pewno w zamiarze... Bo jak nie to jeszcze wyjdzie, że całe staranie psu na budę...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  22. "nic mi nie jest" to najcięższa choroba świata i widzę, że bardzo zaraźliwa ;) Ostatnio jak mi tak nic nie było, to skończyło się na dwóch tygodniach antybiotyku i zapaleniem oskrzeli (i trzeba było później do mnie przyjść)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz