czwartek, 16 lipca 2015

paszport do sześciu krajów

Niedawno dyskutowaliśmy o wyjazdach zagranicznych i z ciekawości zajrzałam do szuflady, gdzie przechowuję pamiątki. Proszę bardzo, oto mój paszport wystawiony w 1988 roku.  Przy kliknięciu na obrazek można przeczytać, że jest ważny na kraje socjalistyczne i z prawem WIELOKROTNEGO (a jak!) przekraczania granicy PRL. Do krajów kapitalistycznych był inny paszport, nie mam takiego. 



Do kompletu potrzebna była książeczka walutowa



miało się obcą walutę
Zawierająca adnotacje o przydziale i wywozie dewiz. 

Przy okazji znalazłam taką oto legitymację. 

nie podpisana

Zwróćcie uwagę na słowa Bieruta. Miłość, przyjaźń i bezpieczeństwo. 
składki nieopłacone!
Nakład - 1 000 000 egzemplarzy. 

26 komentarzy:

  1. to były czasy tu jechałaś kupić, tam sprzedać to i wczasy za złotówki bez dużej gotówki zawsze były udane...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty to miałaś szczęście Klarko.
    Wielokrotnie przekraczać? To jakiś nadzwyczajny przywilej był...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, całe życie jestem szczęściarą ;)

      Usuń
  3. Ja piernicze, ale bełkot na tej legitymacji :-) Ale sama pamiętam jak nas tym karmili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na zakończenie szkolnego apelu mówiliśmy chórem hasła typu "sumienną nauką rzetelną pracą dążymy do dobrobytu narodu", dzieci siedmioletnie!

      Usuń
  4. Paszporty do krajów kapitalistycznych trzeba było oddawać do urzędu po powrocie !
    Nie miałabyś pamiątki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a nawet nie miałam nikogo, kto by mnie zaprosił, najpierw trzeba było mieć zaproszenie

      Usuń
    2. zamglona pamiec16 lipca 2015 18:30

      Albo szczescie w losowaniu zielonej karty lub ktos mogl przekazac swoje obywatelsto np matka corce... albo stalo sie pod ambasada am. np w podcieniach w Krakowie... nie stalo sie ale koczowalo i wtedy chyba wszystkie byly wydawane jednorazowo... czyli raz i znow trzeba sie bylo starac o wize czyli pieczatke w paszporcie.... Potem byly takie biura, ktore za oplata zdobywaly w W-wie z danej ambasady potrzebne pieczecie... pamietam wyjazd na zbior truskawek do Norwegi ... :DDD we wrzesniu, ile sie trzeba bylo nadzwonic noca czy kurier juz przyjechal... ale to juz nowsze czasy.

      Usuń
  5. Nie miałam nigdy paszportu tylko na KDL- po prostu wystąpiłam od razu o paszport na wszystkie kraje świata z możliwością wielokrotnego przekraczania granicy. Dostałam taki bez żadnych problemów, bo pracowałam w CHZ a do tego w dziale paszportowym, który miał dwie "dyrekcje"- jedna to nasz własny dyrektor, a drugi- Biuro Paszportów MSW. Domyślasz się chyba, która dyrekcja była ważniejsza. Byłam tak dokładnie "prześwietlona", że i mój dostał bez problemów paszport a gdy miał wyjazd służbowy i jego CHZ wystąpił o służbowy paszport, moja "opiekunka" tak przy okazji szepnęła mi, że już za 3 dni paszport będzie do odbioru. Wtedy to były dwa rodzaje paszportów- służbowy i prywatny. Służbowy miał zieloną okładkę, prywatny- niebieską. I oba trzeba było za każdym razem pobierać w Wydziale Paszportowym po złożeniu odpowiedniego wniosku. Ale przynajmniej zdjęcia do nich były "normalniejsze" - to co mam teraz w paszporcie to istny koszmar.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. byłam szczęśliwą posiadaczką tzw paszportu służbowego
    co ciekawe, jako studentka:)
    niestety po powrocie do kraju trzeba było oddać
    nie mam takiej pamiątki:(
    a tam była pieczątka z RFN i Argentyny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie Klarce napisałam, po przyjździe trzeba było oddać. I nici z pamiątek :))

      Usuń
  7. W tamtych czasach czegoś takiego nie posiadałam. Legitymację - jedyne związkową.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja z tamtych czasów mam jedynie srebrny medal zasługi :) nigdzie wtedy nie jeździłam; nic nie widziałam, nic nie słyszałam :) pracowałam :) z tamtego okresu pamiętam powiedzenie; "ucz się i pracuj, a garb sam ci wyrośnie" no i mi wyrósł :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "Zwartość ideowa" w Legitymacji członkowskiej zrobiła mi dzień! ;) (Prosz, jaki melanż przeszłości z teraźniejszością w zdaniu powyższym)
    A waluty to się w podszewkach czapek futrzanych woziło.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale lekcja historii! Wiedziałam, ale nigdy nie widziałam :)
    Mój paszport nietknięty leży w szufladzie - zanim zdążyłam pierwszy raz wyjechać, weszliśmy do Schengen, a że ja tylko do Niemiec, to tylko na dowód.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tym paszportem to wywołałaś u mnie upiory z przeszłości Klarko. Mój Mąż nie dość po traumie jaką przeżył będąc młodocianym więźniem Jaworzna(obóz koncentracyjny dla politycznych skazanych młodocianych po wojnie wsadzili do za głupi żart na trzy lata a miał 15 lat) to razem z rodziną miał szlaban co do wyjazdów, więc ja razem z nim. Dopiero Solidarność otworzyła nam granice i możliwość wyjazdu na Zachód. Nawet do naszych zaprzyjaźnionych Krajów mieliśmy spore trudności i upokorzenia kiedy staraliśmy się o paszport taki jak tu pokazujesz. Pozdrawiam serdecznie-;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej obóz koncentracyjny, więc jednak były polskie obozy koncentracyjne.
      Trochę Wikipedia mnie uświadomiła:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Centralny_Ob%C3%B3z_Pracy_w_Jaworznie
      Od 1945 do 1949 roku centralny obóz pracy w Jaworznie.

      Usuń
    2. http://www.1917.net.pl/node/2083

      Bereza Kartuska to także był Obóz Koncentracyjny

      Usuń
    3. Jakoś inne miałam wyobrażenie o obozie koncentracyjnym z Wikipedii o obozie w Berezie Kartuskiej:
      "Kosz wyżywienia 1 odosobnionego w dniu 20 stycznia wynosi 49,48 gr.
      Łączna wartość kaloryczna dziennych posiłków na jednego więźnia wynosiła jednak na podstawie powyższych danych prawie 4000 kcal, wobec czego trudno (pomimo małego urozmaicenia) nazwać je głodowym."
      No ale skoro twierdzisz że to były polskie obozy koncentracyjne, to pewnie masz racje i rację miał ten Amerykanin, polska miała takie obozy i jest winna śmierci wielu tysięcy ludzi jak to było w obozach koncentracyjnych. Trzeba przyjąć do wiadomości i schylić czoła przed ta wiedzą.

      Usuń
    4. Dobrze, że tu jesteś, "elka" i piszesz, bo mi po przeczytaniu tego wpisu, który komentujesz nawet witki i czułki opadły...

      o normalnych kończynach nie mówiąc...Nie dziwiłabym się, gdyby to byłą "gimbaza, ale to sadząc po opisie dorosła kobita jest, w dodatku z czasów gdy każde polskie dziecko od lat 8-10 wzwyż wiedziało, co ta nazwa oznacza... i dla kogo/czego jest że tak powiem, zarezerwowana...
      Idę spać. Może zasnę.

      Pozdrawiam, M

      Usuń
  12. na paszport zdążyłam się załapać..... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pracowałam, pracowałam i pracowałam rok cały a na urlopie Polskę zwiedzałam, wraz z dzieckiem i chłopem na wodzie od Święcajt po leśniczówkę Pranie. :)
    Zanim dziecię się nam urodziło siedem lat zwiedzaliśmy Polskę na motorze, okolice miasta naszego a potem w Polskę wraz z psem na motorze. :)
    Dopiero stosunkowo nie tak dawno, czas nastał na wojaże zagraniczne, wraz z paszportem lub na dowód.
    Legitymacje szkolne tylko miałam, kazali oddawać niestety na koniec roku, ale kartę wędkarską posiadałam i zdjęcie w niej ho ho jakie fajna kobita zeń patrzy. :)
    A teraz czas inny nam nastał, teraz naród ma świadomość, zdecydowanie lepszą:
    - z jeszcze gorętszym płomieniem i blaskiem zaistniała serdeczna nienawiść między naszymi narodami -
    Elka nie Bierut :)
    I Elka pozdrawia wszystkich ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie możesz mieć, bo żeby dostać paszport do kraju kapitalistycznego, trzeba było zostawić w zastaw dowód osobisty, a po powrocie zdać paszport i odebrać dowód- poza tym nie każdemu dawano...Pamiętam w jakich kolejkach musiałam wtedy stać, żeby złożyć wniosek a potem ponownie, żeby odebrać paszport...

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakaś wakacyjna podróż sentymentalna?
    A może tylko sprzątanie w pawlaczu?
    Tak czy tak warto było.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile dobrze pamiętam ten ułomny dokument nazywał się dodatkowo "Wkładką paszportową"

      Usuń

Twój komentarz