wtorek, 28 kwietnia 2015

o tym, jak spędziłam na milicji cały dzień

tytuł musi być chwytliwy

Rzecz działa się wiosną w 1980 roku. Dojeżdżałam dość daleko do szkoły i te dojazdy były okazją do spotkań z wieloma ludźmi. Do tej samej szkoły choć do innej klasy chodziła moja przyjaciółka i często jeździłyśmy tym samym autobusem.

Marysia była śliczną dziewczyną z burzą czarnych loków, kręciło się koło niej wielu chłopaków ale jak to w tym wieku bywa, ten jeden, który jej się podobał, nie zwracał na nią uwagi. Byłyśmy oburzone i obrażone i wymyślałyśmy coraz bardziej idiotyczne sposoby aż zdarzało się, że nieszczęsny Rysiu widząc nas w Tarnowie na peronie uciekał i jechał następnym autobusem.

Zdobyłyśmy jego adres domowy i wysyłałyśmy anonimowe kartki z tekstem „nadawca ja odbiorca Ty to razem MY” albo coś w tym rodzaju. Wreszcie Marysia się odważyła i podeszła do niego pytając, czy będzie w naszym klubie rolnika na zabawie. Powiedział, że nie będzie ponieważ nie lubi dziewczyn z Jodłówki bo są głupie!
Tego było dla nas za wiele. Jak to głupie? Jeszcze popamiętasz! Myślałyśmy całą sobotę (zamiast iść na zabawę) aż w końcu wymyśliłyśmy.

 I tak genialne dziewczynki napisały poemat i powiesiły na przystanku w rodzinnej miejscowości Rysia co kosztowało nas wiele trudu bo musiałyśmy wysiąść z ostatniego autobusu a potem iść 10 km do domu ale to nie była wystarczająca kara, nie myślcie sobie, że to koniec.
Ten poemat to był straszny paszkwil. Było o melinie, produkcji bimbru i wina w rodzinie, niemodnych koszulach i żulach i kończył się radą, by ów kolega szedł do klasztora z wieczora. W pierwszej zwrotce wyraźnie było napisane o kim to jest, czyli – na imię ma Rysiu nazwisko Kowalski. 

Poniedziałki i wtorki spędzałam pracowicie na praktyce i tam wpadła zapłakana Marysia mówiąc, że mamy straszne kłopoty bo brat tego chłopaka jest milicjantem w Tarnowie (masz pojęcie, w Tarnowie, gdyby był w Tuchowie to tata by coś załatwił ale w Tarnowie nie da rady) i pójdziemy obydwie do poprawczaka. Tak powiedział ten wstrętny chłopak. Ma list i to jest na nas dowód, już wszystko jest na milicji i wkrótce po nas przyjadą do domu albo może zabiorą nas ze szkoły. Aaaaaaaaaa!

Ale czy powiedziała tacie? Kurczowo chwyciłam się tej myśli wiedząc, że tata Marysi jednak może coś by pomógł a jak nie tata to mama na pewno.
Nie, nie powiedziała, bała się i wstydziła. Ja też nie powiedziałam nic w domu i nie wiem do dziś, dlaczego uwierzyłyśmy tak od razu w ten poprawczak. Wiedziałyśmy natomiast, że musimy załatwić to same i to szybko.

Następnego dnia czyhałyśmy na Ryszarda chcąc go przeprosić ale on na nasz widok wskoczył do autobusu i pojechał Krakowską w górę a my zostałyśmy przy dworcu. Nie poszłyśmy w tym dniu do szkoły bo może już tam na nas czekają milicjanci.  
Wreszcie Marysia postanowiła zrobić kolejną idiotyczną rzecz. Pójdziemy na komendę milicji i przeprosimy tego brata.

Na bramie już płakałyśmy prawie na głos tak, że wartownik kompletnie nie wiedział, o co chodzi. Przyszedł po nas jakiś starszy milicjant (miałyśmy po 16 lat to dla nas każdy kto miał 25 był stary) zaprowadził nas do pokoju, posadził na ławce, kazał się uspokoić i czekać i poszedł gdzieś.  Płakałyśmy już chórem i głośno.
Wreszcie przyszedł i nic nie mówiąc, zaczął coś stukać na maszynie. Potem zapytał, czemu nie jesteśmy w szkole. I tak od końca wszystko po kolei z nas wydusił łącznie z imieniem i nazwiskiem brata naszego kolegi, którego przyszłyśmy przepraszać.
Potem musiałyśmy wyciągnąć i  pokazać zeszyty do matematyki. Obejrzał je i wyrwał z każdego zeszytu kartkę. Na niej kazał nam  napisać oświadczenie, że już nigdy nie będziemy niczego naklejać na przystankach. Potem musiałyśmy wyjść przed budynek i czekać. Za chwilę podjechała niebieska nyska. Aaaaaaaa! Milicjant kazał nam wsiadać. Aaaaaaaa! Wsiadłyśmy wyjąc jak cielęta jadące na rzeź.

Nyska zawiozła nas do naszej rodzinnej miejscowości,  milicjant kazał nam wysiadać i iść prosto do domu.

I teraz będzie najlepsze. Marysia zaraz po szkole wyszła za Rysia i mają już ponad trzydziestoletni staż małżeński. 

50 komentarzy:

  1. Miłość wymaga poświęceń:)
    Marysia ma Rysia, a Ty?;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, fajna historia :D My w czasach szkolnych mieliśmy fazę męczenia szefa praktyk naszych kolegów. Oni dwaj + my 2 baby dzwoniliśmy do niego o różnych porach doby mówiąc tylko: "ty durniu". Zdarzało się też wysyłac pocztówki z wakacji z tym samym tekstem. Czasem zanim się rozłączyliśmy, facet zaczynał się wściekać, a my płakaliśmy ze śmiechu. Ot, młodość :)

    OdpowiedzUsuń
  3. :DDD
    ja pamiętam, jak dręczyłyśmy takiego Grześka, telefonicznie i anonimowo!
    Boże jak on mi się wtedy podobał!!
    Dziś nie poznałabym go na ulicy
    A przyjaciółka co ze mną dręczyła, rzuciła mnie z nieznanych mi do dzisiaj powodów, 22 lata temu

    OdpowiedzUsuń
  4. hm.
    Powiem że nigdy nic takiego mi do głowy nie wpadło.
    hm
    no w takim razie dziwna byłam;)
    A może za poważna? za stara ? hm.
    Ale w szkole to ja mialam masę kumpli, inaczej nie traktowałam nikogo;)
    Dopiero lata świetlne dalej mi się odmieniło;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale jak to jest, że ten który się najbardziej podoba to zawsze (niby :))) nie chce?
    Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. strasznie nieletnie byłyśmy

      Usuń
    2. wujek mojego męża mówił, że to nie chłopak wybiera dziewczynę, tylko ona jego..... i nie ma zmiłuj się;-)
      - marynika

      Usuń
    3. Klarko, wszystkie kiedyś byłyśmy małolaty i (prawie) wszystkie miałyśmy pstro w głowie, a właściwie miłość i to wieeeelką, bo małoletnią:)

      Usuń
  6. Wspaniała historia! Czyli w sumie się udało ;)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Klarka, te Twoje historie az prosza sie o zebranie w jakis nowelkowy komplet.
    Jest Sienkiewicz, moze byc Klarka rowniez.
    Moge Ci to przerzucic na mobi czy inne tabletowe jezyki, na blogach bedziemy Cie promowac...tylko jeszcze kwestie sprzedazy musze obmyslec, oczywiscie online-tylko nie wiem, jak te US i inne urzedy- bo zaraz kazdy chce partycypowac w zyskach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję
      skarbówki nie boję, wszystko co robię, oparte jest na umowie o dzieło i nawet te drobiazgi za reklamę też są legalne
      ale już nie wierzę w możliwość zarobienia pisaniem, szkoda Twojej pracy

      Usuń
    2. Klarka, pozwolisz, ze sie z toba nie zgodze:)
      Moze to nie beda kokosy kokosowe:)
      Wierz mi, jakie cuda ludy pisza, ze harlequiny to literatura wysokich lotow.
      Pomysle i sie odezwe na priv :D:D:D

      Usuń
  8. Niezłe agentki z was były.
    Wanda

    OdpowiedzUsuń
  9. hahahahahahahaha:-)))))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Wyszła za Rysia! Zuch dziewczyna, dopięła swego.
    A tak nawiasem, w tamtych latach co drugi przystojniak miał na imię rysiu. Kilku moich wielbicieli nosiło to imię. Ech, rozmarzyłam się, gdzież te Ryśki.

    OdpowiedzUsuń
  11. :)) Pointa boska. A gdyby Rysio zdecydował się w porę, to historii by nie było. Hyhyhy

    OdpowiedzUsuń
  12. Aż się spłakałam ze śmiechu, cudna historia z bardzo zaskakującą puentą :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Innymi słowy, wasza akcja okazała sie skuteczna;)
    Ciekawe, czy brat Rysia miał w tym swój udział...;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Takich opowieści zawsze słucham z zapartym tchem! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ostro poszłyście, ale się w sumie opłaciło.I nawet się Rysio nie musiał męczyć z podrywaniem:)
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jakoś nigdy mnie nie zachwycało to wychodzenie za mąż "zaraz po szkole", teraz to jakby coraz rzadsze zjawisko:))

    OdpowiedzUsuń
  17. Nam tak się podobał hydraulik, który remontował naszą szkołę, że wysmarowałyśmy mu śliczny motor marki MZ czarną pastą do butów. Ale była draka!! Żadna z nas za niego jednak nie wyszła.

    OdpowiedzUsuń
  18. Fajna historia ,ja z moją koleżanką w szkole podstawowej wybierałysmy z książki telefonicznej smieszne nazwiska i dzwoniłysmy zadając głupie pytania ,ludzie wkurzeni a my miałysmy bubaw po pachy

    OdpowiedzUsuń
  19. Klarko, super historia. Gdy byłam w liceum podobał mi się listonosz. Nikt z domowników nie mógł otwierać drzwi ok.14 :D
    Kiedyś wracając ze szkolnej wycieczki szłam w parze zaraz za nauczycielką. Listonosz mnie poznał i się bosko uśmiechnął, a nauczycielka do końca wycieczki miała dobry humor, bo myślała, że to do niej :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Pani Klarko, ja też wyłam, ale ze śmiechu. Coś superprzewspaniałego, a zakończenie jak u Hitchcocka. Ja też /jak chyba każdy/ byłam zakochana, i z tego powodu, do mojej szkolnej miłości nie odezwałam się NIGDY.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pokrzepiłeś me serce! Na takie zimno i pluchę nie ma jak Klarka! A w dodatku wiadomo, że ,,wszystkie Ryśki to fajne chłopaki''...

    OdpowiedzUsuń
  22. Pointa prawdziwa czy zmyślona dla pokrzepienia serc?

    OdpowiedzUsuń
  23. spłakałam się ze śmiechu, cudna historia :-)
    jesuuuuuuu wyobrażam sobie ubaw tego milicjanta :p

    OdpowiedzUsuń
  24. Uwielbiam Cię Klarko!

    OdpowiedzUsuń
  25. no Klarko, boskie to było, boskie po prostu :-D Milicjant miał ubaw po pachy. I wiedział, że ręka wam uschnie przed zrobieniem czegoś takiego powtórnie. Ja kiedyś dostałam wezwanie na komendę celem czegoś tam. Pojechałam, nie powiem, że w nerwach, ale trochę jednak. Tam się okazało że to jakiś druczek spreparowany, pokazali mi że ich inaczej wyglądają i nic mi nie wysyłali. Jakoś tak się dziwnie patrzyli nawet i dopiero jak leciutka jak piórko wracałam tramwajem do domu to przypomniałam sobie że 1 kwietnia jest. Wracając do damsko-męskich tematów to ja z przyjaciółką tak latałyśmy za fajnym chłopakiem po całym lasku bródnowskim, bo on jej się tak strasznie podobał.Miałyśmy jeden rower i tym rowerem starałyśmy się go "przez przypadek" spotkać. Zjeździłam ten lasek w każdą stronę stojąc na bagażniku jak miałam 14 lat. Z tym to właśnie chłopakiem w czerwcu będziemy obchodzić trzydziestą rocznicę ślubu :-D

    OdpowiedzUsuń
  26. Ta historia jest boska! Aż nie chce się wierzyć że prawdziwa. Tak się dziewczyna o Rysia starała, że jej się w końcu udało! Uwielbiam historię typu "jak tata poznał mamę" dla mnie są niezwykłe. Dziś internet wszystko psuje...i o czym tu będą te nowe pokolenia opowiadać?

    OdpowiedzUsuń
  27. Niezwykła historia, ale byłyście zdeterminowane :)
    Mnie kiedyś do domu odwiózł patrol straży miejskiej!
    Nic nie przeskrobałam :) Wracałam na piechotę z koleżanką z wieczoru panieńskiego innej koleżanki w niedzielę bardzo wczesnym rankiem, zanim wystartował pierwszy autobus. Nie byłyśmy pijane, ani nic w tym rodzaju. Przystojni mundurowi patrolowali miasto i zaciekawił ich chyba widok dwóch panien samotnie wędrujących. Zrobili za darmową taksówkę.
    Mój mąż do dziś śmieje się, że radiowozem to On nigdy nie jechał.
    Pozdrawiam, Małgosia

    OdpowiedzUsuń
  28. Tak to było własnie w tych szalonych, nastoletnich czasach. Człowiek tak mocno wszystko przeżywał. Koniec świata zdarzał się codzień. Wszystko na smierć i zycie. Intensywne, piekne uczucia. Bardzo fajna Twoja opowieść Klarko! Taka swojska przygoda z hollywoodzkim happy endem!:-))

    OdpowiedzUsuń
  29. Ostatnie zdanie - rewelacja! Fajna historia :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Klarko, Twoje historie są cudowne, uwielbiam Cię! :)

    Pozdrawiam,
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  31. ciekawe czy Rysiu zachował ów poemat? :) To by dopiero była pamiątka rodzinna :)))))

    OdpowiedzUsuń
  32. Oj "dziewczyny z Jodłówki" najmądrzejsze to wy jednak nie byłyście:). Najważniejsze,że skuteczne! Dawno się tak nie uśmiałam:)Dziękuję.Dorota

    OdpowiedzUsuń
  33. o i historyja zatoczyła była krąg :) jeszcze powinno być jak ja to mówię i taka to była historia a jak to było naprawdę nie wiadomo :)
    Rafał

    OdpowiedzUsuń
  34. Uparta dziewczyna i dopięła swego Rysiek się w niej zakochał :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ech 16 lat to chyba najpiękniejszy wiek! Wszystko jest na śmierć albo życie;-)
    Moja pierwsza wielka "miłość" z podstawówki też była trudna, bo mimo że widywaliśmy się codziennie nie zamieniliśmy ze sobą słowa, na choince szkolnej zatańczyliśmy jeden jedyny taniec razem, a dziś on jest księdzem;-)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ale historia. Jak to się w życiu przędzie.A jeszcze ten staż. Kto teraz tak długo bywa razem.

    OdpowiedzUsuń
  37. Poryczałam się ze śmiechu! Ja też....ma(m) Rysia....hihi http://jedenusmiech25.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  38. Matko kochano, ale się uśmiałam, po pachy :DDD
    Uwielbiam twoje historie :))))

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz