niedziela, 14 września 2014

a jutro już będzie normalnie o kotach kwiatach i piecu

Po bardzo przykrych i trudnych doświadczeniach, jakie zgotowali mi czytelnicy-prześladowcy kilka lat temu, stałam się ostrożna i dość niechętnie dawałam się namówić na spotkania w realnym świecie. Na życiu i zdrowiu zależy mi bardziej niż na blogach a miałam poważne powody, by się bać.
Myślę, że gdyby nie pomoc rodziny i przyjaciół, nie poradziłabym sobie sama w tamtym czasie. Bałam się dzwonka telefonu, bałam się otwierać skrzynkę mailową, nie zostawiałam komentarzy na cudzych blogach nie chcąc narażać ich autorów na przykrości.
Czemu wówczas nie porzuciłam pisania, skoro było tak źle? Nie dałam się zniszczyć bo nie byłam winna i czułam, że prawda się obroni.  
Zachowałam obydwa blogi ale straciłam poczucie bezpieczeństwa. Nie umawiałam się na spotkania blogowe, odpisywałam tylko na niektóre maile i komentarze, nie wdawałam się w dyskusje.

Przełamałam się, przyjmując zaproszenie na Watrowisko.  Po tym doświadczeniu z powrotem uchyliłam drzwi do ludzi z wirtualnego świata. Ale i tak łatwiej mi było zaprosić kogoś do swego domu niż spotykać się poza nim.
Niedawno rozmawialiśmy w blogerskim gronie o tym, po co nam te blogi. Stwierdzenie było dla nas wszystkich oczywiste – gdyby nie one, nie znalibyśmy się. Nie pojechałabym do Brzozówki, nie zaprowadziłabym gdańskiej blogerki do krakowskiej gorseciarki i nie miałabym dla kogo piec „niedobrych placków”.   Piłam też wino z blogerami w krakowskim Noworolu, bo kto zabroni bogatemu! Bogatemu w znajomych.
Wczoraj pojechałam do Warszawy. Spotkałam się z osobą niezwykle miłą, pełną optymizmu, troskliwą i serdeczną. Spotkanie zakończyło się moim pełnym entuzjazmu okrzykiem – ja chcę jechać do Australii!

Do Warszawy jechałam sama ale i tak  ciągle ktoś się dopytywał, czy wszystko w porządku.   Dostałam sms – jak dojedziesz to napisz. Po co? – zapytałam. Żebym nie musiał się martwić i przeglądać informacji, czy gdzieś nie było wykolejenia pociągu!

Wróciłam. Zbieram doświadczenia jak materiały na budowę. Na pewno się nie zmarnują. 

23 komentarze:

  1. Nie wiedziałam o tych Twoich przykrych doświadczeniach Klarko. To musiało być straszne, ale bardzo się cieszę, że nie zarzuciłaś wtedy blogowania! No i mam nadzieję, że nam też kiedyś uda się spotkać, bo zdecydowanie te blogowe znajomości to jeden z piękniejszych aspektów wirtualnej rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że pojechałaś na Wiatrowisko!
    I nie miałam pojęcia (jak wielu z nas zapewne), że ktoś mógłby Cię dręczyć:((((
    I mam nadzieję, że debile w końcu poszli po rozum do głowy!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się zadziwiłam
      i zaniepokoiłam

      Usuń
  3. Fajne są takie spotkania. Też mam kilka za sobą. Głownie udanych, owocujących wspaniałymi wspomnieniami. Cieszę się, że dobre wydarzenia, wypierają u Ciebie te gorsze. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. widziałam film i zdjęcia )))))
    ja miałam jedno spotkanie cudne i w tym roku się nie udało (((al ducha nie tracę))
    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  5. Klarko, a ja!!!! Byłaś w Warszawie, a ze mną się nie zobaczyłaś? Mogłabym tylko na Ciebie przez szybę popatrzeć... No nie, wolałabym Cie uściskać. Och, trudno. I tak Cię lubię, od pierwszego wejrzenia. Słoneczności ślę , Psiara z Wystarczająco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma problemu, mogę w którąś sobotę pojechać jeszcze raz

      Usuń
    2. Klarko, nie śmiałabym Cię fatygować specjalnie, ale kiedy będę w Krakowie w przyszłym roku, to może wtedy ???
      Pewnie masz takich propozycji multum, Serdecznie, Psiara BB

      Usuń
    3. przyjedź w którąś sobotę, proszę, ja nie zdążyłam zmienić planów :-( jasne że na wyjeździe było fajnie, ale jednak pomyślałam raz czy dwa - Klarka tam w Warszawie sama (bo beze mnie) :-) przyjedź proszę. Oferuję nocleg i koty ;-)

      Usuń
  6. czego nie odpisujesz na smsy wiedźmo! :)
    to po przeczytaniu przepraszam za "wiedźmę" wiem byłaś w szoku i cała w stresie i nie w głowie ci było pisanie do mnie durnych SMS-ów cieszę się że Wawa Cię nie pożarła, oraz że było milusio i sympatycznie :) a co do Australii to nigdy nie mów nigdy.... wiem coś o tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a Ty lubisz, jeśli ktoś jest umawia się z Tobą i poświęcasz mu czas a potem bez przerwy bawi się telefonem? Sądzę, że nikt tego nie lubi, i dlatego na spotkaniach wyciszam dźwięki aby mojemu rozmówcy nie było przykro. Jeszcze nieraz popiszemy;)

      Usuń
  7. Może inni ludzie teraz piszą ?? :-)))
    Świat się zmienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ryzykowne jest łączenie wirtualu z realem. Z reguły rozczarowuje....

    Wirtualne pozdrowienia:)))

    OdpowiedzUsuń
  9. O Twoich problemach słyszałam... I cieszę się, że nie przestałaś pisać :))) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Rzeczywiście to, co przeszłaś, mogło tylko zniechęcić. Strasznie się cieszę, że jednak znalazłaś siłę i wsparcie, aby to przetrwać.

    OdpowiedzUsuń
  11. a wiesz klarka, że ja ciebie znalazłam przez twoich prześladowców?klarka to, klarka tamto....no to sobie poszukałam klarki i siedziałam cicho.

    twarda jesteś i cieszę się z tego:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Do Australii nie chcę wprawdzie, ale choć realnych spotkań miałam niewiele (dokładnie trzy!), żadne nie rozczarowało. Wprost przeciwnie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie wróciłem z "Kartofliska". Było ciężko skosztować wielu potraw na bazie kartofli. Poszły 2 worki. Kneź się spisał i napracował. Więcej nie napiszę bo sądzę, że Kneź napisze po jutrzejszym powrocie notkę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo się cieszę, że pomimo problemów wytrwałaś i nadal jesteś w tym blogowym światku, cieszę się czysto egoistycznie, bo szalenie lubię wizyty na tym blogu :). I mam nadzieję, że już żaden nadgorliwy anonim nie będzie Ci doskwierał, bo Twemu blogowi nie można nic zarzucić. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja tu przyszłam stosunkowo niedawno i nic nie wiem o prześladowaniach. Jestem troszkę niedzisiejsza, wiem, ale dalej nie rozumiem, nie znam kogoś, mieszka gdzieś daleko, nie lubię go czytać, to w cholerę nie czytam, po co mi go prześladować? Czemu ludzie mają takie dziwne zainteresowania? To retoryczne pytanie, spokojnie. Nie widzę też tutaj treści obrazoburczych, religijnych, politycznych, chyba że kogoś Jadwiga denerwuje :-) ale to już jego problem jeśli ona się o tym dowie :-D
    Czym tu się aż tak denerwować żeby doszło do prześladowań? Nie rozumiem tego swiata, nie pierwszy raz i niestety zapewne nie ostatni. Ale tu mi dobrze. Ament :-D

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz