środa, 14 maja 2014

rusza taśma..(3)

Ludzie

Z powodu trudnych warunków  rotacja zatrudnienia była ogromna i w gazetach ciągle wisiały ogłoszenia zachęcające do pracy w mleczarni. Pracownikom zamiejscowym zapewniano zakwaterowanie w hotelu pracowniczym lub na prywatnych kwaterach i głównie to przyciągało dziewczyny, chcące wyrwać się z rodzinnych miejscowości.
Były młode, zdeterminowane, nie chciały siedzieć na wsi w  domu i często nie miały tam po co wracać. Dla nich praca w mieście była społecznym awansem. Pochodziły z małych, biednych wsi, miały wykształcenie takie, jakie dawała zawodowa szkoła położona najbliżej ich miejscowości, były więc dziewiarki, kaletniczki, rolniczki i kucharki. Jedna z dziewczyn miała tytuł mechanizatora rolnictwa i umiała zepsuć i naprawić każdą maszynę a jeździła na widłowych wózkach jak rajdowiec.

Mężczyźni przychodzili z nakazem z urzędu pracy. Po dwóch tygodniach zwalniali się albo zostali wyrzucani dyscyplinarnie. Taki Romek był. Pijak nietrzeźwiejący. Przychodził do roboty pijany, pił litrami kefir i rzucało go konwiami po chłodni aż do przerwy. Był agresywny. Raz Romek zasnął na palecie. Wózkarz wywiózł go wraz z tą paletą za bramę i zostawił na chodniku. Odbyło się to na oczach całego zakładu. Na drugi dzień Romek zaczepił mnie w autobusie pytając – ty, Matczysko, co ja wczoraj nawywijałem?

Przezywali mnie Matczysko, bo raz czy dwa mąż jadąc na swoją zmianę (pracował w hucie) przywiózł mi na kilka godzin do pracy dziecko. Syn grzecznie stał, czekając na mnie na przełączce nad halą, a z dołu dziewczyny machały do niego mówiąc, że matczysko zaraz się nim zajmie. Rzeczywiście zastąpiły mnie abym mogła wcześniej wyjść. Przez ten czas, gdy czekał, biegały do niego, nosząc mu jogurty i serki.


Kilka dni później jeden z pracowników przyniósł szczeniaka komuś, kto obiecał dać za niego butelkę wódki, niestety, ten ktoś się rozmyślił. Właściciel bez zastanowienia chciał tego szczeniaka ukatrupić, wtedy dziewczyna, z którą stałam przy taśmie rzuciła mu dwadzieścia tysięcy, wzięła szczeniaczka i zaniosła do szatni a po pracy oznajmiła, że jedzie wraz ze mną do Łukasza, mojego syna,  bo ma dla niego prezent. W taki sposób trafił do nas Bobas, najlepszy i najmądrzejszy pies na świecie. Karmiony twarogiem wyrósł wielki jak smok. Umiał sobie otwierać jogurty i serki. Był w naszej rodzinie kilkanaście lat.

cdn.

29 komentarzy:

  1. nie odezwę się... tylko czytam jednym tchem - i wspominam własną harówkę z młodych lat...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawaj, dawaj! Wreszcie jest co czytać! :)
    Piękny opis i z talentem opisany! Muszę sobie wydrukować i zapytać siostry jak teraz jest, z tym że u nich nie wolno nic mówić, ale może się nie będzie obawiała? Z tego co przebąkuje to jest inaczej, ale czubek palca straciła na linii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak! Pisz, publikuj kolejne części!
      Czytam z zapartym tchem:) Taka posucha była w necie, a tu proszę bardzo, Klarka ratuje sytuację:))))

      Z tym psem pięknie wyszło.
      Przytulam dzielną i mądrą Klarkę!

      Usuń
  3. Dawno Cię Kochana nie czytałam:) Jak zwykle ciekawie jest:)
    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, kolejne, fajne opowieści się zaczęły.Korek115

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, wspomnienia... Wtedy wszystko wydawało się normalne, trzeba było, to się robiło. Byłam dumna, że jestem silniejsza od innych i wybierają mnie na świąteczne, lepiej płatne zmiany.. A teraz walczę ze zrujnowanym kręgosłupem. Czy żałuję? Raczej nie, po prostu takie czasy to były
    Graźyna

    OdpowiedzUsuń
  6. Super, dalej nie zmieniłaś stylu, fajnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz Klarko, dobrze, że o tym wszystkim piszesz. Bo wiele osób już zapomniało jak wyglądała wtedy praca i owo pełne zatrudnienie. Do dziś pamiętam jaki szok przeżyłam trafiając do zakładu produkcyjnego na montaż podzespołów radiowych. Oczywiście miałam o tysiąc razy lepiej niż Ty - biały fartuszek, ergonomiczny fotel, czysto, dość długie przyuczenie do pracy. Ale i tak byłam zszokowana dogłębnie.Na szczęście szybko przeszłam do "Biura Badawczo-Rozwojowego". I faceci byli na szczęście w większości kulturalni, nawet ci na taśmie.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. W podstawówce byliśmy ,nawet nie wiem jak to nazwać,bo przecież nie zwiedzać,a może i zwiedzać :),mleczarnie. Jedyne co zapamiętałam z tej "wycieczki" to niesamowity odór jaki tam był. I te wielgachne maszyny.

    OdpowiedzUsuń
  9. wchłonięte na jednym oddechu... więcej!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a nawet bezdechu:)
      Klarka,uwielbiam cię:*

      Usuń
  10. Z mojej wsi też dziewczyny wyjeżdżały,ale na studia,a nie do mleczarni.
    Przyznam,że nie miałam pojęcia o takiej pracy.Ciekawe to,co piszesz.
    Jola

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytam tez z zapartym tchem i coraz jasniej widze, jaki luksusowy start mi los dal, bo jedyna fizyczna praca jaka w zyciu wykonywalam bylo sprzatanie sali gimnastycznej 2 razy w tygodniu od 7 do 8, zeby miec na kieszonkowe. To bylo w 3 licealnej. Potem juz dawalam tylko korki z matematyki, a po 1 roku studiow zaczelam jezdzic jako pilot i tlumacz, wiec moja praca "fizyczna" ograniczyla sie do mielenia jezykiem i chodzenia na zwiedzania :) … Chyba sie w czepku urodzilam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. nareszcie odrobiną optymizmu powiało...
    czekam niecierpliwie na kolejne części

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie zdawałam sobie sprawy,że takie dobre mleczko było okupie ciężką harówką .
    Wanda z W.

    OdpowiedzUsuń
  14. A ludzie nic się nie zmienili,
    jak pili tak piją...

    OdpowiedzUsuń
  15. wspaniale się Ciebie czyta... nie komentuję bo w rzece komentarzy, którą tu masz, jeden mniej czy więcej nie ma znaczenia a inni zawsze powiedzą to, co i ja chcę powiedzieć... ale czytam zawsze a ostatnie posty z zapartym tchem ... :)
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie odbiegamy od normy jeżeli napiszę, że i my lubimy podglądać czyjeś życie przez dziurkę od klucza a jeżeli przedstawia je osoba nam osobiście znana i pięknie pisząca to bezkresu naszego szczęścia nie ma końca.
    Pozdrawiamy Matczysko !

    OdpowiedzUsuń
  17. A będzie jakiś odcinek tylko o plusach tej pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ludzie podejmują pracę aby móc spłacić kredyt, kupić żywność, mieć ubezpieczenie zdrowotne, to są plusy pracy.

      Usuń
    2. Trochę ukryte ale jakże ważne! Przy podejmowaniu pracy i w niej wytrwaniu.
      :)

      Usuń
    3. Patrz jak to jest. Żyje się głodno i aby żyć godnie bierze się kredyt, który się godnie spłaca żyjąc znów głodno...

      Usuń
  18. Plusem w tamtych latach była więź wśród załogi. Były i owszem też czarne owce, ale były to wyjątki.
    W ostatnich latach pogubiła się gdzieś ta życzliwość i chęć pomocy słabszej koleżance.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawe,czy ktoś w tej pracy do emerytury dotrwał.Wtedy bardzo często ludzie całe życie pracowali w jednej pracy,moi rodzice np.,tyle,że umysłowo:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. dzisiejsze BHP albo zwiazki zawodowe zeszlyby na zawal...
    Dzielna Klarka! Moze dzieki temu (ciezkiemu) docenia teraz wszelkie ulatwienia i dostrzega uroki, uroczki i smaczki;)
    chyle
    tezMonika

    OdpowiedzUsuń
  21. Ktoś jeszcze kilka dni temu nieznany staje mi się bliski. Przypomina świat, który znam. Pokazuje ten, którego wcale nie znałam. Bardzo Cię Klarko szanuję i podziwiam za tę taśmę od mleka, za Matczysko i za Bobasa. A jednak też psiara :) Psiara zw.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ach, wyobrażam sobie minę Ukasza po otrzymaniu szczeniaczka :)
    A "matczysko" brzydkie slowo, choć w słowniku języka polskiego jest napisane że to z czułością....
    fidelia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowo " matczysko" wyraża czułość szczególnie u ustach syna już również dojrzałego. Tak matkę nazywał bodajże Kieślowski... Mnie się podoba taka wersja ale nie do młodej matki, nie od otoczenia bo wtedy przybiera właśnie pejoratywne znaczenie...
      delifia

      Usuń

Twój komentarz