środa, 14 maja 2014

rusza taśma już od rana

Będą wspomnienia. Niektórzy uważają, że nie warto wracać myślami do wspomnień, nie warto opowiadać o tym, co było, trzeba żyć dniem dzisiejszym i na tym się koncentrować.
To, że opowiadam o swoim życiu, nie znaczy przecież, że teraz już tylko wspominam i czekam na śmierć. Z opowiadaniem mam tak jak ze zdjęciami – lubię oglądać te sprzed minimum dziesięciu lat, natomiast aktualne nie bardzo mi się podobają. Lepiej mi się pisze o przeszłości niż o codzienności.

Będzie dużo, pewnie kilka rozdziałów.

Szukałam pracy jak najbliżej miejsca zamieszkania, to było moim priorytetem, i dlatego zatrudniłam się w mleczarni.  Ogłoszenie o naborze pracowników fizycznych znalazłam w gazecie. Poszłam, zaniosłam podanie i zostałam przyjęta. Był początek roku, zaczęłam pracę drugiego stycznia.

Budynek produkcyjny był wielką halą, otoczoną rampami. Na dole znajdowały się maszyny do nalewania mleka, na górze biuro kierowników zmiany, laboratorium i tanki. Tanki, czyli ogromne pojemniki z mlekiem, które spływało rurami na dół do maszyn, gdzie było rozlewane do butelek. W tej samej hali stały urządzenia do rozlewania jogurtów i serków homogenizowanych oraz pompa do nalewania mleka do konwi. W innych pomieszczeniach była twarożkarnia i masłownia.

Dostałam robocze ubranie, biały płócienny garnitur, gumofilce i kufajkę, czepek i rękawice. 
Majster postawił mnie przy taśmie obok jakiejś dziewczyny, kazał mi ściągać z taśmy butelki z mlekiem i układać je w plastikowych pojemnikach. Na hali panował niesamowity hałas, szczęk szkła i  huk maszyn, panowało przenikliwe zimno, mokra posadzka usłana była odłamkami butelek.
Po dziesięciu minutach pracy łapiąc butelkę z pękniętą szyjką rozcięłam sobie rękę. Krew lała się na inne butelki i wkrótce operator musiał zatrzymać taśmę, bo wszystko było zalane krwią. Zanim nauczyłam się odbierać, przez miesiąc miałam ciągle poranione dłonie. Mleko z rozbitych butelek często wlewało się nam do butów i praktycznie cały czas pracowałyśmy mokre.

W trzeci dzień pracy zginęły mi gumofilce i kufajka, nie mieliśmy zamykanych szafek i nikt nie odpowiadał za pozostawione rzeczy. Pracowałam więc w gumowcach, które były całe przez chwilę, potem pocięłam je, chodząc po szkle. Zginęły mi również bloczki na regeneracyjne zupki. Nikt mi nie powiedział, że należy pilnować swoich rzeczy i w pierwszym miesiącu pracy byłam ofiarą  numer jeden.

Mężczyźni, pracujący w mleczarni, byli prymitywnymi chamami. Wszyscy bez wyjątku. Dotyczy to również majstrów, kierowników, wózkarzy i mechaników. Prezesa nie znałam. Bezlitośnie wykorzystywali każdą okazję, by załapać się do lżejszej pracy. Zarabiali więcej od kobiet, nie sprzątali swoich stanowisk, odnosili się do nas wulgarnie i bezczelnie. Wielu z nich było okaleczonych w wypadkach. Mieli poucinane palce a na twarzach blizny od różnego rodzaju urazów powstałych często z  nieostrożności lub po pijanemu. 


Dziewczyny przeważnie nie pochodziły z Krakowa. Mieszkały na stancjach opłacanych przez zakład. Były niezwykle pracowite, dzielne, gotowe do pomocy. Czasem,  pomimo hałasu,  śpiewałyśmy przy taśmie lub usiłowałyśmy rozmawiać, przekrzykując nieznośny brzęk butelek. Prawie nie było mężatek. Prawie żadna nie miała dzieci. Przy tak ciężkiej pracy nawet, jeśli któraś zaszła w ciążę, traciła dziecko zanim dotrwała do 12 tygodnia, bo dopiero wtedy można było dostać przeniesienie na lżejszy dział. 

36 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. ale że nie pisać dalej czy jak?

      Usuń
    2. Ale pytanie zadałaś. No wiesz? Oczywiście, że pisać. Życie to nie tylko kolorowe kwiatki:)

      Usuń
  2. Pamiętam ten absurdalny przepis odnośnie ciąży. Nie mam pojęcia, czy teraz jest inaczej.
    Wspaniała relacja. Czekam na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Teraz o ciąży dowiadujesz się w 5 tygodniu, a na zwolnienie lekarskie idziesz w 5 tygodniu i 1 dniu ;)

      Usuń
  3. Dawaj! Co prawda fatalnie zaczęłaś, ale dalej może pójdzie lepiej? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To tylko pokazuje jak my kobiety jesteśmy silne. Ja mieszkam we Wrocławiu,wszyscy mówią,że łatwo o pracę,ale nie jestt o prawdą. Zatrudniają emerytów,rencistów,studentów(w końcu miasto studentów). W pewnym momencie po 2 miesiącach bezrobocia pracowałam w Tes...o przez agencję pracy za 5 zł za godzinę,w międzyczasie rozglądałam się za czymś innym. Wszyscy mówili,ale po co, za tyle to nie opłaca się jechać itp. Ale musiałam,bo niby kto da mi pieniądze na życie?Przykre jest tylko to,że nikt tego ni docenia. W domu słyszałam "pójdę na ulotki dostanę więcej niż Gośka", "więcej niż gośka nie trudno dostać",a narzeczony uważał,że to normalne przecież,że trzeba pracować.W mężczyznach zaginęła gdzieś ta odpowiedzialność za rodzinę,mój ojciec wielokrotnie też mówi,że pójdzie na bezrobocie i mama będzie utrzymywać rodzinę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisz,pisz,nie zatrzymuj się!
    Dałabym się pociąć tą butelką za twoje wspominki.Straszne co piszesz ale prawdziwe.Aż tak ostrych wspomnień z pracy nie mam,ale na różnych ludzi trafiałm gdy szyłam rajstopy w zakładzie.Krótko,parę miesięcy.Nie wytrzymałam nocek mając 2-letniego dzieciaczka a i przepychanki z bezczelnymi babami to za dużo dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu szyłaś rajstopy? Musisz koniecznie o tym opowiedzieć.

      Usuń
  6. straszna ta praca.Brat X-mena pracował.Szczury które ogonami przebijały kapsle i zlizywały śmietanę lub mleko...
    Jak opowiadał to potem miałam opory by kupować...

    Ja pracowałam w ERGu płyty laminowane znosiliśmy z wytopu ( 4*2 m).Niektore łatwizna bo w 4 osoby piórko.Ale niektore ...myślalam że umrę...I jeszcze kilka innych prac równie "lekkich" - ale ja to aby dorobić przez kilka miesięcy tylko tu albo tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tam nie było szczurów bo były koty wielkie jak smoki

      Usuń
  7. podobne warunki przy rybach.Jezu te bryły lodu.
    Ogólnie SZACUN !!!

    OdpowiedzUsuń
  8. to już fragment jakiejś niesamowicie wciągającej książki.

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo czekam na calosciowa autobiografie. ale i tych fragmentow mozna sobie co nieco poskladac.... podziwiam
    tezMonika

    OdpowiedzUsuń
  10. Straszne warunki pracy! Wszystko jakieś nieludzkie. Człowiek jak trybik w maszynie. Jego uczucia bez znaczenia. Byleby się kręciło. Byleby mieć pracę.
    Ogromny szacunek dla Ciebie Klarko, że dałaś radę! Opisanie tego, co przeszłaś to również hołd dla Twoich współpracowniczek, dla tej fali anonimowych kobiet, z ktych przecież każda ma prawo do odrobiny szczęścia, do zaistnienia!*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Ogromny szacunek dla Klarki. Jak również ogromny dla tych, co nie dali rady.

      Usuń
  11. Wspominaj jak najczęściej. Nawet takie wspominki jak te, co przywołują trudne czasy działają terapeutycznie. Człek czyta i myśli jak ja teraz...nie narzekaj... nie takie ciężary ludzie nosili na barkach i dali radę unieść. pisz Klarciu...pisz...

    OdpowiedzUsuń
  12. Moje najgorsze wspomnienie pracy to obieranie ziemniaków dla 200 osób, o 6 rano, w zimnej myjni (przy Twoim doświadczeniu to pikuś). Miałam wtedy 17 lat i dorabiałam sobie do kieszonkowego. Pewnie byłoby mi łatwiej, gdybym nie wracała właśnie z całonocnej imprezy ;) Zawsze chciałam mieć własne pieniądze, nie czekałam, aż spadną z nieba. Bardzo miło wspominam moją pierwszą dorywczą pracę - miałam 15 lat i sprzedawałam ziemniaki na targowisku (w pełnym słońcu 10h, dziś bym chyba nie wytrzymała), a jaka radość mnie ogarnęła gdy dostałam awans na stoisko warzywno-owocowe...Właśnie sobie uświadomiłam jak dobrą mam teraz pracę :) nie mam szefa, siedzę sobie w ciepłym pomieszczeniu, zarabiam średnią krajową i mam czas czytać sobie Klarkę Mrozek!!! Bardzo lubię czytać Twoje wspomnienia, te gorzkie też, wtedy można z dystansem popatrzeć na obecną sytuację. pozdrawiam Magda

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo dobry tekst.
    Czytając go przypomniała mi się moja praca, przy sortowaniu marchwi. Całe szczęście, że taką pracę mamy już za sobą
    Ps pisać, pisać

    OdpowiedzUsuń
  14. ciesze się, że ja zacząłam pracę już w trochę innych warunkach, albo raczej przekonaniach

    OdpowiedzUsuń
  15. Po latach wspomina się takie sytuacje myśląc, skąd człowiek miał tyle siły w sobie. Opowiadaj, co było dalej?

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja tez czekam na dalsze losy Klarki Mrozek :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja to chyba miałam szczęście, bo pracowałam na taśmie w zakładach warzywniczych bardzo podobnie, szkło i woda,
    ale tam była pełna kultura, szafki i nic nie ginęło.
    Widocznie to zależy jak zwykle od kierownictwa...

    OdpowiedzUsuń
  18. wspomnienia nalezy pielęgnować.. dzieki każdemy najdrobniejszemu wydarzeniu z przeszłości, jestesmy tacy, jacy jesteśmy...
    byłas dzielna, Klarko... jak większosć wtedy zresztą... serdeczne

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja miałam szczęście że fizycznie to właściwie nie pracowałam, bo nie liczę tych wakacyjnych OHP-ów w fabryce przetworów czy szklarniach. Tej fabryki to właściwie nie pamiętam, ale miałam pracę najfajniejszą, bo moje małe ręce mogły się w całości zmieścić do słoików i ogórki były zawsze ładnie ppoukładane. Biedna koleżanka moja, która cały dzień musiała łuskać czosnek...

    OdpowiedzUsuń
  20. Pisz Klarko, jestem stałą podczytywaczką i czekam na dalsze odcinki. Pozdrawiam z Gdyni

    OdpowiedzUsuń
  21. To już bym wolała najnudniejszą na świecie,ale biurową:)))
    pozdrawiam
    Goja

    OdpowiedzUsuń
  22. narcyzik w konserwie14 maja 2014 11:16

    Wspominać, pamiętać zawsze należy ale to życie chwilą to raczej przypomnienie tym, którzy ciągle roztrząsają "coby było gdybym...". Wspomnienia, przeszłość to nasza rezerwa na życie dzisiaj :).
    Takie historie czytałam na forach Holandii (kwiatuszki), Norwegii (rybki) czyli to nie przeszłość nawet z tymi ciążami (ciąża to nie choroba i najlepiej planowana z głową? przetrwa)

    OdpowiedzUsuń
  23. Rano przy drzwiach obok wycieraczki stała butelka mleka z żółtym kapslem. Nawet nie trzeba było iść do sklepu. Dzięki Klarko, że pierwszy raz w życiu zobaczyłam skąd się wzięła pod moimi drzwiami. Zobaczyłam Twoje mokre i zmarznięte nogi w pociętych gumowcach. Usłyszałam Twój śpiew niknący w gwarze brzęczącego szkła. Dzięki za lekcję z życia. Dziś lubię Cię baaardzo, bardzo, jeszcze bardziej. Zaczytuję się. Psiara zw.

    OdpowiedzUsuń
  24. Klarko , jak ciezka mialas prace.Prosze napisz co dalej.

    OdpowiedzUsuń
  25. przy taśmie14 maja 2014 11:43

    A dawniej, przed rozpoczęciem studiów wymagane było zaliczenie tzw praktyki robotniczej, miesięcznej, również w jakichś zakładach przetwórczych. Można było trafić na sezon groszku, truskawek, fasolki albo ogórków - wszystko przy taśmie. Trzy zmiany a jakże, daleko od domu, uczelni, najlepiej na drugim krańcu kraju. Na początku było ciężko szczególnie w relacjach z innymi pracownikami ale pod koniec to ho, ho. Lepsze to było niż siłownia, jakieś tam kursy przetworów, wyrobienie zaufania do słoikowych sklepowych słoików, nabierało się też motywacji do nauki ... W życiu powinno się różnych prac popróbować :)))

    OdpowiedzUsuń
  26. O losie okrutny, jakie szczęście ze mnie to ominęło .... Pisz pisz proszę

    OdpowiedzUsuń
  27. Przeczytalam od konca, czyli tasmy nr 4. Doszlam do tego wpisu i zamarlam. Doslownie szczeka mi opadla. Szacunek dla Ciebie i wszystkich pracujacych tam kobiet. Pracuje juz 21 lat a ani dnia fizycznie. Kiedy wybieralam szkole, rodzice powtarzali "praca fizyczna cie zabije, ucz sie by miec lepiej niz my mielismy". Tak wiec fizycznie nigdy sie nie zmeczylam, ale bywaly dni kiedy psychika wysiadala. Jakies 10 lat temu przezylam blisko 3 tygodnie intensywnej pracy umyslowej po 15-20 godzin co dzien. Potem przez kilka miesiecy snily mi sie cyferki. Zamiast stolu snila mi sie np 4 itp. Od tego czasu pamiec mi mocno siadla. Chyba juz nigdy sie nie zregenerowala na 100%. Czego bym nie zniosla w Twojej pracy? Chamstwa, zlodziejstwa, wyzwisk, macanek i zimna. Szczerze, ta praca by mnie zabila. Joanna-Jo

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz