środa, 19 lutego 2014

z cyklu - a u nas na wsi

Jaki ten świat jest mały! Wieś się kształci na różnego rodzaju szkoleniach i wczoraj mieliśmy spotkanie dotyczące tradycji lokalnych. Okazało się, że obok mnie siedzi pan, który w sobotę będzie u nas grał na zabawie!
Ponieważ mój blog jest całkowicie autorski i prywatny, nie podam nazwy firmy zajmującej się działaniem na rzecz wiejskich obszarów na naszym terenie, napiszę tylko, że dzięki tym szkoleniom spotykają się ludzie z pasją, z oddaniem i zaangażowaniem zastanawiają się, co zrobić, aby zachować to, co dobre i piękne wokół nas. Bo wiecie, nie każda tradycja jest godna kontynuacji.

Są na wsi ptaki, krzaki i pniaki. Ptaki to mieszańcy najnowsi, nie znający obyczajów i historii terenu, na którym się osiedlili. Ja jestem już krzakiem, mamy firmę zarejestrowaną na terenie gminy, dziecko chodziło tu do szkoły, w tutejszym ośrodku zdrowia się leczymy. Syn osiedlił się w pobliskiej gminie.  
Pniaki to ludzie wrośnięci tu od pokoleń, mający tu rodzinę, majątek, groby bliskich na cmentarzu.

Krynica ma Nikifora a my mamy Katarzynę Gawłową. O Klarce Mrozek nie wie nikt ale przecież do śmierci mi daleko to może jeszcze coś napiszę.

Po wykładzie i dyskusji mieliśmy robić lalkę pucheroka, na szczęście nie było miejsca ani czasu na prace ręczne, za to bardzo spodobał mi się inny pomysł.

Tu, na blogu, dyskutowaliśmy wielokrotnie o akwizytorach szczęścia, czyli kolędnikach i pucherokach. Często pisaliście, że nie otwieracie drzwi, zniechęceni  formą i bylejakością. U nas jest trochę inaczej bo grupy kolędnicze dokładają starań, aby mieć piękne kostiumy i śpiewają nie tylko pierwszą zwrotkę. Ale i tak mieszkańcy nowych domów i osiedli ogrodzonych wysokim murem nie mają szans na poznanie ich nie znając lokalnych obyczajów. 

Księdza trzeba zaangażować, niech opowie o tym choćby na kazaniu, ulotki trzeba wydrukować a na tablicy ogłoszeń przymocować plakat. Nawet, jeśli ktoś nie życzy sobie takiej wizyty, to i tak dowie się o inicjatywie.

Całkiem możliwe, że wśród nowych mieszkańców znajdą się kolejni pasjonaci zainteresowani przeszłością i pielęgnowaniem dziedzictwa.


Laptop nadal w serwisie, dlatego ograniczam pisanie tu i u Was.

47 komentarzy:

  1. U mnie jedynymi kolędnikami są dzieci w Halloween, które co roku psują mi dzwonek (już nawet przestałam go naprawiać) i ksiądz po kolędzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli nowa tradycja - psucie dzwonka:x
      Czy Ty jesteś z Wielkopolski? Tam najwcześniej zrezygnowano z kontynuowania tradycyjnych obyczajów, pewnie to uwarunkowane historycznie i geograficznie

      Usuń
    2. Jestem z samej stolicy Krainy Podziemnej Pomarańczy :) Z Poznania :)

      Usuń
    3. Mam wrażenie,że czy bardziej na północ tym mniej zwyczajów,tradycji.Może Kaszubi coś zachowali.

      Usuń
    4. Pomorze Zachodnie, Kołobrzeg dokładnie, pozdrawia :) Nie było co zachowywać, bo po 1945 Niemcy się wynieśli, a przyjechała ludność ze wschodu: Lubelszczyzna/Kresy. Są miejsca, gdzie zostały przeniesione zwyczaje ze Wschodu na tutejsze ziemie, jednak należą one do mniejszości. Krzewienie tradycji na nowym gruncie jest stokroć bardziej trudne niż pielęgnowanie tradycji już zakorzenionych.

      Usuń
    5. To tak jak u mnie w Halloween dzieciaki i ksiądz, no i raz w miesiącu kobieta zbierająca na kościół "dobrowolne składki"

      Usuń
  2. U nas nie ma takich tradycji :( U Dziadków jak bywałam na ferie to była taka noc, którą nazywali "Psotnik" - chodziło po kilka osób i psociło, a to wynieśli komuś bramę lub furtkę, wynosili na podwórko i rozrzucali koszyki ze stodoły, takie do noszenia siana, czy buty jak stały w ganku, różne rzeczy z tym, że nigdy jakieś chamskie, ot forma zabawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a czy to nie było czasem na ostatki?

      Usuń
    2. już Wam przybliżę pochodzenie tego obyczaju. Psotnicy Dewastatorzy (moja nazwa prywatna) chodzili w różnych regionach w innym czasie. W Małopolsce w ostatki. Początkowo chodziło o pokazanie gospodarzowi, ze w obejściu ma być ład, porządek i bezpieczeństo, jeśli na podwórku pozostawione były byle jak narzędzia i przedmioty, psotnicy mieli okazję, by wynieść je nawet na kalenicę. Potem forma przekształciła się w wandalizm.

      Usuń
    3. A widzisz, nie wiedziałam.
      Ja już nie pamiętam takich zwyczajów, ale rodzice opowiadali, dziadkowie jak to kiedyś właśnie takie psoty robiono u nas na ostatki właśnie, ale historii pochodzenia nie znałam.

      Usuń
    4. Hm... U nas w Krakowie takie psoty robi(ło) się wracając z Pasterki, a nie w ostatki. Może coś mieszam, jeśli tak to przepraszam, ale dla mnie to nieodłącznie kojarzy się z wigilijną nocą. Ostatki to głównie chrust :) Pozdrawiam!

      Usuń
    5. Na "moim"kawałku Ziemi Dobrzyńskiej robiło się psoty w półpoście,łącznie z malowniem okien wapnem.

      Usuń
    6. u nas się okna maluje w noc poprzedzającą wigilie Bożego Narodzenia

      Usuń
    7. Zosia - w Krakowie psotnicy wlewali atrament do kościelnej kropielnicy

      Usuń
    8. Tego typu zabawę pamiętam z powrotu z pasterki.
      A okna malowało się w Popielec, w tzw. Półpoście wrzucało się gar z bylejakościami: popiół, popsute jakieś rzeczy (nieduże), papiery do domu... Pukało się do domu, otwierało jak zaproszono i cichaczem wrzucało się gar z czymś tam i uciekało. :-) Mazowsze

      (po 50)

      Usuń
    9. O tym malowaniu okien nie słyszałam, może w naszej okolicy jest to niepopularne? Nie wiem, popytam Dziadków przy najbliższej okazji. Z takich "tradycji" to Babcia wspominała kiedyś, że w ostatki chodzili za młodych lat od domu do domu "przebierańcy" - najczęściej chłopy po kilku w grupie, "przebrani" w chustki umotane jakoś na głowie i czasami w fartuchach założonych na spodnie, z koszykiem, do którego odwiedzani gospodarze wrzucali, a to jajko, a to kawałek chleba i obowiązkowo był do tego kieliszeczek. Nie wiem czy owi panowie docierali do końca wsi, może jak jeden zaniemógł to był wymieniany na innego?

      Usuń
    10. z malowaniem okien chodziło o to, że kawalerowie malowali je ale tylko w tym domu, gdzie były panny na wydaniu, aby sprawdzić ich pracowitość, czyli jak szybko upora się z umyciem. Natomiast tam, gdzie panna była a okna nikt nie pomalował, był wstyd..

      Usuń
    11. U nas okna malowali nie tylko tam gdzie była panna. Nie malowali tylko ludziom starszym. O właśnie, przebierańce też chodzili. No i jeszcze w drugi dzień Wielkanocy był prawdziwy lany poniedziałek. Najpierw powolutku na rączkę z jej ucałowaniem , a potem niespodziewanie siup wodą, nawet pod spódnicę.
      Niezapomniane czasy....

      (po 50)

      Usuń
  3. O Klarce to pewnie już niejeden zdążył tam usłyszeć:-). Chyba, że jakiś ignorant. A już niedługo zajmie poczesne miejsce obok tej sławnej Katarzyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym tak nie szarżowała z tą Katarzyną,bo nie wiemy dlaczego taka sławna;))) Każda wieś ma swoją barwną postac,nie każda nadaje się jako przykład;)

      Usuń
  4. To ja ptok ale kolędników przyjmuję. Mogą być i pucheroki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w okolicach Wieliczki jest chyba Siuda Baba?

      Usuń
    2. W zeszłym roku nie dotarli, może w tym się dowiem czy ta Baba Siuda.

      Usuń
  5. weselnapiekarka19 lutego 2014 12:18

    We wsi w której mieszkam był zwyczaj palenia "dziada" czyli snopa słomy przed domem ,w którym mieszkały dziewczyny.Gospodarze pilnowali i denerwowali się ze podpita brać może podpalić gospodarstwo.Z czasem ten zwyczaj zaginął i dobrze.Chodzili kolędnicy,coraz gorzej przygotowani,czekali tylko na pieniądze i ludzie nie chcieli już ich puszczać do domu,Na szczęście w ostatnie święta chłopcy,tacy już ze szkół średnich przygotowali się bardzo dobrze pod każdym względem .Miło było popatrzeć i posłuchać.Jednym ze zwyczai,który już na dobre się zakorzenił w naszej miejscowości jest droga krzyżowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czy to ni nazywało się "paleniem Judasza"?
      Gratuluję odrodzenia się grupy kolędniczej, bo to znaczy, że jednak komuś się chce to robić.

      Usuń
  6. U mnie nie było takich tradycji.Jedynie co pamiętam z dzieciństwa to,że organista roznosił po domach opłatki,a leśniczy przynosił choinki.
    Wanda z W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas opłatki rozwozi sołtys, w tym roku zanim babcia zdążyła zapłacić za nasz opłatek, podbiegła moja córcia i wręczyła sołtysowi grosika ze swojej skarbonki i powiedzaiła, że to za opłatek. Mimo, że chcieliśmy dopłacić, to nie wziął bo powiedział, że ofiara jest dobrowolna,a ta dodatkowo od dziecka, więc nie weźmie.

      Usuń
  7. "To, co przeżyło jedno pokolenie- drugie przerabia w sercu i pamięci"-Artur Oppman. Tak więc pielęgnujmy tradycję naszego regionu i pokazujmy ją przyszłym pokoleniom.Sama to staram się czynić w swoich utworach.Ludowa sztuka,malarstwo, hafciarstwo,rzeźba, bibułkarstwo ,obrzędy itd.tak trzymać!Pozdrawiam http://jedenusmiech25.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  8. Mówisz, że jesteś krzaczkiem???A ja myślałam o "starych jabłoniach", że to my....http://jedenusmiech25.blog.onet.pl/?p=1025

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawa inicjatywa...
    Nie ma to jak małe społeczności :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. powiem szczerze, że jak się tu pod Kraków sprowadziliśmy i "zaskoczyli" nas kolędnicy ( jedna grupa fajna, duża, dwie pozostałe raczej żenujące) to trochę bylismy źli... człowiek odpoczywa, chce miec spokój a tu co chwila ktoś dzwoni, ledwo co śpiewa.... a w tym roku ich nie było i... smutno jakoś.... pomysł z ulotkami/plakatami i księdzem z ambony jest super! no i najważniejsze- żeby nie było kilku osobnych procesji, bo każdy chce kasę zebrać, tylko niech to bedzie grupa z prawdziwego zdarzenia, jedna a porządna!

    OdpowiedzUsuń
  11. fajne te szkolenia,podoba mi się.U nas nic takiego nie ma .
    I bardzo podoba mi się Twoje zaangażowanie,to takie "niedzisiejsze" ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. zmienia się mentalność, kiedyś to co wsiowe było jakieś takie wstydliwe, w szkołach oduczano nawet gwarowej mowy, teraz każdy zwyczaj okazuje się ciekawostką, kolorytem, czymś do czego warto wracać, utrwalać, przekazywać dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam za Baba ze wsi.
      Martwi mnie jedynie to, że nie wykształca sie kul;tury regionalnej od najmłodszych lat i dopiero w wieku "właściwy" zaczynamy powaznie zauwazać kulturę regionu obyczaje itp. Często okazuje sie że jest juz troche poxno bo starsze pokolenia wzięły swoje obyczaje na tamten świat.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. u nas są zajęcia dla dzieci i młodzieży, grupy kolędnicze to kawalerka (zgodnie z obyczajem, żonaty chłop niemoże być kolędnikiem) są fundusze, są osoby szyjące kostiumy. Natomiast pucheroki to jeszcze młodsi chłopcy. Generalnie jest tak - nic na siłę, szkoła może zachęcić i pokazać ale uczestnictwo i kontynuacja musi być wyborem. U nas się ludziom chce.

      Usuń
  13. Jeszcze uslysza o Klarce, jestem tego pewna, i nawet sobie posmyla, ze obok Ciebie na zebraniach siedzieli niczego nieswiadomi;-)))

    OdpowiedzUsuń
  14. klarko życzę samych pasjonatów ))

    OdpowiedzUsuń
  15. tez jestem krzakiem u siebie 14 letnim, ale i tak rdzeni wieśniacy maja za nic na tych z "Osiedla" chociaż się angażujemy, bywamy i w ogóle, a grup u nas wszelakich sporo, i dom kultury i Mazowsze ostatnio dało koncert w naszym 200 letnim kościele... ech uwielbiam naszą wiś :)) , oby dobrze się działo po naszych wsiach ;))
    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  16. Notka wyleciała na Melmack?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mamy tak tolerancyjne społeczeństwo że nie ma sensu pisania czegokolwiek, wyszło na to, że śmiało możemy pozwolić w Polsce na palenie czarownic, obrzezanie kobiet, rytualny ubój i zoofilię wszystkim, którzy mają to wpisane w religię i tradycję. Ponieważ ja się na to nie godzę, zdjęłam post, manifestując w ten sposób sprzeciw.

      Usuń
    2. Śledziłam dyskusję pod tym postem i nie widziałam w niej zgody na nic takiego. Ale oczywiście szanuję Twoją decyzję.

      Usuń
    3. Jakby co, to zapowiadam że niedługo nawiąże do niej u nas :D

      Usuń
  17. Tu ,,krzak''. Na Kaszubach w noc sylwestrową do tradycji należało wyjęcie sąsiadowi bramy z zawiasów i umieszczenie jej... na dachu!

    OdpowiedzUsuń
  18. Skoda, że u mnie nie ma takich kolędników...

    OdpowiedzUsuń
  19. a ja nie zdążyłam napisać komcia jak to u nas facet prowadził knajpę........poczesne miejsce zajmowały w niej....koty....

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz