sobota, 18 stycznia 2014

smaki dzieciństwa


Z boku na blasze często stała patelnia z resztkami  obiadu i garnek z zupą. Wszystko to przykryte,  bo przecież na chłopku nad piecem spały koty i zdarzało się, że kot skacząc strącał wprost na blachę różne przedmioty, suszące się na murku.
Przy okazji przypomnę budowę kuchennego trzonu – główna część paleniska przykryta była blachą, na której gotowały się potrawy. Obok była nalepa – kamienny blat, pod którym znajdował się piec chlebowy. Nad nim był murek a nad murkiem chłopek -  część komina,  i tam sypiały koty.

Jedzenie było proste i bardzo smaczne. Do dziś najbardziej lubię jarskie potrawy z ziemniaków i gęste, pełne warzyw zupy. Najlepsze jednak były ziemniaki. Porządnie omaszczone. Jałowe  jadło się wyłącznie w poście, te codzienne musiały być solidnie polane usmażoną, pokrojoną w drobną kostkę słoniną, czasem również z cebulką. Zostawione na patelni na ciepłej blasze nabierały specyficznego smaku, tworząc od spodu grubą, chrupiącą warstwę. Między obiadem a kolacją te ziemniaki znikały. Obracało się je na drugą stronę, zjadało skórkę, zostawiając resztę, popijając zimnym mlekiem i dalej na pole, na sanki!

Wieczorem piekłyśmy sobie na blasze grube plastry ziemniaków, posypane solą były pyszne. Tak samo jak chleb, nie wiedziałam tylko, że kromki opieczone z dwóch stron nazywają się grzankami, miałyśmy je prawie codziennie.  Czasem mama dawała nam cieniutkie resztki pierogowego ciasta, rzucone na blachę pęczniały pod wpływem gorąca tworząc poduszkę, po minucie należało przewrócić je na drugą stronę i po chwili już były gotowe. Widziałam podobne wyroby na blogach kulinarnych, mają jakąś obcojęzyczną nazwę.

Pyszne są też pieczone na blasze karpiele (brukiew). Warzywo biedoty, jeśli ktoś je jadł, budził współczucie. Ja jadłabym i dziś, mają delikatny, słodki smak. Po prostu warzywa z grilla.
Nie lubiłam za to pieczonych ziemniaków z ogniska. Takie brzydkie i czarne, wolałam sobie upiec jabłko na patyku.
Na koniec – siostra mi obiecała, że jak przyjadę do niej to rozpali pod blachą i upieczemy prołzoki i talorki.

To pojadę.

74 komentarze:

  1. bo pieczenie na blasze to było to. Dawniej jadało się zdrowiej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Przybij piątkę Klarko! Właśnie dla tych pysznych wspaniałości mam taki piec u siebie (i żadnego innego). Uwielbiam takie jedzenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. To ciasto pieczone na blasze to podpłomyki, a może u was jakoś inaczej się nazywały?Tez je pamietam z dzieciństwa,z ciasta, z którego robiło się makaron.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas podpłomyki piekło się z resztek ciasta chlebowego przy okazji pieczenia chleba, były to płaskie, cienkie placki posypane grubym cukrem, piekły się bardzo szybko przy samych drzwiczkach

      Usuń
  4. rany,ja też pamiętam ziemniaki pieczone na piecu.Babcia codziennie czekała na nas aż przyjdziemy ze szkoły z takimi ziemniakami.Pamiętam,że im czarniejszy tym był dla mnie lepszy taki ziemniak:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Talorki to znam, ale te prozłoki?! co to? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. placki z mąki, kwaśnego mleka i sody oczyszczonej zwanej w tamtych stronach prołzą

      Usuń
    2. U mnie te placki to proziaki. Soda=proza.
      Pyszne jeszcze ciepłe, posmarowane masłem...:)
      Moje dzieciństwo obfitowało w proziaki i inne specjały tamtych czasów.:))

      Usuń
    3. weselnapiekarka19 stycznia 2014 10:47

      A u nas--paszporty

      Usuń
  6. I w dodatku źle napisałam :) prołzoki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mieliśmy takiego pieca, tylko zwykłą "angielkę". Miała kafle po bogach i o nie grzało się zmarznięte stopy po sankach. Miała też piekarnik, gdzie piekło się zimą jabłka i oczywiście wszelkiego rodzaju ciasta, zwane u nas plackami. Na boku płyty tak, jak Ty piekłam kawałki ciasta makaronowego, ale już ziemniaczanych talarków nie, nie przyszło mi to do głowy. Za to uwielbiałam wyjadać ziemniaki, które mama "parowała" żywinie, jadło się je z solą i skórką, takie ziemniaczki w mundurkach, choć przeznaczone dla świń i kur. Uwielbiałam zupę śledziową na zimno, a w niej gorące ziemniaki. Nie rozumiałam dlaczego mój ówczesny narzeczony robi jakiś dziwne miny nad postawionym mu z tym specjałem talerzem. A on bidak, miastowy, powstrzymywał odruch wymiotny,bo w życiu czegoś tak wstrętnego nie jadł. Do dziś mi to wypomina:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o kotach. Spały pod piecem w kartonie, razem z psami ( małe były) a jak piec wystygał koty właziły do piekarnika, albo popielnika. W piekarniku mogły spać, ale z popielnika matka gnała ścierą bo wywalały popiół na podłogę a potem całe były utytłane w tym popiele.

      Usuń
  8. mieliśmy w kuchni ( a mama ma jeszcze teraz !!!) piec podobny do opisywanego przez Mnemozyne.
    I to samo robiliśmy co ty :)))
    jejejej jak pachniały jabłka podsuszane w piekarniku!
    a na blasze też grzała się esencja.;jaka pyszna była z nią herbata!!!
    z tym że ja akurat lubiłam ziemniaki z ogniska;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Za to my w dzieciństwie uwielbiałyśmy pieczone w popielniku ziemniaki. Dzięki za to przypomnienie:-). Znów oczami wyobraźni widzę Tatę, jak serwuje nam te nieziemskie wprost rarytasy. A że skórka była czarna? Nic to, wyjadało się tylko to, co w środku.

    OdpowiedzUsuń
  10. I Ty mi Klarko coś o eksperymentach? Toż to same ekstrawagancje! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jajach moczonych w herbacie nie ma słowa!

      Usuń
    2. No dobrze, ale mówiłaś o "samych eksperymentach", a poza tymi jajami nic nie widziałem podejrzanego. :D

      Usuń
  11. co z ta brukwią??, bo ja widzę na targu i nie wiem jak ją przyrządzić
    a wiem, że zdrowa, kiedyś jadłam na surowo i była za słodka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brykiew (lokalnie zwany karpiel) To doskonały składnik zupy jarzynowej, ma ładny żółty kolor i jest taki pikantniejszy niż kalarepa... Pure z brukwi jest też dobre. Również w zestawie jarzyn jest dekoracyjny wręcz. Ja przyrządza w rękawie foliowym w towarzystwie ziemniaka, pasternaku, seleru, marchewki, brukselki, batati. Wszystko posolone, popieprzone, zbazylikowane i oreganowane z rybą lub mięsem.

      Usuń
    2. Zupa z brukwi jest pyszna, ja dodaję do niej oprócz włoszczyzny przysmażony boczek i obowiązkowo majeranek.

      Usuń
  12. Będąc na wakacjach chodziłam z dzieciakami "na dzierżawę, na karpiele", ale my zjadaliśmy je na surowo.Dziś zamiast karpieli chrupię kalarepkę. Ciasto makaronowe pieczone na blasze i pieczony na blasze bób to też wakacyjne przysmaki. Do dziś uwielbiam domowe frytki, ale w kształcie talarków, kartofle pieczone w piecyku i kartofle gotowane, ostudzone a potem odsmażone- koniecznie na boczku wędzonym. A potem jęczę,że jestem gruba:))))
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piec chlebowy babcia ma w innym budynku, ale w domu za to ma kuchnię z fajerkami i z dochówką, w której piecze się wiejskie jabłuszka. To dopiero smak!
    Takie przysmażane ziemniaki to przysmak mojego brata, ja nie przepadam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. a co to som te prołzoki i talorki. ?
    u nas jak się makaron jeszcze ręcznie gniotło to brało się przygotowany już placek i rzucało na blat kaflowej kuchni to się trochę tam podpiekła i było rewelacyjne,teraz się już tak nie robi :( ale makaron swojski mamy po każdym weselu w rodzinie, a ten jest zasługą babci
    Rafał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. albo tak zupa coś a'la rosół tylko, że zamiast makaronu są rwane kluski wraz z ziemniakami pokrojonymi w kosteczkę okraszone skwarką ze słonej słoniny :) ah...
      jw

      Usuń
    2. Oj przypomniała mi ta zupa z dzieciństwo:-)

      Usuń
    3. u nas się ta zupa nazywała kartoflanka:)

      Usuń
  15. A ciekawa jestem czy znacie papinek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coś jak gęsty budyń, kaszka
      a robi się podobnie jak sos beszamelowy, tylko do zasmażki na papinek dodaje się cukier i rozprowadza się mlekiem do konsystencji gęstego budyniu
      Ar La

      Usuń
  16. Pewnie nawet nie wiedziałaś ,że tak zagranicznie jecie :-)))
    Ech te smaki dzieciństwa...
    Teraz z przyjemnością przypominam te smaki,
    ale zrobić tak jak kiedyś trudno..
    To już nie te warunki i na gazie nie to...

    OdpowiedzUsuń
  17. A kto zna zalewajkę? Zupa z ziemniaków ,wody,żurku,czasem z dodatkiem śmietany lub mleka.Okraszona skwarkami.Przepyszna,mogła stać 2 lub 3 dni i była coraz lepsza:))
    Jadło się ją z chlebem, na obiad ,ale równie dobrze na śniadanie czy kolację.
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że znam! Ale u mnie do zalewajki dodawało się jeszcze suszone grzyby.

      Usuń
    2. Grzyby tak - suszone lub świeże :)

      Usuń
  18. a ja pamiętam mortadelę i zupę ogonową z torebki jaką serwował nam Tata kiedy mam szła do szpitala. I są to naprawdę miłe wspomnienia aczkolwiek wracać ani do jednego ani do drugiego nie zamierzam :) :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martadela mmmrrrr... to najlepsze kotleciki. Moje dziecię (stary koń 20 lat) uwielbia je od zawsze. Jolancik

      Usuń
    2. Nas, kiedy babci ani mamy nie było w domu, dziadek raczył kromkami chleba zmoczonego trochę wodą i posypywanego cukrem :) Zawsze wtedy dodawał jakieś historie o tym, co jedli, kiedy jedzenia prawie nie było... Jego najbardziej traumatycznym przeżyciem był kisiel owsiany ;)

      Pozdrawiam,
      Ewa

      Usuń
  19. "piekłyśmy sobie na blasze grube plastry ziemniaków, posypane solą były pyszne" moja Babcia nazywała je talarkami,to było coś czego nie zapomnę do końca życia :)

    OdpowiedzUsuń
  20. weselnapiekarka19 stycznia 2014 11:03

    Same pyszności,dodam jeszcze polewkę z kwaśnego mleka z kawałkami białego sera,placek drożdżowy ,gruby z kruszonką,młodą kapustę na śmietanie lub zasmażaną a przede wszystkim młode ziemniaki/miały całkiem inny smak niż terazniejsze/ okraszone,posypane koperkiem i do tego kwaśne mleko nabierane łyżką,takie twarde.Wszystkie te pyszności dzięki zwykłej kuchni,z blatami,popielnikiem,kubrykiem na ciepłą wodę,duchówką.

    OdpowiedzUsuń
  21. ba,zalewajkę do tej pory jemy u nas:)))

    OdpowiedzUsuń
  22. weselnapiekarka - to też u nas się jadało:)))

    i wspomnianą wcześniej kartoflankę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój dziadek na taką kartoflankę z zacierkami (kręcone ręcznie) mówił dziadówa

      Usuń
  23. Aj... i jeszcze ugotowane kartofle w kawałku pieczone na takiej piecowej blasze.... :) Szkoda ze już tego nie mam ...

    OdpowiedzUsuń
  24. Ziemniak "górą"?

    Iza R

    OdpowiedzUsuń
  25. Placki z ciasta makaronowego i śliwki suszone w piekarniku.Chleb z pieca chlebowego.Masło prosto z mleczarni,przywożone w kanach po mleku,pachniało masłem a nie niczym.Zupy inny smak miały,mięso inaczej smakowało.Ech....

    OdpowiedzUsuń
  26. Oj, jak zgłodniałam na coś zapiekanego!

    OdpowiedzUsuń
  27. Mój synuś uwielbia zacierkową. Zacierki robię "na zapas" i mrożę. Najlepsze robione ręcznie. A dzisiaj robię sos pomidorowo-paprykowy do kaszy gryczanej białej. Palonej nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  28. Klarko, przeczytałam obydwa Twoje blogi od deski do deski. Już wiem, że będę Cie czytać ZAWSZE. Bardzo bliski jest mi Twoje postrzeganie świata. Wydaje mi się, że znam Cię już od wielu lat, ale nie tylko Ciebie. Komentujących na Twoich blogach również. W trakcie czytania czasem chciałam zadzwonić do Ciebie, ale zaraz przypominałam sobie, że nie znamy się osobiście. Może kiedyś... Pozdrawiam serdecznie. Jolancik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze, gdy widzę, ze ktoś jest w archiwum, czuję niepokój a jednocześnie jestem z siebie dumna zdając sobie sprawę, że nikt nie zmuszałby się do czytania takiej ilości tekstu.
      Bardzo, bardzo mi miło, że nie uznałaś tego czasu za zmarnowany.

      Usuń
  29. Ziemniaki z ogniska, placki z ciasta makaronowego...
    Do tych smaków dzieciństwa dołożyłabym jeszcze śniadaniową "polewkę z sera": pokruszony twaróg, kawałki porwanej /ew. pokrojonej w kostkę/ kromki chleba, zalane słodkim mlekiem, zimnym albo letnim, ale nie przegotowanym, po wierzchu posłodzone cukrem, najlepiej grubym "kryształem". Mniam.
    Pozdrawiam, M.

    OdpowiedzUsuń
  30. W piwnicy stoi piecyk(koziołek) w nim spalam stare dokumenty i wszystkie przychodzące papiery z naszymi "danymi"łączę pożyteczne z przyjemnym.......palę papiery i piekę sobie talarki:)) Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  31. Chleb z cukrem, kalarepa obierana zębami, jabłka albo ziemniaki z ogniska, ulęgałki z siana, woda ze studni... aż się łezka w oku kręci.

    OdpowiedzUsuń
  32. A moskole? będziecie też piec na blasze moskole?
    Przypiekałam na blasze ugotowane już ziemniaki, przekrojone na pół, do tego przyrumieniona cebulka i kubek mleka; nie było lepszego specjału; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  33. Placek ziemniaczany w brytfannie,pieczony w piecu chlebowym.
    Kiedys próbowałam upiec podobny w piecyku elektrycznym - dobry,ale już nie taki,ktory pamiętam z dzieciństwa.Bo i teraz produkty nie takie:)
    ola

    OdpowiedzUsuń
  34. Tylko z wakacji spedzanych u babci na wsi znam smak swojskich potraw z pieca. Kiedys snul mi sie po glowie maly domek z prawdziwym piecem na pizze. Dzis juz malo prawdopodobne sny bo fizycznie, psychicznie i materialnie jestem na nie. Wracajac do lat mojego dziecinstwa usmiecham sie, bo 30 lat temu nikt nie krzyczal, ze ziemniaki ze skwarkami, zalewajka, kluchy, pierogi, ciasto makaronowe pieczone na blasze, czy chleb z maslem albo z cukrem tucza. Cale blachy swojskiego ciasta znikaly przez weekend. Szynka pachniala apetycznie i nigdy z niej nic dziwnego nie cieklo. Dzieci jadly w biegu, popijaly landrynkowe wody gazowane i byly szczuple i zdrowe. Dorosli nie chorowali na depresje. Wizja raka nie wisiala nad tyloma rodzinami co dzis. Coz, postep kosztuje. Pewnie jeszcze z dwa, trzy pokolenia i albo sie zakonserwujemy albo nieborak nas wszystkich zje. Dzis juz wiem i tego sie trzymam, ze potrawy musza byc przyrzadzane ze swierzych i dobrych gatunkowo produktow. Nie zachwycam sie fast foodami. Liczy sie jakosc, nie ilosc. A tak nawiasem mowiac, z przyjemnoscia zjadlabym zalewajke. Tylko nie ma komu i z czego ugotowac. Wybacz Klarko, rozpisalam sie jak na wlasnym blogu. Dobranoc. Pozdrawiam. Joanna- Jo

    OdpowiedzUsuń
  35. Na rozgrzanej blasze pieczone były także rydze (to był rarytas!) i pamiętam też, że jadłam w ten sposób pieczone jakieś trochę dziwne placki, zrobione chyba tylko z mąki i wody;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Placki z ciasta makaronowego u babci na blasze nazywały się pagaje i były rarytasem :-) Chleb posypany cukrem i polany wodą. Chleb, który babcia suszyła i potem dawała kurom rozmoczony, ja podbierałam, ten suchy znaczy się :-) To był mój przysmak. U drugiej babci, na wsi, mleko zsiadłe jedzone łyżką, każdy miał swoje, ziemniaki były z wielkimi skwarkami i w jednej dużej misie. Ulęgałki spod drzewa, jabłka kosztele niedojrzałe i zrywane prosto z gałęzi. Barszcz - wiśnianka, z wiśni, gruszczanka, z gruszek, nie tylko z buraków, pycha mówię wam. I oczywiście nieśmiertelne okraszone ziemniaczki do tego. Całe wakacje tak jadłam. I pieczony w piecu chleb. Sam w sobie był pyszny, ale wojny toczono o chleb specjalny. Otóż babci zawsze zostawało trochę ciasta chlebowego, które się już nie mieściło w formach. I to ciasto wkładała do "patelki" czyli małej patelenki i w tym piekła. Jego zawsze było trochę więcej i w trakcie pieczenia wychodziło z patelki i te upieczone zwisające skórki to było po prostu jedzenie godne bogów, małmazja :-) O tę patelkę walczyły potem moje dzieci, kiedy prababcia wyjmowała chleb z pieca. Fajnie, że mogły jeszcze takie rzeczy przeżyć.
    Była jeszcze cebula, pokrojona w talarki, ale nie do końca, tak żeby się trzymała w całości, pomiędzy talarki sypało się sól i ugniatało cebulę, najlepiej zawiniętą w papier. Jak papier zaczynał się robić mokry, cebula była dobra do jedzenia. Pyszna, mówię wam.
    I znowu dzięki Klarce przypomniałam sobie najcenniejsze dla mnie chwile.
    Dziękuję :-D

    OdpowiedzUsuń
  37. Czytam i czytam komentarze i myślę sobie,czy widzisz Klarko,jaką jesteś czarodziejką:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ziemniaki jedzą prawie wszyscy to nas temat połączył;))
      i dziękuję za komplement!

      Usuń
  38. Jeśli chodzi o ziemniaki, z moim dzieciństwem najbardziej kojarzy się babka ziemniaczana, u nas nazywana "kartoflanik", cienka, mocno przypieczona, chrupiąca, często ze skwarkami w środku... W swoim domu też piekłam ją od czasu do czasu, ale to już nie było to samo. W rodzinie mojego męża natomiast ulubionym daniem były "talarki", plasterki ziemniaków smażone na tłuszczu, mocno przyrumienione.
    Wszystko przeminęło. Tamto jedzenie już jest za ciężkie, za bardzo kaloryczne, za mało wykwintne, szuka się różnych wymyślnych diet, śródziemnomorskich, orientalnych, takich, owakich i co z tego wynika? Otyłość, choroby cywilizacyjne, itp. Pozdrawiam Cię, Klarko, bardzo mi się podobają Twoje wpisy:)

    OdpowiedzUsuń
  39. M-ka

    popłakałam sie, chlałabym mięć takie wspomnienia, chciałabym żeby moje dzieci miały..

    P.S
    ale ziemniaki z ogniska jemy bardzo często ;) uwielbiamy! I te mordki i łapki całe czarne :D to nic nie szkodzi..
    Prozioki z 2 x w roku (wspomnienie męża z dzieciństwa)

    OdpowiedzUsuń
  40. Zupa z owoców nazywana garusem :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Brukiew z blaszki... tak, to smak dzieciństwa... A chleb z blachy robimy nadal, gdy tylko jesteśmy w Domku pod Orzechem i podpłomyki, czyli ciasto z mąki i wody:)

    OdpowiedzUsuń
  42. Korzystałem z pobytu na wsi by czynić zadość wspomnieniom z dzieciństwa.Teraz nic z tego przez nowoczesność.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  43. Oj, znam i mniam: ciasto makaronowe z babelkami pieczone na blasze, ziemniaki z pola, ugotowane, okraszone w jednej misce dla wszystkich, w drugiej zsiadle mleko do "krojenia" lyzka (tylko nie lubilam tej zoltawej smietany na wierzchu), co niedziela domowy rosol i rownie domowy makaron (ktorejs niedzieli wyjelam babci z ust serduszko i zoladek kurzeci i od tej pory zawsze byly juz dla mnie).
    a myslalam, ze jestem taka mloda...
    tez Monika

    OdpowiedzUsuń
  44. a ja za pieczone w ognisku ziemniaki dam się pokroić, ot co :). Są to jedyne ziemniaki jakie mi naprawdę smakują.

    OdpowiedzUsuń
  45. ja chcialam tylko rzec że ... skoro te smaki dzieciństwa takie boskie były to czemu wiele osób już tego nei robi?

    ja tam kultywuję tradycję i lubiane przeze mnei potrawy trwajau nas :
    zalewaja a jakże,kartoflaneczka - choćto w sumei jarzynówka;), ogórkowa mlask:) i te ziemniaczki z cebulką na patelni oooo,i talarki, i .... i jeszcze ciut :)

    Bo jak ktoś serio się przyłoży to wychodzi takie samo dobre.No prawie .

    Wiem,że wspomnienia smakująjakby lepiej ale ?

    OdpowiedzUsuń
  46. Mi z dziecinstwem juz do konca zycia beda sie kojarzyc najzwyklejsze mlode ziemniaczki z koperkiem. Nigdzie tak nie smakowaly jak u mojej babci - swiezutkie, prosto z ogrodka!

    OdpowiedzUsuń
  47. eeeeeeeeeeeeeeee tam - wielkie mecyje. Wiecie co to znaczyło dostać duży gar po gulaszu do wytarcia go chlebem. Babcia zawsze cos tam oszukała że na dnie jeszcze troche zołzy zostało !!!. To była fucha i wspomnienie z dzieciństwa.
    Pozdrawiam wspominaczy

    OdpowiedzUsuń
  48. Odsmażane ziemniaki z jajkiem, często robię je do dzisiaj. Na każde imieniny była robiona sałatka ziemniaczana, bigos i galat ze stópek oraz sernik i jabłecznik. Do dziś pamiętam te zapachy:)))

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz