środa, 15 stycznia 2014

nie znam się na fachowcach, przykro mi

rano
Krzysiek obudził mnie rano mówiąc, że pękła rura w łazience, więc zakręcił wodę i jedzie do pracy a jak wróci to się zajmie szukaniem hydraulika. I pojechał.

Mamy w okolicy dwóch panów hydraulików ale oni mają terminy nie wiem nawet na kiedy, raz czy dwa prosiłam ich o pomoc i wiem na pewno – nie ma czego u nich szukać.
Zaczęłam wydzwaniać po ogłoszeniach znalezionych na popularnych portalach ogłoszeniowych. Niech żyje Internet.
O ósmej rano miałam wynotowane kilkanaście numerów. Nie odpowiada, łapie na pocztę, nie odbiera, nie odbiera, zrzuca..
Wreszcie odebrał. Nawet nie pytał, gdzie ta rura, jaka rura i z czym tylko od razu o adres. Wysłałam adres i czekam.
Za godzinkę telefon – a gdzie ta rura, czy trzeba kuć, czy z ciepłą czy zimną wodą i z czego. Pięknie. Już raz miałam przeprawę z pękniętą rurą i to w Świnoujściu, zalało wówczas calusieńki pion od czwartego piętra do parteru gorącą wodą. Potem miałam traumę i jeszcze przez kilka lat, będąc tam na wakacjach, wstawałam w nocy po kilka razy i robiłam obchód sprawdzając wszystkie krany.
Ale do brzegu bo o wakacyjnej awarii pisałam już dawno a przecież zaczęłam o dzisiejszej.
Czekałam z ogromną niecierpliwością. Pana nie ma i nie ma. Patrzę ja wreszcie przez kuchenne okno a na podjeździe stoi taksówka. Najpierw sobie pomyślałam, że hydraulik przyjechał taksówką. Pięknie - a ciekawe,  kto za to zapłaci. I gdzie ma narzędzia, w taksówce? Choć znam jednego takiego, który jeździ rowerem twierdząc, że wszystko wozi w plecaku.
Ale patrzę ja dalej, taksówka stoi a nikt nie wysiada. To niech stoi. Albo nie, bo jak przyjedzie hydraulik to jak wjedzie?
Wreszcie okazało się, że pan taksówkarz jest panem hydraulikiem. Mam szczęście albo nieszczęście do wielozawodowców. Pamiętacie listonosza, który jest organistą i roznosicielem opłatków.
Teraz biegam między piwnicą a łazienką i zakręcam wodę, odkręcam wodę, dzwonię do męża z pytaniem, czy ta rura co idzie do góry jest potrzebna i bardzo poważnie się martwię. Piwnica zalana, pan przecieku nie znalazł po dwóch godzinach kucia, łazienka nieczynna.
To jest nasza jedyna łazienka, więc skorzystanie z toalety wykluczone.
Jak dziś tego nie naprawi to się wynoszę do dzieci.

 
wieczorem
Część druga, napisana wieczorem.

Kiedy pan hydraulik dokopał się do wycieku, stwierdził pęknięcie trójnika. To takie rozgałęzienie na rurze z piwnicy. Dobrze zrobił, że nie uciął jednak tej rury prowadzącej do góry. Bo miał ochotę ją uciąć stwierdzając, że skoro nie ma piętra to rura niepotrzebna.
Zadał mi wiążące pytanie – czy załatać to za pomocą poxipolu czy też jechać do marketu po nową część. Jechać. Pojechał.  Ja w tym czasie wyniosłam z łazienki kilka wiaderek obrzydliwego, mokrego gruzu i jako tako posprzątałam.
Muszę koniecznie sprawiedliwie napisać, że pan jest grzeczny i nieśmiały i wygląda na zagubionego, nic z cwaniaka-fachowca, nic. Pali, pozwoliłam mu palić w domu bo szkoda czasu, ściemnia się a robota w lesie.

Założył nową część i woda siknęła jeszcze żwawiej. Na łazienkę, nie do kranów. Pan mokry ze zmęczenia i od wody postanowił naprawiać inną metodą. Pojechał po części.
Przywiózł. Była czwarta albo piąta. Warczał złowrogo Boschem,  tłukł młotkiem i nagle jak  przypierdolił  uderzył w rurę z kolankiem biegnącą obok! Rozbił kolanko i znów musiał jechać do sklepu po część.

Nie ma śmiechu, do brzegu.

Przyjechał i dalej naprawiał. O siódmej dał spokój, stwierdził, że  tego nie zrobi bo potrzebuje jednak innych części. Dodam, że zapytał, czy ma po nie jechać czy też wytrzymam do rana. 
Posprzątał po sobie i poszedł. Nie odpalił taksówki ponieważ  zostawił ją na światłach.

Umyłam się w misce, obiadu nie gotowałam, czystych naczyń jest pełna witryna, jutro rano jem owsiankę z kryształowej miseczki, a co!


Martwię się, co będzie z rozliczeniem. Bo to ja zamawiałam fachowca a nie znam się na tym, nie zapytałam o cennik i nie rozmawiałam z nim przed pracą o pieniądzach. Wstyd mi za moją naiwność, mam nauczkę, jest już za późno, mogę mieć tylko nadzieję, że pan jest uczciwy.

49 komentarzy:

  1. Ja tam stwierdzam, ze pan hydraulik się g(ó)wno zna...

    OdpowiedzUsuń
  2. A mogłaś do Figi zadzwonić! Ona by takiego bajzlu nie narobiła!

    Wybacz żarcik, ale dziś u Figi było o rurach i dziurach i tak mi isę skojarzyło.
    Oby pan się okazał nie tylko uczciwy ale i umiejący to naprawić, żeby z rozpędu nowej instalacji nie musiał Ci założyć.
    I Synowej nie strasz!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby to nie było takie smutne to byłoby całkiem do śmiechu. Jeśli ten nieśmiały pan jest tak samo świetnym taksówkarzem jak hydraulikiem to tylko pogratulować talentów rozlicznych. Przez wiele lat z rzędu mieliśmy w administracji koszmarnych hydraulików- wiecznie byli pijani i specjalizowali się w dewastowaniu tego, co mieli naprawić. Od czasu transformacji mamy nowe kadry, które nie są etatowcami spółdzielni, są tylko na umowie ze spółdzielnią. Zawsze trzezwi, robią szybko, solidnie i jeszcze nie nabrudzą. Prywatne zlecenia też przyjmują, ale zawsze tylko po godzinach, w których muszą pracować dla ADM.
    Może ten "nieśmiały" poduczy się gdzieś przez dzisiejszy wieczór jak i co ma zrobić. Bo jak on biedak zupełnie nie ma pojęcia to w dość czarnych kolorach widzę przyszłość Waszej łazienki.
    Trzymaj się, może mu się uda???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się zastanawiam, bo ma koguta na dachu a zostawia auto na światłach na kilka godzin? nawet ja wiem, że akumulator padnie

      Usuń
  4. No właśnie - nie daj się wkręcić w płacenie za godziny. wyłacznie za wykonaną pracę. nie wiem ile ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim serdecznym kolegom - jeden hydraulik , drugi elektryk - jutro postawię dużą kawę , pouśmiecham się ładnie , wyjdę na papierosa - tylko po to by ta przyjaźń nadal kwitła - kocham ich za to , że są - pomogą jak poproszę. Trzymaj się kobieto - nawet awarie kiedyś się kończą .A jak pan jutro się nie zjawi - to następnemu zapłacisz mniej , bo nie będzie musiał nic kuć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawno,dawno temu mielismy awarię-gigant;2 dni bez gazu,wody i prądu.Administracja wymieniała rury od gazu i byc moze na skutek działań fachowcow pekła glowna rura z wodą.Prad musieli sami wyłaczyć,bo cos z czymś kolidowało:))ja w zimnym mieszkaniu z malym dzieckiem.Przetrwaliśmy!:)) Wy też przetrwacie!Płać za efekt,nie za ilosc godzin.Oby chociaż mu się udało przywrocic sprawnosc rurom:))Jesli nie da rady,szukaj kogos innego.Współczuję.:((
    Zula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z małym dzieckiem bez wody to współczuje bardzo, dobrze w takim wypadku mieć kogoś w pobliżu i się ewakuować

      Usuń
  7. Rogi mi się wywinęły w drugą stronę. Może pan taki spokojny, bo go prąd z tej wybebeszonej puszki łaskotał ciągle?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też to widziałam ale się nie wtrącam, facetów nie wolno pouczać bo się robią awanturni

      Usuń
  8. Sierota,nie fachowiec:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie tyle martw się o rozliczenie, lecz raczej, by robota w ogóle została wykonana. Coś mi ten pan na amatora patrzy:-))).

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie, sorry, nie chciałam Cię dołować. W końcu masz męża, który ogarnie. Może razem zdecydujecie się wezwać kogoś innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pojechał do pracy, ktoś musi zarabiać na to wszystko

      Usuń
  11. O rany, czy aby on umie to naprawić ??

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy jak mu taksówka nie odpaliła to zaprosiłas go na nocleg. Mozna by było skompensować opłaty.
    Pozdrawiam i wspołczuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie się boję, że za chwilę go adoptujemy bo niby dorosły facet a sierota

      Usuń
    2. Racja - i fachura i transport na miejscu !!!!

      Usuń
    3. dziś z żoną przyjechał, co za dużo to niezdrowo!

      Usuń
  13. Mam znajomego hydraulika ale nie zechce jechać pod Kraków. Trzymam kciuki, według mnie pan jutro przyjedzie i zrobi. Napisz jak było.

    OdpowiedzUsuń
  14. Współczuję. Jakiś czas temu zalewaliśmy sąsiada z dołu (niby). Na szczęście zrobiliśmy kilka płytek takich ślepych , tylko fuga, a pod spodem pusto (wycięta dziura w kartongipsie), żeby móc zajrzeć np. za ekran lub pod wannę. No i przy tym zalewaniu hydraulik ( ze spółdzielni) przyszedł, wyjął płytkę, a tam za ekranem woda stoi. Klops myślę, będzie kucie, bo wodę widać, ale do rur daleko. Mądry hydraulik, bo najpierw zakręcił naszą wodę, wytarł, a tu woda nadal się zbiera. Kręcił głową, sapał, wycierał na kolanach tą wodę, aż w końcu poszedł piętro wyżej i tam zakręcił u sąsiada wodę. Znowu wytarł za ekranem i nagle woda przestała się zbierać. Okazało się, że to u sąsiada z góry ciekło po rurze, zbierało się za naszym ekranem a całość sufitem spływała do sąsiada niżej. Takim sposobem nie było kucia. W miejscach gdzie są wszystkie złączki itp.itd, dobrze zrobić taką ślepą płytkę, można nawet na magnes i w razie awarii wyjąć i obadać, co się stało bez potrzeby kucia. Nie zapłaciłam ani grosza, bo zalewanie nie było z mojej winy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobra rada i żałuję, że wczesniej tego nie przeczytałam (jakieś 7 lat temu) bo teraz juz "po ptokach!". Na całe szczęście (tfu! tfu!) jeszcze nie trzeba bylo nic kuć. Niestety mielismy kiedys przygodę z zepsutym piecykiem gazowym, który to ZNAJOMY pan hydraulik naprawiał cały tydzień. Wieczorami... Potem DRUGI tydzien czekaliśmy na jakąs część, która koniec końców okazała sie niepotrzebna. W tym czasie zrobiłam kilka doktoratów z cierpliwości.. Za naprawę zapłaciliśmy prawie tyle ile kosztowal nowy piecyk... Śmieję sie jednak, że w cenie wliczona było oplata za naukę : nigdy nie naprawiaj po znajomośći- dzwoń po fachowca (już nawet wiem gdzie!). Gdybys mieszkała w Tarnowie czy tez okolicach to mogłabym sie wiedzą podzielić, ale juz nie mieszkasz :)
      Pozdrawiam i trzymam kciuki

      Usuń
    2. u nas te instalacje były robione 20 lat temu i to nie jednocześnie, najpierw jedna ekipa robiła gazową, potem druga wodę, wreszcie centralne z 10 lat temu i każdy robił jak chciał bo my się na tym nie znamy

      Usuń
    3. To samo było u mnie, mieszkam na parterze, a zalewał mnie sąsiad z drugiego piętra... Rozwiązanie na magnes też mam, i tu w domu, i na działce....

      Usuń
  15. Klarko mocno przestraszyłaś mnie :(((. Zdolni hydraulicy z plakatu -wyjechali za granicę a nam zostali tacy wielozadaniowcy co to niczego się nie boją ? Ale jak uczy życie -żeby coś zrobić trzeba się na tym znać a same ''złote rączki '' nie wystaczą..powodzenia -trzymaj się a ja zaczynam już szukać przyjaznego pana hydrulika -jakby co :( -pozdrawiam i mocno Ci współczuję ,że tak Cię dopadł taki koszmar -pozdrawiam Eliza F.

    OdpowiedzUsuń
  16. Naprawdę dziewczyno współczuję ci nerwów....

    OdpowiedzUsuń
  17. Za chwilę nie będziesz miała prądu, nie zabezpieczył gniazdka.
    No i nie podoba mi się ogólnie jego praca. Dziś jest jednak inny dzień, może przespał się i w nocy coś mądrego wpadło mu do głowy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Trzeba wierzyć w ludzką kompetencję, a to co tak źle wygląda to tylko zbiegi okoliczności
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. O raju....
    Jak już wymieni co tam ma wymienić i woda nie będzie lecieć to nie daj tego zacementować - ściana musi wyschnąć dokładnie !!! Możesz przykleić plastikowe wieszaczki i zasłonić dziurę zasłonką ale niech to wszystko wyschnie. Inaczej pod nowymi kafelkami wylezie ci piękny grzyb.

    O grzybie na ścianie też u mnie będzie.
    I o pionowych hydroizolacjach ścian :P wszystko do samodzielnego wykonania, hihi

    Za pracę hydraulika z tym kuciem zapłaciłabym do 200 zł + koszty zakupionych w sklepie części na podstawie paragonu lub faktury na wasze nazwisko.

    OdpowiedzUsuń
  20. no z serca współczuje!!4
    ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  21. już pisałam że współczuję;/.
    Ja też sie na fachowcach nie znam.I pewnei dokłądnei zrobilabym tak jak ty.
    Jednak jest X-men.Zarobić nie zarobić - jednak tego dnai nie pojechalby do pracy bo sądzęz e jednak taniej by wyszło...
    I tak jak wspominalam.
    Żadnego kucia!
    mamy rury plastiki ,okolo 20 lat temu kladzione przez X-mena (nie ,nie jest fachowcem ale złotą rączka tak;)).
    Stare rury mamy w ścianach i lejemy na to.Po prostu odłączył.Dokręcil nowe i po ścianach umiejętnie poprowadzil.Cyk/klik i szybciorem woda w domu zrobiona.Nigdy nie dam sobie zamurować rur.
    Do tej pory bez żadnej awarii.

    Boję sie tego twojego fachowca;/.

    OdpowiedzUsuń
  22. Współczuję, bo faktycznie wygląda to strasznie. Mam nadzieję, że jednak facet naprawdę wie co robi i naprawi to co zepsuł. A co z płytkami? Znajdziesz podobny odcień? Jedna rura a tyle problemów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam te same, zostało parę

      Usuń
    2. To chociaż tyle dobrego w całej tej historii....

      Usuń
  23. Jako się kształtek po marketach kupuje, gdzie onych, by najtaniej jeno mieć, u Kitajców zamawiają, co z dawna wiadomo, że niczego porządnie zrobić nie umieją, to jest się samemu o nieszczęście prosić...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj, oj!
    tak ze 3 lata temu - pazdziernik, nocami do -2° przezylismy tydzien bez ogrzewania i cieplej wody za to z chorym kotem:( na szczescie mamy kominek i baaardzo kochanych sasiadow! a fachowcy jacys tacy.... socjalistyczni. trzymam bardzo mocno kciuki
    tez Monika

    OdpowiedzUsuń
  25. Odpowiedzi
    1. a spółdzielnia nie ma "na stanie" hydraulika?

      Usuń
    2. na wsi nie ma administracji, jest tylko sołtys!

      Usuń
  26. Klarko, jak taki fachowiec odpowiada od razu to znaczy, że roboty nie ma i sierota, a nie fachowiec. Sierota, ale żonę ma ... mam nadzieję, że go jakoś zmobilizuje.
    Jak im idzie?

    OdpowiedzUsuń
  27. Faktycznie trzeba było omówić front robót, ale w tym wypadku sprawa wygląda na trudną do ustalenia z góry.
    Mam nadzieję, że już naprawione i cieszysz się z własnej łazienki, kuchni itepe.!

    OdpowiedzUsuń
  28. No tak śmieszne to jest jak się czyta - ale jak się ma w domu...

    OdpowiedzUsuń
  29. Dobrze, że pan nie przy...walił swoim kolankiem ;)

    Pozdrawiam,
    Ewa

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz