piątek, 16 sierpnia 2013

O pudrach, szminkach i urwanych guzikach…



O pudrach, szminkach i urwanych guzikach…
…z perspektywy pracownika sieciowego sklepu odzieżowego

Temat obszerny, z czego zdałam sobie sprawę popełniając ten tekst… Co innego opowiadać coś w formie anegdotki znajomym, co innego spróbować zebrać w jednym miejscu wszystkie aspekty dotyczące zagadnienia.

Słowem wstępu, defekty towaru w sklepie odzieżowym dzielą się na dwie kategorie; część jest zwyczajnie wadą producenta, część wynika z niewłaściwego traktowania towaru przez klientki. Ponieważ będzie o tej drugiej grupie, do najpowszechniejszych zaliczają się:
  • plamy (z kosmetyków: pudrów, szminek, ale i tłustych balsamów do ciała itp. oraz zabrudzenia wynikłe z zalegania towaru na podłodze – pojedyncze zrzucenie nie spowoduje zaplamienia, dbamy o czystość podłogi w sklepie),
  • dziury (również te od zabezpieczeń antykradzieżowych),
  • zaciągnięte nitki,
  • rozprute, albo raczej pęknięte szwy,
  • brakujące akcesoria (guziki, paski),
  • zepsute zamki błyskawiczne.

Jakie są możliwości rekompensaty klientkom uszkodzeń? Najczęściej udzielenie rabatu w kwocie uwzględniającej stopień uszkodzenia, widoczność/wpływ na użytkowanie, koszt ewentualnej naprawy (inaczej traktowany jest rozpruty szew czy mała dziurka w mało widocznym miejscu, inaczej konieczność wymiany zamka błyskawicznego lub wszystkich guzików). Ponieważ sama nieco szyję, osobiście mam w tym temacie pewne rozeznanie. Ale uwaga; na poszczególne defekty mamy przydzielone limity i jesteśmy z tak udzielonych rabatów rozliczani! W sklepie, w którym pracuję, udzielenie takiego rabatu jest równoznaczne z utratą prawa do zwrotu/wymiany towaru oraz jego reklamacji z tytułu wady, na którą został udzielony rabat.
Nieco inaczej wygląda to w przypadku plam: klientka może wybrać między rabatem, a opisaniem paragonu. Na paragonie piszemy wówczas, że towar w momencie sprzedaży jest zabrudzony i klientka może dokonać zwrotu po jego wypraniu – jeśli zabrudzenie nie zniknie.

Najpowszechniejszym „defektem” są właśnie plamy od kosmetyków. Będzie na przykładzie.
Swego czasu zaglądała do nas pewna bardzo roszczeniowa „klientka”, która – niestety – miała wymiary poza dostępną u nas rozmiarówką. Raczej zdawała sobie z tego sprawę, niemniej niestrudzenie regularnie próbowała się wbić w jakąś sukienkę. Wszystko było by w porządku gdyby nie to, że każda przymierzona przez nią rzecz miała mocno upudrowany dekolt. Z tego, co kojarzę, pani nie wydała u nas ani złotówki, a liczba upudrowanych dekoltów w przełożeniu na rabaty udzielone na owe zabrudzenia daje całkiem pokaźną sumkę…
Niestety w sklepie sieciowym nie możemy klientom zwracać na to uwagi, bo… jest nas, pracowników, za mało. Pewne jest, że nie wychwycimy każdego przypadku – a wyciąganie konsekwencji wobec co którejś klientki było by nie w porządku.

Spora jest grupa klientek, które zupełnie nie zwracają uwagi na to, co dzieje się z towarem, dopóki nie upolują jednej konkretnej rzeczy, którą przynoszą do kasy i tu zaczynają się pretensje. Bo brudne (z pudru, szminki, lub zwyczajnie kurzu z podłogi), bo zaciągnięte nitki, bo dziura. A co dzieje się wcześniej? Towar spadł z wieszaka na podłogę? Jak w piosence zespołu Elektryczne Gitary: „niech leży! cały luksus polega na tym, że nie muszę go podnosić będę się potykał czasem”. Podczas mierzenia można dowolnie towar ubrudzić, zrzucić na podłogę i podeptać, zaciągnąć, nie przejmować się rozpinaniem guzików. Jak jest niczyje – nie ma się co przejmować; jak chcę kupić – „JAK TO TAK MOŻE BYĆ???!! TO JEST BRUDNE / ZACIĄGNIĘTE / DZIURAWE / NIE MA GUZIKA / PASKA!!!” (niepotrzebne skreślić). Nieprzypadkowo piszę wielkimi literami. Są i wyjątki – rzadko, ale trafia się klientka, która podchodzi do nas np. z towarem i guzikiem, który od niego odpadł.

Osobna kategoria to dziury po zabezpieczeniach antykradzieżowych. Tu obrywa się nam – pracownikom srodze, bo „Po co to wpinamy, jak taki cienki materiał? Dlaczego w apaszkę, a nie tylko w metkę?”. Hmm. To są zabezpieczenia ANTYKRADZIEŻOWE, wystarczy nieco wyobraźni… Tak się składa, że my doskonale potrafimy się z tymi zabezpieczeniami obchodzić – wbijamy szpilki tak, by nie uszkodzić towaru. Ale o uszkodzenie nietrudno, jeśli tkanina jest delikatna – wystarczy szarpnąć, np. podczas mierzenia i dziura gotowa.

Nie sposób pominąć tematu kradzieży, bowiem znikają nie tylko poszczególne ubrania, ale i akcesoria, w szczególności paski. Sukienka jest zabezpieczona, pasek sukienki już nie? Pasek znika. Klientka, która zechce kupić sukienkę denerwuje się, że nie ma paska…


            O mierzeniu butów na gołą stopę nie będzie, bo butów nie mamy w ofercie. Mamy za to zapis (w widocznym miejscu przy kasie), że ze względów higienicznych nie wolno mierzyć biżuterii (oczywiście dotyczy to przede wszystkim kolczyków). Taka zasada jest jednak dla klientek tak nieoczywista, że w trosce o własne zdrowie psychiczne już dawno przestałam zwracać im na to uwagę. Nauczyłam się natomiast prać wszystkie kupowane ubrania przed pierwszym założeniem. Szaleństwo? Nie sądzę!

Tekst nadesłany przez A.J. w nawiązaniu do komentarzy STĄD 
Autorce dziękuję za rzetelne opisanie zagadnień widzianych z drugiej strony kasy. 


23 komentarze:

  1. Wreszcie mam okazję napisać pierwszy komentarz - ja również zawsze piorę nowe ubrania ale się tym nie chwaliłam myśląc, że to dziwactwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez zawsze piore nowe ubrania - od bluzek po skarpetki. Mnie uczulila na to znajoma, ktorej tesciowa pracowala w wielkim zakladzie krawieckim. Jak poopowiadala co sie dzieje z balami materialu oraz samymi ubraniami i przez ile rak one przechodza zanim trafia do sklepu, to szybko stwierdzilam, ze nie naloze NIC nowego bez prania. Co sie dzieje w samych sklepach pomijam, opisane zostalo trafnie w powyzszym poscie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeba prać tak czy siak, bo większość ciuszków produkują w Chinach i innych krajach tego typu, przed przywozem podobno pryskają czymś grzybobójczym. Świetnie napisane!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze pralam nowozakupione ciuchy. I wcale tego nie uwazam za dziwactwo. U mnie wrecz namawiaja wszyscy do tego, bo procz zakurzonej czy wydotykanej odziezy moze przyniesc do domu robactwo.
    A to juz grozi powaznymi konsekwencjami dla domu I zagrody:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak jak klientka nakłada szpachelką makijaż to i nie ma się co dziwić, że potem ślady na ubraniach pozostawia.Co gorsza nie na swoich, a na sklepowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do tych zabezpieczeń antykradzieżowych, kiedyś z mamą kupiłyśmy spodnie na przecenie. Wszystko fajnie, do póki co nie wlazłyśmy do sklepu to za nami piszczało, bo nie ściągnięto zabezpieczenia. Do dzisiaj mam uraz psychiczny jak wchodzę do sieciówki i przechodzę przez bramkę. :p

      Usuń
  6. A ja nie piorę nowo kupionych... ale się nauczę, o!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kneź (podobno nie zawsze okrutny) :)16 sierpnia 2013 19:22

    Gratuluję A.J. debiutu! Konkretny, rzeczowy, sensowny i interesujący. Poproszę częściej. :)
    Klarka wie, że to wcale nie z tego powodu, że nieciekawie pisze. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem:) udźwignięcie dwóch blogów jest..dość trudne i jak się trafia taka perełka jak A.J. to sama radość

      Usuń
  8. Też nowe piorę. Tak, poruszony problem jest bardzo istotny. Ja widzę, ze nie tylko w sklepie z odzieżą są niechlujni klienci. Bardzo często widzę, kiedy komuś towar spadnie na podłogę, ale osoba ta nie podniesie go, nie wstawi na półkę. Zupełnie jakby to nie ona zrobiła. Ja mam nawyk podnoszenia,nawet za innymi, ale czasem mnie już to wkurza. Ostatnio szedł facet i wózkiem strącił stertę koszyków wiklinowych, która potoczyła się pod koła mojego wózka. Myślicie, że podniósł ją?! Popatrzył i polazł dalej. Nie ma tupetu wrzasnąć, żeby wrócił si posprzątał, a powinnam.
    W Castoramie często brakuje części w wystawionym sprzęcie. Ktoś idzie i bierze sobie, bo mu się zepsuła. W drogerii połowa flakonu perfum wypsikana, wstawiona za inne buteleczki...szkoda słów:(

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie prałam nowych ubrań, bo przychodzą mi zafoliowane i myślałam, że są bezpieczne (baaardzo rzaaadko kupuję w normalnym sklepie), ale skoro mogą być pryskane, to chyba zacznę...
    Aha, ostatnio mi bramki dzwoniły we wszystkich sklepach, bo jak się okazało, w ubrania wszywane są magnetyczne metki i one mogą wzbudzać alarm w bramkach antykradziejowych. Teraz pierwsze co robię po otrzymaniu ciuchów, to wycinam WSZYSTKIE metki.

    OdpowiedzUsuń
  10. No ale się naczytałam i dobrze bo będę bardziej uważała i np. prała nowe ciuchy czego dotąd nie robiłam...

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja myślę, że jednak 'sklep' powinien być wstanie ogarnąć swój towar,
    jeśli chciałabym coś kupić z 'defektem' to poszłabym do ciuchlandu a nie sklepu,
    i żaden rabat nie jest tego wstanie zmienić
    (zresztą nawet w secend. wybieram rzeczy niezniszczone, bez najmniejszej skazy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem tego zdania, jednak jak wspomniałam - w sklepie sieciowym na ogół jest za mało pracowników, by mieć pełną kontrolę nad tym, co dzieje się z towarem. "Pozbycie się" z powierzchni sklepu uszkodzonego towaru to cała skomplikowana procedura... póki się da, mamy dawać rabaty i już. Taka polityka firmy...
      Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że gdyby np. nas - pracowników było zatrudnionych więcej, inne byłyby ceny towaru w sieciówkach, prosta kalkulacja.
      Wniosek nasuwa się sam - gdyby nie było niechlujnych klientów, problem by nie istniał.
      Pozdrawiam - autorka, A.J.

      Usuń
  12. Jeszcze tylko o niekompetentnym personelu,gdzie sprzedawczynie oszukują właścicieli pseudouszkodzeniami czy pseudoplamami. Jest rabat? Jest.
    A klient jest taką ofiarą rozliczen:) pomiedzy "cwaną" sprzedawczynią a interesem sklepu.
    PS Przy tym szacunek za cierpliwosc i kompetencje pozostalym.
    PS1 Czy rybaczki nadają sie na jesień? Bez rabatu za to z paseczkiem i wolne od
    rzekomych wad,w tym "upudrzen";)
    Iza R

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie osobiście do szału doprowadzają ciuchy uszkodzone niby przecenione, naderwane rękawy, wyszarpane zamki, dziury po guzikach. Przodują w tym sklepy tak zwane factoury outlet.Oczywiście,że te typy sklepów mają sprzedawać rzeczy ze starych czy koncówki kolecji, wybrakowane, uszkodzone ale nie ciuchów do kosza:). Co można zrobić np, ze swetrem, który zamiast rękawa ma dziurę ? Zrobię antyreklemę. Desigual tak robi.

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety, bardzo duży procent klientów nie szanuje tego, co na półkach leży, stoi, wisi.I to wcale nie ma znaczenia, jaki to towar - każdy klient uważa za swój obowiązek pomacać towar, niezależnie od tego czy ma go zamiar kupić czy też nie. Większość ciuchów kupuję albo on line albo w małych sklepach. Ale zawsze dostaję szału, gdy widzę jak klient/ka maca w spożywczym wszystkie brzoskwinie, pomidory, ogórki , bułki. Po kilku godzinach brzoskwinie są "posiniaczone", podobnie jak pomidory, ogórki miękną a bułki wyglądają jak placki- małe i okrągłe placki.
    Unikam jak ognia polskich wyprzedaży - szkoda na ogół forsy- nigdy ten towar
    nie jest bez wad.Zauważyłam,że na "posezonową wyprzedaż" sklepy pchają wszystko co im magazyn zalega- i te uszkodzone towary jak i te które są po prostu zle skrojone- już spotkałam spodnie z dwiema lewymi nogawkami i takież rajstopy. Byłam teraz w Berlinie - na posezonowej wyprzedaży. Naprawdę fajnie rzeczy sprzedawali, tyle tylko, że jeśli się wezmie przelicznik to dla mnie było za drogo.Ale i tak musiałam nabyć koszulę nocną- bawełna 100%, drobne paseczki różnokolorowe, 7euro, cena przystępna.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kneź (wiadomo że okrutny)17 sierpnia 2013 14:15

    Poszalałem sobie na FB, może nawet za bardzo, ale mam nadzieję, ze będzie o czym podyskutować. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Musze zacząć prać nowe ubrania. Te plamy z pudrów są straszne, nie wiem, sama nakładam makijaż a chyba nie zdarzyło mi się zabrudzić przymierzanego ciucha, ileż one muszą mieć tego nawalone?
    Widzisz, piszesz, ze dopóki niczyje (czyli sklepu) można nie szanować. Znowu wyłazi, ze Rodzice mnie źle wychowali :p zawsze byłam uczona, dopóki nie Twoje, szanuj 10 razy bardziej

    OdpowiedzUsuń
  17. ojj ja też muszę zacząć prać nowe ubrania bo tego dotychczas nie robiłam.

    OdpowiedzUsuń
  18. a ja nie mierze ubran, nie chce mi sie... i troche sie brzydze...
    jesli nie pasuje moge ( w UK) bez problemu oddac
    zawsze piore nowe ubrania !

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja też mieszkam w UK i problemu z oddaniem nie ma jak coś nie pasuje. Ale raczej na wyprzedażach nie kupuję, właśnie dlatego że tylko ten towar z wyprzedaży jest podeptany, najczęsściej też nie można mierzyć w sklepie takiego towaru. No chyba że w lepszych sklepach, ale to już za inną cenę. Nigdy natomiast nie widziałam żeby ktoś mierzył biżuterię.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jako iż zazwyczaj milczę (tylko czytam) tym razem postanowiłam się odezwać. Przez pół roku pracowałam w sklepie odzieżowym dość dużej polskiej sieci. Fakt, klienci ubrań nie szanują, a wręcz czasem sami potrafią coś zniszczyć byleby tylko zapłacić mniej. Jednak u nas uszkodzony towar nigdy nie wracał na wieszak, jeśli coś się dało naprawić robiła to nasza zatrudniona w sklepie krawcowa, jeśli nie, towar wracał do producenta. Zauważyłam również, że klienci mają przekonanie, że pracownik jest od wszystkiego, również od chodzenia za klientem i odwieszaniem rzeczy które on z wieszaka zrzuci. Proszę mi uwierzyć, że pracownik będący w sklepie pracuje często po 12 godzin dziennie na nogach i zazwyczaj każdego ranka ma przydzielane zadanie do wykonania. W związku z tym taka ignorancja klientów sprawia, że czasem taki pracownik, który chodzi za klientem i poprawia porozwalany przez niego towar musi zostawać dodatkowo po godzinach aby dokończyć swoje zadanie. Ludziom wydaje się, że my pracownicy sklepów traktujemy źle klientów, ale niech każdy z nas czasem zastanowi się jak traktuje pracowników i jakie ma do nich podejście. Byłoby zupełnie lepiej i przyjemniej gdyby nie tylko pracownicy (czasem nawet z przymusu) uśmiechali się do klientów ale gdyby to działało również w drugą stronę. W sklepie już nie pracuję, ale wiem, że jeżeli zajdzie taka konieczność to wrócę tam z uśmiechem na ustach, ponieważ praca z klientem (kulturalnym) daje wiele satysfakcji. Ufff... skończyłam, dziękuję za uwagę.
    Apreel

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz