czwartek, 18 kwietnia 2013

co za wstyd!


Po drugiej stronie drogi na posesji należącej do dworu rosną stare drzewa. Dwór wraz z parkiem otoczony jest kilometrami siatki zakończonej kolczastym drutem. Przed domem mam wąski pas ziemi, na którym nic nie chce rosnąć oprócz paproci ale i tak na wiosnę trzeba tam zrobić porządek.

Grabię ja sobie patyki i zeschłe liście, ptaszki ciurlikają, dzięcioł stuka jak opętany, kto miał iść do tyrki i do szkółki to dawno poszedł, kto nie poszedł to pije poranną kawę i zastanawia się, co by tu zepsuć w taki piękny dzień.

Wyprostowałam swój grzbiet strudzony i oparłam się o motykę grabie bo już po trzech minutach bolało mnie wszystko, wzrok chciałam wyostrzyć i popatrzyłam w dal, a tam na drzewie we dworze kotłowanina aż się gałęzie bujają. Liści jeszcze nie ma to widać było wyraźnie, jeszcze całkiem ślepa od tego komputera nie jestem, wiewiórki, dwie wiewiórki biegały jak wściekłe tam i z powrotem, po pniu na dół i do góry, i po kablu od słupa do drzewa i znów na konar a za tym konarem było coś białego. Sroka nie-sroka, ale czy sroki mogą porywać wiewiórki i po co? No chyba nie do zjedzenia ani dla okupu.

Klarka opamiętaj się z tym pisaniem bo do brzegu daleko.

Coś mnie tknęło. Rzuciłam  grabie i nawet nie zdjęłam tych pomarańczowych rękawiczek tylko tak jak stałam prosto przez drogę i na przykopę i do siatki. Głowy do góry nie bardzo mogę podnosić bo mi  od roboty zesztywniał staw potakujący i jak  chcę popatrzyć do góry to się muszę położyć na plecach ale to szczegół. W każdym razie z bliska zobaczyłam taką oto scenkę. O tych dwóch wiewiórkach co tam i z powrotem biegały nie napiszę bo już było, ale na tej gałęzi z boku wisiały jeszcze dwa małe wiewiórczęta. A na konarze siedziała, niestety, nie sroka, nie, tam siedziała franca niemiła podstępna wredna i fałszywa jak Judasz czyli nasz słodki, malutki, puchaty, wypieszczony Kiciulek.

Nie wiem, czy diabeł w niego wstąpił czy mu się we łbie przewróciło z powodu wiosny ale serio serio, siedział na tym drzewie w pozycji „rusz się to cię z miejsca ukatrupię” a te małe na tych cieniutkich gałązkach trzymały się palcami i ani drgnęły.

Ogłuchł, ogłuchł bo by przecież  słyszał jak go proszę grzecznie - zejdź natychmiast i do domu łajzo paskudna no w tej chwili złaź z drzewa Kiciulku mówię do ciebie kotku kotku chodź tu chodź!! Cała wieś słyszała a on nie,  więc to jasne, że ogłuchł.

W tym czasie chodnikiem przechodziły różne osoby i zainteresowane przebiegiem akcji proponowały rozwiązanie.

- A może tak w chuja kamieniem rzucić!

- Po Ryśka trzeba zadzwonić, Rysiek jest strażak to kota ściągnie z drzewa.

- Rysiek jest od pożarów i od podatków a nie od os, szerszeni i cudzych kotów!

- Nie chodzi o kota tylko o wiewiórkę, nie widzisz?

- Nie chodzi o kota? E no to kamieniem w chuja rzucić!

Niech się nikt nie waży niczym rzucać, zaraz wracam – zapowiedziałam i pobiegłam do domu, ściągając po drodze te pomarańczowe robocze rękawice. Złapałam torebkę z kocimi cukierkami i poleciałam do dworu przez bramę. Tam jest monitoring ale nikt z ochrony się nie zjawił, trudno, żeby dziadki z orzeczeniem o niepełnosprytności a takich tylko przyjmują do ochrony miały zdrowie i chodziły po drzewach za mordercami wiewiórek.

No to do brzegu!

Przedostałam się pod drzewo a na drzewie bez zmian czyli nadęty kot, dwie duże wiewiórki tam i z powrotem jak wściekłe i  dwie małe trzymające się pazurami za gałązki. Pokazałam kotu podłemu torebkę z cukierkami i kotek w tej to chwili zbiegł z drzewa. Wzięłam padalca na ręce i poniosłam do bramy. 
Jak go tak niosłam to się robił coraz cięższy i sztywniejszy a oczy mu ciemniały i przypomniało mi się to opowiadanie o tym stworzeniu znalezionym w lesie. Chłop znalazł w lesie jakieś stworzenie i niósł, niósł a to mu rosło na rękach aż zrobiło się wielkie i ugryzło chłopu głowę. No, to niosłam tego kota a on się robił taki ciężki  i wreszcie jak przechodziłam przez bramę to mi się rzucił z zębami do ręki, udarł mnie pazurami w ramię, wyrwał się i pobiegł jak strzała na drzewo z wiewiórkami. Na szczęście już ich tam dawno nie było.

A mogłam nie ściągać tych pomarańczowych rękawiczek.

- No, mówiłem, kamieniem!

56 komentarzy:

  1. Ha, ha, ha... omamiony cukierkami tylko na chwilę, a potem świadomość wróciła w całej pełni... i proszę - masz, Klarko, za swoje ;-)
    Trzeba było Kiciulkowi w drogę /w plany/ włazić?

    na szczęście dzięki Twemu poświęceniu uratowałaś dwa śliczne stworzonka :DDD

    a sprawcę zamieszania przy najbliższej okazji przydałoby się do weterynarza o specjalności: laryngolog ;-) może nie trzeba czekać na termin wizyty tak długo jak w NFZ... :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety natury nie wytrzebisz. Nawet żeby nie wiem jak był grzeczny i zniewolony, kot gdy tylko go natura zawoła (czyli nadarzy się okazja do prawdziwego polowania), głuchnie, ślepnie i milknie, a całe jego jestestwo skupione jest na jednym - dorwać, złapać, dopaść i ... się pobawić!

    OdpowiedzUsuń
  3. nawet mój domowy, miastowy, blokowy i stary jak świat, gdy widzi coś małego, ptaszę na przykład, to mu bielmo z oczu złazi, słuch ma jak prawdziwy kot i w ogóle następuje przemiana. złapał by...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zmien mu imie na Wiewiorek, a jak mu sie nie spodoba to...kamieniem w rekawiczkach...rozowych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie... Takie coś mi się ostatnio z Filemonem przytrafiło, ino on nie na wiewiórki, a na gołębie polował... Przez szybę. Ale straty w ludziach takie same! Ah, te Koty <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahahaha a ludzie sie mnie dziwia, ze sie boje kotow:))) A ja tylko wiem co robie;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ejjjjjjjjjjj cukierki powiadasz?!

    OdpowiedzUsuń
  8. Prosze, prosze, maly, wypieszczony Kiciulek odkrywa w sobie mordercze instynkty! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. hehehe, no natura kota; chociaż mój ostatni kot bez powodu dolatywał do nóg i wbijał sie pazurami i zębami, szczegolnie upodobał sobie moją córkę, szwagierkę i jej dzieci, a przecież nigdy mu nic nie zrobiły. od drzwi krzyczały "ciocia weź kotaa!!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas tak robił zaprzyjaźniony "działkowy". Chował się np w kwiatach i jak ktoś szedł to wyskakiwał znienacka i pac uzbrojoną łapą nad kostką. Albo przyłaziło bydlę, ocierało się o nogi, nadstawiało do głaskania i po 5 minutach nagle :hhhhhhhhhhhhyyyyyy, i próbowało uźreć. Dlatego zresztą nosił wdzięczne imię: "hykający". Moja przyjaciółka mówiła na niego "ten wasz kot morderca".

      Usuń
  10. Wiesz co?Ciebie to trzeba ludziom na depresję zapisywać! Uśmiałam się jak norka(kto widział śmiejącą norkę?:))
    Kiciulek cwaniak!
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak !!! Siedzę sobie w pracy za biurkiem i po kryjomu do Klarki zaglądam, czytam, czytam, i w trakcie myślę, że koniecznie trzeba TEN tekst w domu polecić do poczytania... i nagle jak nie wybuchnę śmiechem :)))
      Od razu zniknęły chmury i nawet deszczyk za oknem przestałam dostrzegać ;)

      Pozdrawiam wszystkich "bezchmurnych" - eM.

      Usuń
  11. Ano się wkurzyłem. Może nie potrzebnie. Ale się rozeszło po kościach:)
    Ale do Rosjan nic nie mam. Bardzo lubię rosyjską literaturę.

    Tam na wsi gdzie jadę sporo jest kotów. Niestety giną one często pod kołami aut. Bo blisko jest droga z Ciechanowa do Pułtuska.
    Ja kota nigdy w domu nie miałem. Miałem szpaka, chomika, szczurki, psy :)
    Ale widzę, ze koty się stają modne. Kota nie można wytresować a psy tak.
    Pozdrawiam Klarkę co ma fajny styl pisania :)
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń
  12. No to miałaś przygodę :)
    I wyszło, że Twój Kiciulek to nie taki "dzidziuś" tylko Kot Bojowy, trzeba się go bać !

    ozdrawiam serdcznie, Małgosia

    OdpowiedzUsuń
  13. Nożesz, zżarło mi "p", a chciałam napisać
    Pozdrawiam serdecznie Klarko :)

    OdpowiedzUsuń
  14. :)) Ja nawet 3 minuty bym chyba nie dała rady grabic :( Przekonam się wkrótce.
    Dobrze, że choć na chwilę morderca dał się odciągnąć od swoich potencjalnych ofiar.

    OdpowiedzUsuń
  15. Klarkę jak zawsze,chce się,czytać i czytać a ta znów do brzegu dobiła:)))
    Koty mam,kocham ledwo średnio,ptaki pożerają,a to całą rodzine pokrzewek w agreście,a to jaskółki w oborze.
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  16. Kneź Strasznie Okrutny :)18 kwietnia 2013 21:24

    Mówiłęm, że mokra ściera!!! I psem go poszczuć, psem! A nosić za ogon. ;) :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny tekst i wspaniale sobie poradziłaś, no niechby który spróbował w kiciulka kamieniem rzucić miałby się z pyszna. :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja kiedyś ściągałam kota z drzewa to był akcja

    OdpowiedzUsuń
  19. Hihihihhihi dobreee... :-)
    Nie widziałam jeszcze takich malutkich wiewiórek...
    Znaczy się wspólczuję podrapania,
    ale pozostała reszta bardo ciekawa...

    OdpowiedzUsuń
  20. No cóż, kot to kot, naturę łowcy wszak ma, zupełnie niezależnie od tego czy wypieszczony czy też nie:)))
    A na dodatek podpadłaś kotu i Cię ukarał, paskuda jeden a nie Kiciulek!
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. A tak piękną zabawę mu zepsułaś to cię ukarał he he. pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Natura widać głośniej wolała niż Ty.
    Aż się boje czy kiedyś Luna swojego pana nie pogryzie, jak się np do pani zacznie dobierać czy coś...

    OdpowiedzUsuń
  23. Znaczy się kot normalny a nie niedorozwinięty jak te różne miastowe ;)
    Chociaż wiewiórek to żal ...

    OdpowiedzUsuń
  24. no rozbawiłaś mnie tym draniem :)))
    Jesteś Wielka, ze uratowałaś te wiewiórki :))) biedactwa małe... Moja Juniorka ratowała kiedyś myszkę przed draniem..., trochę był zdziwiony, ale w koncu zapomniał.
    Ciekawe, jak długo Twój kot miał Ci za złe :))

    OdpowiedzUsuń
  25. Podczytuję i chętnie zaglądam do Ciebie ;)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. W obronie kobiecej woli....wstyd?
    Jak brzmią przysięgi? Bronic słabszych, ich godności ....
    Teraz "Jak tam jest" w duecie Andrzej Piaseczny i Seweryn Krajewski.
    "Cara Mia"
    Własny dom rozebrać by....cudzy
    sie nie budował? To tylko u Samych Swoich.;)
    Na nic opóźnianie.

    Iza R

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo wiem jk reagować na
      Kici-ule.....bawiace się psychiką w oparciu o drobne....
      Traktować poważnie takie?
      Co przychodzi Kitty z wymiotów staruszki wprowadzonej z równowagi pustą wałówą bo Kotka chciała pokazać.....jaką Dosko. jaką jest w branży.

      Usuń
    2. Jak zwykle bardzo rzeczowo, w temacie, zrozumiale skomentowane. Zaden wstyd. Na skroty blizej.(to do łzy R)

      Usuń
    3. Od początku jak tu wchodzę, wstydziłam się przyznać że nic prawie z tych wpisów Izy nie rozumiem, ale któż do miernoty umysłu przyznać się nie boi? Ale niektóre mimo że niezrozumiałe są także jakoś niepokojące. Znaczy się, ja się od nich niepokoje. To tyle. Pozdrawiam, Klarko, czytam codziennie, choć nie zawsze komentuję.
      Ewa z Antygony

      Usuń
  27. Znam ten widok czające się na ptaki kota. Obcy kot na moim drzewie dybie na ptaki które lubię.
    To co ? Kamieniem?

    OdpowiedzUsuń
  28. Żal małych wiewiórek. Ze zwierząt leśnych to chyba je najbardziej lubię :) Fajnie, że uratowałaś przed Kiciulkowymi pazurami :)

    OdpowiedzUsuń
  29. brawo Klarka!!!!!!
    a Kiciul nie tak znów dupa wołowa))
    ja też im z pyska ryjówki wyciągam ale po ptaszkach to tylko piórka znajduję((((

    teatralna

    ps
    jakiś anonim tu bełkocze, biedactwo
    rozum postradało do końca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (do peesu)
      ...chadzajac na skroty...myslowe...

      Usuń
  30. dlatego też psy wolę, po drzewach się nie szlajają przynajmniej :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Uwielbiam dobre teksty Klarko, wczoraj przeczytałam nawet napisałam koment i dziś przeczytałam całą opowieść i w głowie obejrzałam z uśmiechem. :))
    Nasza kociczka po drzewie nie chodziła, nawet gdy jako "kot wodny" na łajbie z nami pływała, przy drzewie na puszorku ją trzymałam, wlazła kawałek, oczy się zaświeciły, ej poleciałabym pomyślała tęsknie w tę puszczę w ten las, ale ja oczyma duszy widziałam już, jak ją po drzewach ścigam a ona w nocy samotnie gdzieś płacze i trzymałam na lince. :))
    Po przeczytaniu Twojej notki zatęskniłam za zwierzaczkiem domowym, może być już kocie, tyle że znów trzeba stanąć przed bólem rozstania, bo nasi milusińscy za długo nie żyją. A całkiem niedawno odszedł nasz kochany wilczur, więc jeszcze boli.
    Pozdrawiam ciepło chyba przed porządną ulewą u nas w środku Polski. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. nawet w udomowionych instynkt drapieżcy wygrywa;-) dobrze, że nie masz mainkuna;-);-);-)

    OdpowiedzUsuń
  33. No, ale jak można kota chu... nazwać :D I to tak od razu bez poznania charakteru? Ja bym go kamieniem potraktowała! Nie kota rzecz jasna. Ale rzeczywiście też takie akcje przeprowadzałam, rzucam patykami jak co, bo tym wiele krzywdy mam nadzieję nie zrobię...

    OdpowiedzUsuń
  34. aj, musiało boleć... ja ostatnio mysz ratowałam, z sukcesami:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Istny horror i nic wiecej.Dobrze że wiewiórki sprytne były.
    Jagoda

    OdpowiedzUsuń
  36. Dobrze, że Ci ręka została ...
    Oj mój kot też zamienia się w mordercę, kiedy małe ptaszki widzi, ale do wiewiórek chyba jeszcze nie startował.

    OdpowiedzUsuń
  37. hihi... ale miałaś poranek pełen wrażeń.:)

    OdpowiedzUsuń
  38. Proponuję flintę... No na serio. Gdy sąsiadów kot polował na kurczaki, to drugi sąsiad proponował polowanie na kota, strzelbę by użyczył, albo sam, o najlepiej sam, a oczka mu się świeciły. Sąsiadowi, nie kotu ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Ale się uśmialam, ale tobie to chyba tak do śmiechu nie było. Przypomniała mi się moja przygoda z kotkiem, jak byłam w Austrii i opiekowałam się starszą panią, która miala kotka.kotkowi nie wolno było wychodzić z domu. Jak szłam na spacer z panią,to kotka niosłam na rękach.Pewnego dnia, kiedy robiłam pranie- chciałam je wynieść z suszarką na podwórko. Tylko uchyliłam drzwi- a kotek- myk!I masz ci babo placek...Jak tu złapać kotka, żeby pani nawet sie nie domysliła, że ja go puściłam...A stersza pani wszystko lubi widzeć.Jakimś cudem przyczaiłam sie na niego z kiełbasą (swoją,przywiezioną z Polski, bo kotek miał inne pożywienie)pod ławką i kici, kici,kici, kicikot do mnie- jak wyciągnę ręke- to kota już nie ma i tak bawiliśmy się w chowanego, aż wreszcie udało mi się go złapać.Od tej pory nie spuszczałam go z oczu,a po tygodniu się ze mną zaprzyjaźnił, dzięki tej polskiej kiełbasie.Ja schudłam 2kg w ciągu dwóch tygodni, ale mam nadzieję, że nie z braku tej kiełbasy!
    (jeden uśmiech, jedna łza)

    OdpowiedzUsuń
  40. Uśmiałam sie nie z tego, że ludzie chca kamieniami w koty rzucać tylko z tego, że tak to uroczo opisałaś, jak chciałaś uratować swojego kotka

    (jeden uśmiech, jedna łza)

    OdpowiedzUsuń
  41. Cudnie opisane Klarko :)- cała wieś słyszała a ogłuchnięty nagle kotek nie - no dawno się tak nie śmiałam. I straszno i śmieszno kiedy z łagodnego kiciulka wyłazi straszny potwór, ale to natura drapieżcy, dobrze że tym razem wiewióreczki uszły z życiem
    Beata nowohucianka

    OdpowiedzUsuń
  42. Klarko kochana..
    Jak kot poluje i mu się przerwie to najgrzeczniejszy zamienia się w bestię.
    To instynkt..
    Pozdrawiam cieplutko :)
    Barbarka

    OdpowiedzUsuń
  43. Mój już myszek do domu nie przynosi, ale zostawia ostentacyjnie na tarasie, ale i tak już nie ma co zbierać.
    W tych polowaniach nie mam szans mu przeszkodzić.
    A że potem żyga, bo mu myszki nie służą - to kara :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Jak ja uwielbiam to Twoje "do brzegu":-))))))))))))!

    OdpowiedzUsuń
  45. trza mu było kocimiętki zadać,w amoku by się pozwolil do domu zabrać.

    OdpowiedzUsuń
  46. Kot moich rodziców,niby gruby,powolny,strachliwy...
    A na ogrodzie jak dorwał wróbelka,to w troje ratowaliśmy wróbla z kociej paszczy. Do tej pory śmieją się ze mnie w domu,że trzęsłam kotem krzycząc "oddaj ptaszka!" ;)

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  47. Jakbyś kiedyś chciała zrobić porządek z Kiciulkiem to przywieź delikwenta do mojego Morgana :P

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz