poniedziałek, 25 marca 2013

to tylko tradycja


Wiesz, oni powiedzą, że nie przyjdziemy z zazdrości – powiedziała ze smutkiem Krysia.
Nic tak nie wkurza Ryśka jak rozważania  „co ludzie powiedzą”, ale tym razem sprawa była dość poważna.

Chodziło o chrzciny rocznego synka kuzyna Kryśki. Rysiek się uparł, że nie pójdzie, bo był u nich raz i drugi raz tego nie zniesie, chyba, że się spije na umór i polegnie. Ale od początku.

Kuzyn Kryśki mieszka wraz z rodzicami w dużym domu i tam odbywają się wszystkie rodzinne „spędy”. Dzieci się pożeniły, mają już swoje pociechy i kiedy są imieniny cioci czy wujka, do stołu siada nieraz ze dwadzieścia osób. Dawniej te spotkania były wesołe, można się było pośmiać i powygłupiać. Tylko ciotka Lucyna cały czas opowiadała o tym swoim synku Waldusiu najmądrzejszym na świecie, reszta towarzystwa bawiła się znakomicie.

A teraz, odkąd na świecie pojawiły się Kasia, Marcelka, Dominik i Szymonek,  wszystko się zmieniło.

Kasia już chodzi do przedszkola. Słuchajcie, jak nasza córcia śpiewa – zarządza mama dziewczynki, stawiając ją na krześle. Kasia usiłuje się wyswobodzić.
- Kasiunia, zaśpiewaj piosenkę.
Dziewczynka wyraźnie się wstydzi, matka namawia ją dłuższą chwilę, wreszcie mała coś szybko i niewyraźnie powtarza. Wszyscy biją brawo, mama każe dziecku śpiewać dalej a  Rysiek przypomina sobie, jakie przechodził męki, gdy mu matka kazała  przy ludziach deklamować wierszyki.

Dajże dziecku spokój – mówi – sama coś zaśpiewaj – proponuje.   Wszyscy patrzą na niego. Ty Rysiu skąd wiesz, jak wychowywać dzieci? – pyta żona kuzyna.

Tata Marcelinki właśnie musiał wyjść, bo była piąta a Marcelinka o piątej zawsze je parówkę. Na stole  było mnóstwo jedzenia ale nikt nie pomyślał o parówkach. Może zje kromkę z masłem albo z szynką, albo jajko – dopytywała się ciocia. Nie, musi być parówka bo tak jest przyzwyczajona – wyjaśniła mama dziecka, które przytakuje – tak, musi być parówka!

Rodzice Dominika i Szymona opowiadali cały czas o przejściach związanych z przygotowaniami starszego syna do pierwszej komunii. Jakie ksiądz wynajduje przeszkody, ile trzeba chodzić na zebrania, ile się nieszczęsne dziecko musiało nauczyć modlitw.
Jak się do tej pory nie nauczyło nawet „Aniele Boży” to teraz musi hurtowo – pomyślał Rysiek ale nic nie powiedział, bo on się na wychowaniu dzieci nie zna.

No i sprawa chrzcin. Bo dziecko trzeba ochrzcić. Co prawda rodzice do kościoła nie chodzą ale przecież chrzciny to taka tradycja i społeczny zwyczaj. Potem  samo zdecyduje, czy zechce chodzić do kościoła.

Rysiek się nic nie odezwał i siedział coraz bardziej ponury, postanawiając jednocześnie, że na żadne chrzciny nie pójdzie. Po pierwsze – on rzeczywiście nic nie wie o wychowaniu dzieci i nie interesują go rozmowy o pampersach, nie lubi również, gdy  mu kilkuletni terrorysta wbija widelec w rękę i wrzeszczy do ucha -  „ cicho wujek ja teraz mówię” a wszystkich to bawi. 
Po drugie – on rzeczywiście nie wie nic o wychowywaniu dzieci ale ma na tyle rozumu, żeby wiedzieć, że ochrzczone niemowlę automatycznie nie stanie się dojrzałym chrześcijaninem  gdy jego rodzice pożegnali się z kościołem gdzieś w liceum przy okazji bierzmowania. 

Nie mam zdrowia do tych młodych, nigdzie nie idę – Rysiek tym razem był stanowczy.
Powiedzą, że nie przyjdziemy z zazdrości bo nie mamy swoich dzieci – stwierdziła ze smutkiem Krysia. 

34 komentarze:

  1. Fajny ten Rysiek! Podobno "wszystkie Ryśki to fajne chłopaki", ale ten ma jeszcze przy okazji olej w głowie. :-) ulach

    OdpowiedzUsuń
  2. I dlatego ja też nie bywam na rodzinnych spędach...i nigdy nie bywałam...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie tylko na rodzinnych spędach nie bywam, ale na takich babskich też. te wszystkie gadki, dyskusje, narzekania, chwalenie się są nie do wytrzymania.Zupełnie Ryśka rozumiem:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostaję z Ryśkiem w domu.Basia.

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja mam normalną rodzinke i spędy lubię- nie ma teroru dzieci, mam zdrowy układ z rodzicami,rodzeństwem moim i męża, i ich potomstwem, ciotkami, wujkami itd, nikt nikomu nie przygaduje, nikogo nie bawi złosliwość dzieci...jak są niegrzeczne to sie je przywołuje do porzadku... czy to jakiś ewenement???

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje dzieci były ochrzczone bo tak trzeba, poszły do komunii bo tak trzeba, ale na bierzmowanie się nie załapały bo wyjechaliśmy z kraju. Jeżeli wezmą ślub w przyszłości to tylko jaki chcą a nie jaki trzeba. Ach, żebym to ja dwadzieścia lat temu miała taki rozum jak dzisiaj...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie bylo dokladnie tak samo,po kolei.A slub starsze bralo koscielny z okazji pobytu w Wilnie w Ostrej Bramie( w rok po cywilnym tu w AU) a mlodsze tylko cywilny.Ich zycie, ich decyzja.

      Usuń
  7. Ja tam lubie takie zjazdy rodzinne. Nawet jak sie czlowiek naslucha bzdur, to potem przynajmniej jest kogo obgadywac... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozumiem Ryśka. Pewno część pamięta, jak to dawniej dzieciom robiono osobny stół na imprezach i nie było mowy o przeszkadzaniu dorosłym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będąc dzieckiem wolałam siedzieć przy tym stoliku "dzieciowym" i pamiętając o tym w dorosłym życiu, zawsze szykowałam dzieciom osobny stolik w drugim pokoju

      Usuń
  9. i bardzo słusznie! ja bym też nie poszła!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam fajna rodzinę, można się zesmiac ze śmiechu, więc lubię rodzinne spedy. Ale Rysiek ma rację, albo dzieci są sprawą prywatną rodziców i wtedy oni maja pilnować aby nie zakłócały innym spokoju, albo nie są i wtedy każdy ma prawo powiedzieć co myśli o ich wychowaniu. I to niezależnie czy ma dzieci czy nie. Manie dzieci nie dodaje rozumu. A szkoda, mam troje...
    Ewa z Antygony

    OdpowiedzUsuń
  11. ja też nie lubię spędów rodzinnych, tym bardziej, że z większością "rodziny" najlepiej wychodzi się na zdjęciach niestety ...

    OdpowiedzUsuń
  12. Odkąd moja kuzynka ma dziecko świat stanął na głowie. Przynajmniej w czasie rodzinnych imprez. Wojtek to całkiem fajny maluch, ale straciłam przy nim cierpliwość, gdy podczas obiadu wlazł pod stół i zaczął kopać co popadnie (czyli kolana i łydy...) i ściągać sztućce ze stołu. Jego mamusia sprawiała wrażenie, jakby tego nie widziała.
    A z drugiej strony... Podczas ich ostatniej wizyty u nas rozmowa toczyła się tylko i wyłącznie wokół pampersów, nocniczków, słodkich ubranek i tego, czy pierwsza pani w przedszkolu jest tak miła, jak pani ze żłobka.
    OSzlaeć można! Rozumiem Ryśka całkowicie.
    Puenta

    OdpowiedzUsuń
  13. Mądry tekst. Aż miło czytać. Bużka!

    OdpowiedzUsuń
  14. sama mam dwoje dzieci jednak krew mi się burzy, kiedy dzieci dominują wszystkie możliwe tematy...

    OdpowiedzUsuń
  15. To sakrament. Przysięga- gdybyś ....to Dziecko ma na Nas.Miało?
    Nie zna się? To kto tu warował? I jak ktokolwiek wytrzymał z Matką to aureola się należy z urzędu;)
    Nie z powodu "wagi". Trzeba naprawdę zaufania by podjąć się zapewnienia dziecku domu w razie....Tak jak złożenie przysięgi małżeńskiej. Wiesz ile to znaczy,dla zazdrosników np.
    Jest wierząca to na pewno zna wagę życia i odpowiedzialności za nie?
    U mnie-oboje tacy jesteśmy. I nie mam głowy do dywagacji co tym razem " ludź" baje...BajM.
    PS Właśnie tak-mieć "Ich" przy sobie.
    Iza R

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też nie cierpię spędów rodzinnych, z zasady nie bywam. Do szału doprowadza mnie pytanie: A co ludzie powiedzą?
    Jeszcze bardziej drażnią mnie niegrzeczne,rozwrzeszczane dzieci i ich na wszystko pozwalajacy rodzice. Nie mam oporów,żeby głośno zwrócić uwagę.
    Popieram Rysia
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  17. I popieram Ryśka!
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  18. Nic to. Już Młynarski śpiewał
    Nie ma nic milszego, niech, kto chce mi wierzy,
    Niż rodzinny obiad w sielskiej atmosferze,
    Obrus świeży leży, starsi znad talerzy do młodzieży
    Szczerze szczerzą się.
    Nic się nie zmieniło, tylko młodzież bardziej wyluzowana. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Popieram Ryśka! I przekaż ucałowania Krysi, tak mi się jakoś smutno zrobiło po przeczytaniu ostatniego zdania. Mama trzech łobuzów. http://www.ipla.tv/Ireneusz-krosny-z-wizyta-u-szefa/vod-5456179#page_container

    OdpowiedzUsuń
  20. Wzięłam ślub w kościele, ochrzciłam dzieci, posłałam do komunii i bierzmowania, bo jestem wierząca i moje dzieci też. Przystępowanie do sakramentów przez osoby niewierzące, czy wręcz antykościelne, uważam za profanację. Dla mnie to świętość i nie wydaje mi się stosowne sprowadzanie ich do pustego teatrzyku, "bo tak wypada", bo "to lepiej wygląda".
    mira

    OdpowiedzUsuń
  21. Ano pewnie i tak powiedzą. No i niech sobie gadają. Pogadają i przestaną i nowy temat do obgadania znajdą.

    A propos tekstów typu " a co Ty wiesz o wychowywaniu dzieci?" to słyszałam podobne nie jeden raz na moje uprzejme uwagi. Kiedyś wtrąciłam swoje trzy grosze kiedy koleżanka wmuszała jedzenie w swoje dziecko. Rzekłam,że jak nie chce to niech nie je i jak zgłodnieje to o żarełko poprosi. I usłyszałam "a co Ty tam wiesz".By uniknąć wściku robię jak Rysio. Nie wtrącam się.Chociaż język świerzbi by coś rzecz na niektóre bezstresowe metody wychowania co z dzieci robią małych terrorystów.

    OdpowiedzUsuń
  22. Tylko czytam, a irytuje mnie to jakbym conajmniej tam była! Ludzie bywają straszni, a dzieci nie trawię z zasady, bo dzisiaj to nie są dzieci, tylko banda rozwrzeszczanych bachorów. Taka prawda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia wychowania, jakie dziecko ma wzorce takie późniejsze jego życie. Jeżeli w zachowaniu matki i ojca względem dziecka nie ma kosekwencji oraz wspólnego działania, to efektem jest rozwrzeszcany bachor.

      Usuń
  23. Takie mamy dzieci, jakich dorosłych. W końcu one nie same wyrastają na takich terrorystów o podwójnej moralności, tylko gdzieś się tego nauczyły.
    Szkoda, że Rysia nikt nie słucha, może by się czegoś nauczyli, zamiast bezkrytycznie wierzyć, że są rodzicami idealnymi.
    A potem wielki płacz, że dzieci już w podstawówce nie szanują dorosłych, w tym nauczycieli.
    A zaczyna się już od takich rodzinnych wspólnych stołów i wbijania widelca w rękę wujka!

    OdpowiedzUsuń
  24. Mężczyznom jakoś łatwiej się odcinać od innych ludzi, nie dbać o opinię. Chyba, że tę opinię mają wydać ci bliscy ważni dla nich ;)
    Wtedy nagle się okazuje, że mężczyzna uważający się za ateistę, domaga się ochrzczenia dziecka, bo np. mamusia naciska ;)
    Ale jeśli nie dotyczy to ich bezpośrenio? Nie ma problemu! ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. wcale sie Ryskowi nie dziwię, ja tez bym nie poszła....

    OdpowiedzUsuń
  26. popieram Ryśka. Właśnie taki rodzinny spęd przede mną- w pierwszy dzień świąt u teściów, a że mieszkają jakby z nami (my góra oni dół) to nie ma wejścia, trzeba zejść na ten obiad i kawę. Najgorsze jest, że gdy my siedzimy na dole to siostrzeńce i bratanki "rządzą" na górze, czasem tak głośno że prawie sufit na głowę leci, ale ich rodziców nie rusza. W końcu ja muszę wkroczyć i krzyknąć, a po chwili jest to samo.A to co po sobie zostawiają, poprostu usiąść i płakać.

    OdpowiedzUsuń
  27. weselnapiekarka26 marca 2013 19:45

    Ja lubię od wielkiego święta takie zjazdy,dzieci świadczą o rodzicach.Rysiek będzie miał :satysfakcję: gdy za kilka lat usłyszy narzekania właśnie tych rodziców na swoje dzieci.Sądzę,że niepraktykującym ,niewierzącym.ksiądz nie powinien udzielać chrztu czy komunii ich dzieciom .Tylko że on też się boi co o nim powiedzą ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  28. No cóż, nie ma co ukrywać: Rysiek się na dzieciach nie zna! Absolutnie, bo i skąd ma się znać?!?!? Ale Rysiek to mądry człowiek i zna się na ludziach. A ponieważ dzieci to też ludzie więc zna się, zna... Rychu ma w sobie taką specyficzną znajomość życia, uniwersalnych prawd, wie co może zaboleć, a co należy olać i się nie przejmować. Prawda??? Rychu to facet z jajami, pełen miłości i uwielbienia dla ukochanej Krysi. Rychu to facet, który potrafi postawić na swoim. Bardzo Go lubię i cenię. Nie raz rozprawialiśmy o życiu... Wiesz o tym Klarko, prawda? Ja lubię rodzinne spędy, bo moja rodzina jest zupełnie inna, bardzo się wszyscy kochamy, kochamy swoje dzieci, ale nie robimy z nich małp, nie każemy występować, deklamować... Może dlatego same bardzo chętnie pokazują co potrafią? Śpiewają kolędy, śpiewają piosenki o wiośnie, deklamują "Lokomotywę" i "Pana Hilarego", wreszcie pokazują talenty taneczne wykonując dynamiczną poleczkę czy coś z hiphopa... Nie ma wśród nas rywalizacji, zawiści, zazdrości, poczucia krzywdy czy niespełnienia. Uwielbiamy się spotykać w Święta! I nie tylko, także na chrzciny, urodziny, komunie itd itp etc... Co ciekawe nie zazdrościmy sobie wzajemnych sukcesów, a bardzo się z nich cieszymy. Dziwne, prawda?? Już się nie mogę doczekać najbliższych Świąt Wielkanocnych, pojedziemy na wieś, nacieszyć oczy wiosną, nacieszyć oczy Rodziców naszą obecnością, wkurzyć Tatę dyskusjami o polityce (kiedy wreszcie oddadzą ten wrak samolotu???), pochwalić jak zwykle świetne pieczyste i tort Mamy, wypić morze bimbru i wody z sokiem malinowym (to dzieci), pogadać o życiu i fejsbuku, obejrzeć zdjęcia z Maroka i z ostatniej bibki u nas, na koniec powiedzieć sobie - fajnie Was było znowu widzieć, dziękujemy i kochamy Was!
    Ja uwielbiam spędy rodzinne!!! Rychu nie!
    Rysiek, a może weź Krysię i wpadnij do nas, do Mysłowa? Nie będziesz się nudził, słowo!!!
    Bogusław

    OdpowiedzUsuń
  29. Rysiek, to mądry facet, a zmuszanie do recytowania i śpiewania pamiętam do dziś - masakra

    OdpowiedzUsuń
  30. jak ja kocham Rysia normalnie!! mamy takie same poglady na temat dzieci ;)na szczescie w rodzinie dzieci juz nie ma sa najwyzej nastolatki wiec nie ma "a powiedz cioci wierszyk". a kolazanek z dziecmi staram sie nie spotykac bo dzieci o zgrozo nie lubie (jak to jest mozliwe kobieta, polka i nie lubi dzieci-mutant popromienny chyba ;) )

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz