poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Zofia

Od czasu do czasu muszę przypomnieć czytelnikom, że w rodzinnej miejscowości nie mieszkam od ponad trzydziestu lat i tamten świat jest światem widzianym oczyma dziecka, nie osądzam nikogo ani do nikogo nie mam żalu, tak pamiętam czas dzieciństwa, miejsce i postaci z nim związane. Byłam dzieckiem i wiele zdarzeń interpretowałam po swojemu bo w mojej rodzinie o wielu rzeczach przy dzieciach się nie mówiło.

Nie daje mi spokoju postać pewnej kobiety i może, gdy napiszę o niej, lepiej mi się wszystko poukłada.

Zofia zawsze wyglądała jak stara kobieta. Miała ciemną twarz, włosy zakrywała chustką zawiązywaną pod brodą. Ręce albo chowała w fartuchu albo, kiedy siedziała, spoczywały nieruchomo na podołku.
Uśmiechała się nieśmiało, nie mówiła zbyt głośno i nie siedziała nigdzie za długo bo zawsze miała robotę.
Była wdową, matką kilkorga dzieci, najmłodszy z jej synów był moim rówieśnikiem. Nie pamiętam pożaru, ale gdy spłonął ich dom, ludzie opowiadali, że nie można było ugasić bo do nich straż pożarna nie dojedzie a po drugie tam nie było w okolicy żadnej wody. Najbliższe źródełko znajdowało się u podnóża góry, kilkaset metrów od pożaru.
Teraz rozumiem, co to dla Zofii znaczyło. Każde wiadro wyniesione pod górę na ramionach, i zimą, i latem. 
Pogorzelcom pewnie ktoś pomagał, choć ta pomoc nie była zbyt wielka, ale pamiętać należy, że tam prawie wszyscy byli biedni. Powstał nowy, drewniany domek, izba, kuchnia i sień. Nic więcej. W kuchni było klepisko, cały domek ogrzewany był wyłącznie drewnem przynoszonym przez Zofię z lasu na plecach. Każdy mógł zbierać w lesie suche gałęzie,  jedna wiązka wystarczała na cały dzień a lasu wokół nie brakowało.
Nosiła na plecach bo nie miała konia ani pieniędzy na furmana. To nic takiego, nawet ja pamiętam noszenie drewna z lasu bo koń był na zarobku a palić pod blachą trzeba.
Zofia pracowała w polu od świtu do zmroku. U wszystkich sąsiadów dalszych i bliższych. Biedniejsi płacili Zofii uczciwie, dodając coś dla dzieci. U bogatszych pracowała  za psi grosz. Za czapkę gruszek. Co to znaczyło? Kiedy były żniwa, Zofia pracowała na polu zamożniejszych gospodarzy a za swoją pracę mogła sobie wygrabić pole i te resztki zabrać.  Grabiła więc i zabierała je w płachtę,  dziękując gospodarzowi, który w ten sposób miał wysprzątane, gotowe do podorywki pole.
Kiedy było kopanie ziemniaków, pierwsza stawała z motyką i ostatnia schodziła z pola. Często do pomocy zabierała starsze dzieci. Mogła sobie po bronowaniu wyzbierać ziemniaki po bronach. Zawsze była przy młocce, przy młocce płacili pieniędzmi. Nie wszyscy. Brała, co jej dawali – jakąś niepotrzebną już odzież, słoik zupy dla dzieci, parę jajek.
Kiedy mając piętnaście lat wpadłam pod autobus i leżałam w domu z nogą w gipsie, Zofia przyszła mnie odwiedzić. Pytała z troską czy mnie boli i zapewniała, że pomodli się do Matuchny o moje zdrowie.

Nie wiem, czy była analfabetką, nie wiem, czemu nikt nie pomógł załatwić Zofii renty czy zasiłku dla dzieci, nie wiem, czemu zawsze się tak do wszystkich łagodnie uśmiechała.

23 komentarze:

  1. Och, łzy mi stanęły w oczach.Takich Zofii było więcej, a nawet jeśli nie były tak biedne jak ona, ale musiały iść na ten odrobek to gospodarz nie miał litości. Moja mama całą wiosnę, lato do późnej jesieni chodziła na odrobek, w styczniu urodziłam się ja. Wiem jak to było z tą pracą "na odrobek", wczoraj nawet napisałam o tym notkę i zaraz ją wstawię.Pozdrawiam Klarko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciężka praca i bieda uczą szacunku. Szacunku dla ludzi. Spójrz na zachowanie ludzi, którzy pracą się nie zhańbili. Nie wiedzą jak to jest. Nie wiedzą i nie szanują ludzi.
    Dziś pod Biedronką, gdzie robię codzienne zakupy siedział człowiek. Siedział i grzecznie prosił każdego przechodzącego, żeby kupił mu bułkę, bo jest głodny. Był czysty i trzeźwy. Prosił o jedzenie, nie o 20 groszy, bo mu brakuje do piwa. Ludzie mijali go jakby był powietrzem. Kupiłam mu bułkę, zresztą nie tylko.
    Poraża mnie ta znieczulica. Jak tak można żyć? Jak można potem spojrzeć w lustro?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie robie tak samo, czy trzezw i czysty czy brudny i pijany, dam grosz i kupie bulke. A jesli pijany ten grosz przepije- pewnie wlasnie tego mu trzeba by usmierzyc bol.
      Widze, ze i moj syn robi to samo, zawsze rano przy ferry czeka na niego (chyba) gostek, ktoremy wrzuca syn jakis grosz. Podaja sobie rece.

      Usuń
  3. Jej pokora jest jej czystością i radością życia... Mimo wszystko aż żal kobiety a ludzie są okropni zawsze wykorzystują słabszych....a może to ona jest silniejsza od wszystkich ma w sobie ta Dobroć

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedna kobieta, a może nie ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak bez skrupułów potrafi człowiek człowieka wykorzystywać nie bacząc na krzywdę i nędzę tego drugiego. Świat i ludzie dalej tacy są,potrafią nie zapłacić za uczciwą pracę.Pamiętam jak moja mama szyła za kawałek słoniny całą noc suknię do ślubu zaraz po wojnie. Straszną biedę wtedy klepaliśmy. Nigdy tego nie zapomnę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie biednym byc to nie hanba, biednego wykorzystac, to jest hanba.
    Ale Pan Bog ma w swej opiece wdowy, wiem, co mowie!
    Pozdrowka!

    OdpowiedzUsuń
  7. Uciskanie ubogich, wdów i sierot należy do kategorii "grzechów wołających o pomstę do nieba".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cwaniaki się tym nie przejmują.Prędzej powiedzą,że jak ktoś ma dobre serce musi mieć twardą d...;/
      A jak się daje wykorzystywać to jego wina..

      Usuń
  8. Wierze, ze Pan Bog wynagrodzi Zofii jej dobroc i lagodnosc..

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak sobie mieszam w pamięci i muszę powiedzieć że ludzie z naszego pokolenia spotkali w swoim życiu taka Zofię.
    Fenomen, nad którym zastanawialiśmy się kiedyś, albo dzisiaj. Nie ma nic a jeszcze się uśmiecha.
    A może lepiej cieszyć się samym życiem gdy niewiele się ma?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. "A może lepiej cieszyć się samym życiem gdy niewiele się ma?"
    Zastanowiło mnie to zdanie i zaraz przypomniałam sobie cudny film o św. Franciszku pt:"Pieśń słoneczna".
    Może żeby w pełni cieszyć się życiem, nie trzeba mieć wiele?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej miejscowości, w czasach mojego dzieciństwa żyła sobie podobnie do Zofii para starszych już ludzi, których nazywali Franciszkami. Nie wiem jak mieli w domu, ale pamietam, że podobnie zarabiali na życie i nosili gałęzie z lasu. Byli drobnej budowy ciała, a wiazka chrystu była zawsze imponujacych rozmiarów i długie gałęzie wlokły się po ziemi. To był intrygujący widok, który utrwalił się gdzieś w świadomości. W wieku 15 lat wyjechałem "do szkół" i nie wiem jak dobiegło życie Franciszków. Pomyślałem, że ma rację moja przedmówczyni Ela w tym co zawarła w pierwszym zdaniu i odniesieniu takich losów do św. Franciszka. Z pełnym przekonaniem powtórzę za nią:żeby w pełni cieszyć się życiem, nie trzeba mieć wiele.
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Wzruszajaca opowiesc. Takich Zofii bylo duzo i chyba kazdy z nas moglby odszukac w pamieci chociaz jedna. Nie potrafie zrozumiec ludzi, ktorzy wykorzystuja cudze nieszczescie.. nie chce ich rozumiec.

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie taka Zofia miała na imię Helenka... dla mnie tacy ludzie to prawdziwi święci. Inny to Piotr, który za swa dobroć i udzielenie noclegu choremu bezdomnemu zginał w Oświęcimiu i jego zona Bronisława, która za to samo cudem ten Oświęcim przeżyła... Ona przeżyła, żebym żyć mogła ja...
    Klarko, bardzo lubię Twój blog.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem dlaczego, ale kiedy czytałam o Twojej Zofii to przed oczami miałam moją Babcię Janinę, mamę mojego Tatki.Przed wojną i w czasie mieszkali na terenie dzisiejszej Białorusi.Kiedy po wojnie Rosjanie zesłali mojego dziadzia Mikołaja na Sybir, a babcie wygnali z ich domu i skonfiskowali majątek musiała bidula uciekać do Polski. Została sama, z trojgiem malutkich dzieciaczków.Musiała sobie radzić, wyżywić dzieci i je wykształcić.Imała się różnych fizycznych prac by związać koniec z końcem.Ona drobna, delikatna i wiotka,panienka z dobrego domu, którą uczono śpiewu, rysunku, gry na pianinie i prowadzenia domu sprzątała w domach aparatczyków, partyjnych tuzów. Nie pracowała w polu, bo osiedliła się w przygranicznym miasteczku, ale ciężko fizycznie pracowała.Moja Babunia była taką Zosią właśnie.Pamiętam jej małe spracowane ręce,smukłe i szczupłe palce ciągle w ruchu, nie pozostawały minuty bezczynne.Pamiętam Jej cudowny, słodki uśmiech.Tak jak Zofia uśmiechała się ciągle:)
    Takich ludzi już nie ma.Dlatego trzeba koniecznie o nich przypominać. mła Klarciu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dopiero świadectwo, dla przodków i dla potomnych. Dzięki

      Usuń
  14. Niestety rodzina mojego Ojca należała do bogatych,wynajmujących właśnie biednych ludzi do pracy w polu.Mój wykształcony dziadek ożenił się z prostą chłopką z przekonaniem,że zajmie się olbrzymim gospodarstwem,ale okazało się,że babka poczuła się panią na włościach i zapomniała o pracy.Z zapłatą za ciężką pracę ludziom było jak u pracodawców Zofii.Dopiero,gdy moja Mama/z miasta/wyszła tam za mąż zrobiła generalny porządek,ludzie chętnie przychodzili pomóc,bo wiedzieli,że będą mieć sprawiedliwie zapłacone.No,a potem to już sami pracowaliśmy,było ciężko,bardzo/mój ojciec wcześnie zmarł/.Co ciekawe siostra mojego Ojca do końca życia była przekonana,że Ona to "pani" a reszta tzn.moja Mama i my to robole:)).Pamiętam ręce mojej mamy-bardzo spracowane,ale niosące dobro i pomoc i ręce ciotki-drobne,niezniszczone,zaciśnięte......Przykre wspomnienia,należę do pokolenia,które stara się te krzywdy chociaż po części naprawić maria I

    OdpowiedzUsuń
  15. Bo Zofia dobre serduszko miała a uśmiech i to szczery tylko świadczy o człowieku.
    Nie odzywam się ale czytam :) Pozdrawiam serdecznie.
    Gosia Sosnowiec :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Też znam taką Zofię, to moja mama. Cudowna kobieta.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz