niedziela, 19 sierpnia 2012

pierwszy trup

Nie wiem, czy mąż Blondyny wyczuł sprawę, czy się czegoś zaczął domyślać, czy też któraś baba mu coś powiedziała, w każdym razie ni z tego ni z owego zaczął sprzedawać dorobek. Co prawda zaraz po ucieczce żony swej wiarołomnej (ja to nazywam ładnie bo przecież nie napiszę tak, jak mówi on, czyli coś o samicy psa i takie tam) stwierdził, że ona nic do małżeństwa nie wniosła więc nawet te szmaty których nie zabrała jej się nie należą ale z sądami różnie bywa i gdyby ta (nie nazwę Iwonki tak jak on) chciała się rozwodzić to sądy są zawsze po stronie tych…tu użył określenia jakim nazywa się potocznie kobietę zarabiającą ciałem, co jest krzywdzące bo Iwona podaje zupę i drugie danie a nie daje za pieniądze się.

 Namotałam bo się wstydzę tak dosadnie pisać jak on bluzga, bo mi się może od tego przeklinania komputer zepsuć albo coś.

Przeżył więc mąż Blondyny okres żałoby, czyli był wściekły, zemścił się, rozpaczał a teraz już myśli dość trzeźwo. Jak będziecie jechać tramwajem kursującym między Bronowicami a Nową Hutą to patrzcie na tramwajarzy. Ten, któremu wystają rogi niczym pantograf to właśnie on. Dobra, nie było to ładne z mojej strony ale jakoś go nie lubię i dlatego podałam te charakterystyczne znaki do wiadomości publicznej.

Nie mieli tego dorobku zbyt wiele. Na pierwszy ogień poszedł komputer Iwonki, potem telewizor i komplet wełnianej pościeli. Została jedna poważna pozycja – samochód kupiony kilka lat temu po okazyjnej cenie od brata kolegi kumpla, który wyjeżdżał na stałe za granicę. Cena była naprawdę okazyjna, brat kolegi kumpla  wyraźnie się śpieszył, wtedy za takie auto można było krzyknąć ze trzydzieści tysiaków a Robert (och, miałam nie wymieniać imienia bo go naprawdę namierzycie w tym tramwaju) zapłacił dużo, dużo mniej.
Auto stało i rdzewiało bo nie było  gdzie jeździć i teraz sprzedaży nadszedł czas, oczywiście  przez piiiiiiii bo jej nic nie da, niechby została goła podłoga a tej (tu nie napiszę jak ją nazwał, albo napiszę bo nie wiem jaki jest synonim słowa wywłoka) nie da nic. Koniec z przeklinaniem.

Samochód swoje lata miał ale stał a nie jeździł więc nie był zniszczony, ale Robercik wpadł na szatański pomysł. Bo na liczniku nie było wiele, a gdyby się tak pozbyć rdzy i machnąć elegancko nowy lakier to pójdzie do ludzi jak nówka nieśmigana. Jak myślał, tak zrobił. Nie wiem, ile zapłacił mechesowi ale chwalił się, że kilka tysięcy. W każdym razie auto naprawdę lśniło i z daleka mogło wyglądać jak nowe. Tak właśnie je zachwalał – prawie nówka nieśmigana, stał w garażu i tylko woził mamusię do kościoła bo on sam przecież jeździ tramwajem. No tak. Wszystko cacy, ale chłopaki – cwaniaki na giełdzie wypatrzyli parę rzeczy i sprawa się rypła. Że lakier nie jest oryginalny to się poznali od razu bo na tym to nawet Waldemar by się poznał. Oj, a miałam dziś nawet nie pisnąć  o Waldemarze. Przepraszam, więcej nie będę.
Są branże, gdzie auta poznaje się z daleka. Na przykład w świecie taksówkarzy. Auto zostało rozpoznane bezbłędnie bo stało z kogutem na postoju kilka ładnych lat, a kiedy się wysłużyło, zostało odpicowane, licznik ładnie przekręcony i poszło "po mocno okazyjnej cenie'. Ale teraz już się nikt nie da nabrać bo jest warte ze cztery tysiące.
Napisałam – koniec z przeklinaniem i dlatego nie będzie o tym, co mówił mąż Blondyny, gdy wrócił z giełdy.
Ilustrację muzyczną dobrał Kneź

48 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. może jeszcze trafi na pocieszycielkę..

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. bo on jej pociął z zemsty torebki, pourywał obcasy od butów i poplamił kurtki, dlatego go nie lubię

      Usuń
    2. A to bździągwę celnie uderzył! Urwał obcasy ze szpilek i pociął torebki, powiadasz? To dopiero barbarzyństwo! Mógł jeszcze połamać lokówkę i wyrzucić do śmieci depilator, nie mówiąc o błyszczyku i lakierze do włosów.

      Usuń
    3. ale jak byli małżeństwem (mieszkającym razem) to na imieniny kupił jej domestos i komplet ściereczek, to w sumie nie był taki zły..dam mu szansę

      Usuń
    4. A to może była jakaś aluzja odnośnie higieny osobliwie osobistej? Ostatnio, na zaprzyjaźnionym blogu, problem dotyczył osoby płci odmiennej :D

      Usuń
  3. A gdzie ten trup?? Chyba że chodzi o ten samochód przechodzony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak się traktuje samochód lepiej niż członka rodziny to i jego zgon się mocno przeżywa

      Usuń
    2. Tak, tak - znam takich, którzy tak czują!

      Klarko wpadnij do mnie po odpowiedź od Tadeusza (post o plackach)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. też miałam ochotę wreszcie kogoś uśmiercić ale jak wybrać?

      Usuń
  5. Przepraszam, ale za mało danych, żebym miał tego rogacza z pantografem znielubić. Znałem pewnego tramwajarza z Krakowa - obaj chodziliśmy razem na kurs - remontował mieszkanie. Żona z dzieckiem pojechała do mamusi. On pracowicie cyklinował parkiet szkiełkiem, klepka po klepce. Malował ściany, wcześniej kładąc perfekcyjnie gładź, szlifował drobnym papierem drzwi, żeby nie było żadnych odprysków. Gdy skończył, pojechał po żonę i dziecko - wrócił sam. To nie była pierwsza żona, która go zostawiła. Pierwsza poszła w siną dal gdy odsługiwał wojsko, też z dzieckiem. Też mu się należało? Może dlatego, że był tramwajarzem? Idę zapytać Starszej, też byłem w końcu tym motorniczym, nawet gdzieś jeszcze prawo jazdy stare leży :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za idealnie dobraną piosenkę!

      Usuń
    2. Kneziu, po prawej stronie jest link O Krysi i Rysiu - tam masz tę historię od jaja :)

      Usuń
    3. Poczytam sobie w wolnych chwilach - tyle że to fikcja literacka, a ja tak sobie z "życia wzięte".
      Jak by nie było, Rysiu mógł nie tylko obcasik ukręcić ale i co więcej - trzeba człowieka zrozumieć. Może on i tępawy ale umiar zna i zemstę miarkuje :D

      Usuń
    4. Rysiu Kneziu! To całkiem inny facet i my tu zakochane w nim jesteśmy jak jeden mąż! :D
      Fikcja fikcją, już tam Klarka sąsiedzkie grzeszki tez gniegdzie upchała ;)

      Usuń
    5. Rysiu czy Włodzio, mi się zawsze takie rzeczy mieszały - chyba zacznę spisywać historie z życia - jeszcze ciekawsze bywały :D Było też i z dziurawieniem oponek, i z demolowaniem rowera, i jeszcze seks do tego, i samobójstwa, tylko że cholera ktoś mógłby bohaterów rozpoznać :D

      Usuń
    6. A pewna małżonka, nauczycielka z liceum, w którym to małżonek też był nauczycielem to przez 10 lat z owym małżonkiem nie rozmawiała inaczej niż na piśmie. I on również musiał do niej, także i zarówno, na piśmie. A jak nie było pod ręka niczego do pisania to się komunikowali za pośrednictwem dziecięcia płci żeńskiej. W każdym razie owo dosyć oryginalne małżeństwo, było nie było inteligenckie, posiadało rower w szopie, do której klucz trzymała małżonka. Owa wydawała klucz do szopy, w celu wydostania z niej roweru tylko na podstawie pisemnego podania, w którym małżonek winien był opisać czasokres korzystania z roweru, oraz cel i powód podróży jak również deklarację kiedy to rower wróci do szopy, bo wszak klucz musiał zwrócić i pobrać w celu ponownego otwarcia szopy, żeby rower zamknąć. O ile mi wiadomo, proceder ten trwa do tej pory, podobnie jak i samo małżeństwo :D

      Usuń
    7. Babo roztomiła, Wy zakochane w nim jak jeden mąż? Toż to się nie godzi, albo i czegoś nie rozumiem ;)

      Usuń
    8. Kneziu, na moich blogach wszystko jest prawdziwe a nawet zmyślone, dlatego część rodziny i znajomych chodzi dumna a reszta milknie na mój widok albo przysyła mi anonimy.

      Usuń
    9. Ale co się nie godzi, w krysi też rozkochane - miłośc platoniczna na wiele pozwala ;)

      Usuń
  6. Ty chyba Klarko nas facetow nie lubisz :(

    OdpowiedzUsuń
  7. ...gadane to Ty masz......znaczy pisane :-)
    Padłam trupem-ze śmiechu !
    Baśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to się bardzo cieszę bo nigdy nie wiem, czy jest zabawne czy żałosne i tak czekam na reakcje czytelników jak na zbawienie

      Usuń
  8. I ma za swoje dziadyga! a co!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobre! Tak podczytuję już od jakiegoś czasu starsze wpisy, i w końcu poczułam się jak wśród znajomych... więc postanowiłam się przywitać.
    Zawsze lepiej późno jak wcale ;)
    I czekam na cd. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, że się odezwałaś, miło Cię widzieć

      Usuń
  10. O kurza twarz... to ten rzęch samochodowy jest ten trup z tytułu ? Trochę mi ulżyło oraz się trochę rozczarowałam.
    ps. A muzyczka....kapitalna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś nie mogę tam nikogo ukatrupić a czas najwyższy

      Usuń
  11. lepsze jest wrogiem dobrego.
    To stare przysłowie
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. muszę o tym pomyśleć bo na razie mój nowy laptop leży odłogiem a używam starego, gorszego, ale to chyba co innego?

      Usuń
  12. Teraz ilekroć będę jechać czwórką, będę pytać motorniczego o imię!:-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiem, ze to niezdrowe zainteresowanie, ale gdzie ten TRUP??? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niezmiernie miło i lekko się czyta ;)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz