środa, 29 sierpnia 2012

kiedy trudno o pracę

W pewnej szkole źle się dzieje. Od razu mówię – nie przysyłajcie mi tu listów pełnych pretensji, że piszę o Waszej szkole a nie powinnam się wtrącać bo ani nie jestem uczniem ani pracownikiem i nic mi do tego. Jak poruszam jakiś społeczny problem to tak właśnie mam – huzia na Klarkę, bo po co się wtrąca. Jakbym nie pisała to by tego nie było? Dobra, do brzegu.

W pewnej szkole źle się dzieje. Dyrektorka w rozmowie z nauczycielami podkreśla za każdym razem, aby nikomu i nigdzie nie opowiadać o pracy ale jak nie opowiadać, skoro to siedzi w ludziach tak, że im się śni i nawet w wakacje nie mogą przestać o tym myśleć.

Nie doczekacie się tu opowieści o złym traktowaniu uczniów, nic z tego. Uczniowie nie mają źle. Coś złego opanowało pokój nauczycielski. Utworzyło się kilka zwalczających się wzajemnie frakcji gotowych skoczyć sobie do gardeł. Nad wszystkim panuje dyrektorka, ona tu rządzi i mając poparcie w górze nikogo się nie boi, przeciwnie, uważa, że każdy powinien znać swoje miejsce a jak nie to ona jest od wskazania tego miejsca.  Jednym wydaje polecenia i zadania zbyt trudne do wykonania, bo chce im pokazać, że się do niczego nie nadają, a innym każe robić coś bezsensownego, chyba w tym samym celu. Jeszcze innych całkiem pomija, ignorując ich. Czasem odbiera pracę jednym i daje drugim. O podważaniu kompetencji nie ma co pisać, bo to, jak również zaniżanie osiągnięć i deprecjonowanie sukcesów jest tu normą.

Pogróżki, plotki i pomówienia są na porządku dziennym. Obgadywanie za plecami, ośmieszanie i opowiadanie o rodzinnej sytuacji. Kiedy jedna z nauczycielek postawiła się, dostała polecenie przeprowadzenia badań psychiatrycznych i przyniesienie zaświadczenia, że nie jest chora na głowę. Zwolniła się z pracy bo nie mogła tego wytrzymać.

Wszyscy zgodnie uważają, ze nic się z tym nie da zrobić, a jak coś się zacznie robić, to będzie tylko gorzej.


42 komentarze:

  1. znam podobną sytuację ze szczątków opowieści znajomej... oni też boja się cokolwiek zrobić, nie wiem jak to rozumieć ale znam za mało szczegółów, żeby sie wypowiadać... miłego dnia

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesttey Klarko ale reforma szkolnictwa i reforma słuzby zdrowia jest konieczna, tylko jakoś k...a nikt się nie kwapi....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko! Oni cały czas reformują i jest coraz gorzej!

      Usuń
    2. Nie oni udają że reformują a ja mam na myśli reformę gruntowną i prawdziwą

      Usuń
  3. Tu chyba nie o reformę nawet chodzi, lecz o zwykłe podejście jednego człowieka do drugiego. Niestety wielu po objęciu pewnego, zwierzchniczego stanowiska zmieniają się. Jednak najtrudniej pozostać jest sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryba psuje się od głowy!

      Usuń
    2. Tak, chociaż często i sam ogon śmierdzi, głowie przeszkadzając.

      Usuń
    3. oj śmierdzi, smierdzi)))))

      Usuń
  4. Mobbing zdarza się w wielu Firmach i korporacjach... a niestety szkoły coraz bardziej takimi "firmami" się stają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nauczyciele są słabi. "Joby" dostają z każdej strony. Boją się własnego cienia. Pracę łatwo stracić. A znaleźć?

      I jak tacy ludzie mogą wychowywać mądre i świadome społeczeństwo?

      Usuń
  5. Samemu nic sie nie da zrobic na pewno...Ale gdyby tak pare osob?Tylko od kogo wymagac mobilizacji i solidarnosci z kolezanka jesli kazdy trzesie sie o swoja posade?Nad kazdym wisi widmo bezrobocia...To jest zrozumiale
    ale...w pewnym momencie ludzie nie wytrzymuja bo kielich po brzegi wypelniony po prostu sie prezlewa.To jest ten moment w ktorym ludzie maja tak dosyc podlego traktowania ze przestaja sie bac i bez wzgledu na konsekwencje zaczynaja dzialac.
    Lecz nawet wtedy nie jest sie pewnym wygranej.Wiec co siedziec jak mysz pod miotla?Nie wiem ...
    jedno wiem na pewno samemu nic sie nie zdziala...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie! Mamy jeszcze związki. Jeśli w placówce jest prężne koło - można coś zrobić. Razem jesteśmy silniejsi. Tylko,niestety - nawet związki nie działają jak trzeba.

      Usuń
  6. Oj nie znam tematu szkolnego, bo dzieci za duże...

    OdpowiedzUsuń
  7. W naszej szkole złą dyrekcję (choć nie chodziło o mobbing)odwołano po wspólnej i zgodnej akcji nauczycieli i rodziców. Dało się i teraz mamy szkołę idealną dla dzieci, rodziców i nauczycieli. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niektórych nawet malutka władza demoralizuje
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj Klarko. To co opisujesz, pasuje w wielu miejscach pracy. Tak też jest w moim . Między bajki można włożyć dobre międzyludzkie relacje, wzajemną pomoc ; gdy jednej z koleżanek napiętrzyło się roboty, to inne pomagały.
    Ech, to se newrati :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Obraz z opisywanego pokoju nauczycielskiego jest obrazem naszego społeczeństwa - nie uważasz?

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak to się nie da? No trzymajcie mnie bo nie wytrzymię. Bezkarnie ma dyrektorska święta krowa się panoszyć, jątrzyć i mobbing uprawiać? Gdybym nawet miała robotę stracić to bym się kolerze postawiła.A argument,że o pracę trudno w takim przypadku do mnie by nie dotarł.Już bym wolała zaryzykować wylanie na bruk niż cicho siedzieć jak się jakieś wredne babsko szarogęsi i ludźmi pomiata. Na takie babony są sposoby...tylko tu trzeba ostrożnie i z głową do tematu podejść i oddać wrednej małpie pięknym za nadobne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nika, oczywiscie, ze sie da.
      Dlatego od 4 lat jestem w USA. Podnioslam glowe to dostalam za swoje. Ja jednak podnioslam glowe w wymiarze gminnym, bo bylam dyrektorem szkoly, dbalam o ludzi, godziny i nade wszystko poziom szkoly. Niestety-kreatywnosc dla miernot samorzadowych jest straszna.
      Pozdrowinka

      Usuń
    2. No właśnie. byłam dyrektorem i.... po wygranym ponownym konkursie straciłam pracę. Burmistrz przygotował fotelik dla synalka kierowniczki ZOS. A ja poszłam do UP :(

      Usuń
    3. A i dodam, po 15 latach współpracy bez większych zgrzytów z gronem i jako nauczycielki, i jako dyrektorki- żaden nauczycieli nie stanął w mojej obronie.

      Usuń
  12. Pracowałam w takiej szkole. Byłam młoda przestraszona, nie poszłam na układ z dyrektorem i wyleciałam na zbity pysk.
    W obecnej pracy było cudnie, no własnie było. Przyszła "nowa" i dobrze się skończyło. Podziały, zwalczanie, podkopywanie dołków. Wcześniej chodziłam na kawkę do koleżanek, piłyśmy w grupie. Teraz kawkujemy tylko we dwoje.
    Pracy nie rzucę bo ją lubię, przestałam lubić osoby z którymi pracuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnim zdaniem idealnie ujęłaś myśli, które od pół roku chodzą mi po głowie.

      Usuń
  13. Nie zazdroszczę! Atmosfera w pokoju nauczycielskim ważna rzecz! Jakoś dobrze trafiałam!;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak się właśnie dzieje w szkoła w małych miejscowościach coś o tym wiem, bo sama z takiej miejscowości pochodzę, i chodziłam tam do szkół. To też jest tak, że im wyższa szkoła tym to może bardziej w oczy się rzucać. W mojej szkole wielu nauczycieli było skonfliktowanych z dyrekcją, przez co musieli zmienić miejsce zatrudnienia, co mam wrażenie z zasady nie wyszło im wcale na złe.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy moje dzieci chodziły do szkoły, dyrektorka wybierana była na czteroletnią kadencję. Potem konkurs i kuratorium wybrało ponownie starą, wspaniałą, oddaną uczniom dyrektorkę. Ale jak było w pokoju nauczycielskim - nie wiem...

    Krystyna

    OdpowiedzUsuń
  16. Witaj
    Chyba, to grono nie tylko kobiece jest? bo wtedy wcale bym się nie zdziwiła panującą sytuacją.
    Niestety, tacy ludzie, takie czasy- pracować uczciwie chyba dziś się nie opłaca. A uczono moje pokolenie szacunku i pracowitości.
    POzdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. w mojej szkole dyrekcja jest ok, tylko ludzie różni i frakcje też są, jak wszedzie.
    Z takimi tematami bym byla ostrozna na przykladzie mojej placówki wiem, jak można fakty przinaczać, wiem też, ze nie tak łatwo zwolnić nauczyciela mianowanego a już na pewno nie wolno nikomu kazac sie przebadać psychiatrycznie!!!
    t.

    OdpowiedzUsuń
  18. Klarko!
    Dzięki za zaproszenie. W Krakowie byłem tylko przejazdem. Wstyd nawet o tym pisać? Chętnie bym ze dwa dni po tym mieście pochodził sobie. Ale co będzie w przyszłym roku to nie wiadomo.
    Dziś czytałem w Internecie, ze w większych miastach wzrasta niebezpiecznie bezrobocie.
    A dlaczego ma nie wzrastać jeśli przemysłu praktycznie nie ma?
    O Amsterdamie jeszcze raz napiszę w weekend. I koniec tego tematu.
    Pozdrawiam serdecznie
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie tyle wstyd, co szkoda, bo jest co zwiedzać.

      Usuń
  19. No tak - to nie będe się powtarzać bo wszystko już tu powiedziano - pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. To ja miałam szczęście, sympatyczne i koleżeńskie grono( chociaż w rożnym wieku). Dyrekcja też w porządku. Ale cieszę się, że jestem na emeryturze, bo bzdurne przepisy i tony czasochłonnych, niepotrzebnie produkowanych dokumentów zabiły radość z uprawiania tego zawodu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ta zaraza wszędzie dociera...szykany, jak nie oficjalne to zawoalowane, zastraszanie....Szkoda gadać.

    OdpowiedzUsuń
  22. No tak, władza potrafi uderzyć do głowy, a gdy ta głowa niezbyt mądra to i szkód wiele może narobić...
    Czy coś się da zrobić?
    A to zależy, bo gdyby tak całe grono solidarnie wystąpiło, to na pewno tak. Tylko tej solidarności coraz mniej w narodzie, każdy sobie rzepkę skrobie. Takie czasy...nie wychylać się, dewizą wielu.

    OdpowiedzUsuń
  23. Też udało się nam parę lat temu usunąć dyrektora-psychopatę. Ale było nas mało i potrafiliśmy się zewrzeć! Zadziwiliśmy całe województwo...

    OdpowiedzUsuń
  24. Temat szkolnictwa jest mi obcy od zaplecza. W PKP, tam gdzie pracowałam przez wiele lat było bardzo podobnie, zwierzchnik lubił albo nie lubił. A kiedy nastały zwolnienia, ludzie skakali sobie do gardła, a kobiety walczyły o względy szefa. Zdolne były nawet iść z nim do łóżka. Jakiś czas temu byłam na rozprawie jako świadek. Dużo emocji mnie to kosztowało. A prawda była taka. Kiedy szef przyjaźnił się z koleżanką było super, do momentu kiedy się nie rozstali. Przeniósł ją na inną stację. Poczuła się pokrzywdzona i założyła mu sprawę. Nie lubię tego czym się teraz zajmuję, ale z perspektywy czasu, wolę to aniżeli pracę za biurkiem z tamtymi ludźmi. Klarko, jeden wniosek to nie miejsce pracy ale ludzie tworzą takie sytuacje. A przecież jesteśmy katolikami, chodzimy do kościoła.

    OdpowiedzUsuń
  25. smutna wręcz sytuacja:(
    mam duże zaległości u Ciebie, bo mam plan przeczytania całego bloga:)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  26. 1,5 roku po odejściu z pracy w szkole na emeryturę w każdą niemal noc śniło mi się stukanie po korytarzu obcasów mojej "ukochanej" dyrektorki- wszyscy jej nie lubili,ale nikt jej tego nie powiedział i prawie wszyscy się podlizywali -jak dzieci.W mojej szkole nie było kompletnie solidarności międzyludzkiej- totalny egoizm i tchórzostwo.maria I

    OdpowiedzUsuń
  27. Jeśli już o tym mowa, w niejednej szkole dzieje się źle.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz