środa, 8 sierpnia 2012

z ziołami nie ma żartów

Miałam się poświęcić i lecieć na łąkę, aby zrobić zdjęcia roślince, o której dziś mam pisać ale uznałam, że to nadgorliwość, bo wrotycz zna każdy a jak nie zna, to może sobie poszukać zdjęcia w grafice.
Siedziałyśmy przy stolikach a przed nami położono bloki, taśmę klejącą i długopisy. Pani miała na biurku rozłożone kępy ziół, na ekranie wyświetlane były rośliny, pani krążyła wśród nas i kładła nam na kartki roślinki, gotowe do wklejenia. Kto ma dziecko w wieku szkolnym i w ostatniej chwili przypomni sobie, że trzeba było zrobić zielnik to niech się do mnie zgłosi, mam tylko 10 roślinek ale w styczniu taki zielnik lepszy niż nic!
Dziesięć  dlatego, że są to najpopularniejsze zioła i każdy je zna tylko w zależności od regionu inaczej nazywa. Zawsze myślałam, że dzwonek to dzwonek a to dziurawiec!
Moje przemyślenia są całkowicie prywatne. Bo ja o ziołach nie mam zbyt dobrego zdania. To jest tak samo jak z grzybami. Widzicie różnicę w smaku i zapachu między pieczarkami a prawdziwkami? No właśnie, więc myślę sobie, że z tymi uprawianymi na skalę przemysłową roślinami jest podobnie. Co innego rumianek zebrany na łące a co innego kupiony w saszetkach. Dalej, jeśli porównujemy do grzybów. Może i takiej mocy nie ma, żeby od razu z miejsca otruć człowieka herbatką z rumianku, ale jak ktoś się nie zna to lepiej niech się za zbieranie roślin  i robienie mikstur nie zabiera.
Pochodzenie też jest ważne, bo jakie właściwości może mieć roślina zbierana  w przydrożnym rowie, gdzie pomyka tysiące samochodów? A terenów czystych ekologicznie  można szukać. W Jodłówce Tuchowskiej w okolicach Brzanki zbierałabym zioła bez wahania, bo tam pełno padalców i żmij. To znaczy, że pola i łąki nie są ani wypasane, ani koszone, jeśli po paryjach po deszczu  nadal łażą  salamandry (jaziornice) to jest czysto.
Jak już wspomniałam o tym rumianku – nie polecałabym go do przemywania oczu i to z kilku powodów – rumianek uczula. O jego rozjaśniających właściwościach wiecie.
Tak naprawdę to nie ma szans do powrotu do natury i ziołolecznictwo było potęgą w czasach biedy, bo na lekarstwa od lekarza i z apteki stać było tylko bogatych ludzi, pozostali szli do znachora czy babki albo ratowali się tym, co rosło w zasięgu powiedzmy nóg. Czyli w zgodzie z warunkami klimatycznymi, co nie było takie głupie, sama wolę śliwki z własnego sadu niż banany.
Miało być o wrotyczu i już wiem, że nie zmieszczę, nie lubię długich postów. To do jutra.

19 komentarzy:

  1. Ano właśnie:)To całe nawożenie pól, szczególnie z samolotów nie wpływa dobrze na jakość ziela.A to zbieranie przy drogach to już zupełnie bez sensu.Ostatnio widziałam na trawniku w środku miasta pana z łopatą co wykopywał korzenie chrzanu.Ryzykant.
    A to,że o wrotyczu tylko wspomniałaś i tak mnie naumiało:) Bo sobie go wyguglowałam i już dużo więcej wiem o jego właściwościach. Dzisiaj sobie pójdę na spacerek na chwilkę na okoliczne łąki i poszukam wrotyczu:)
    Bukiecik sobie zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  2. myślę że do ziołolecznictwa się wróci, nawet z tych samych względów co piszesz - ceny lekarstw ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do niektórych wiadomości starszych ludzi trudno przekonać! Mnie teściowa wyzywała,że małemu nie przemywam oczek rumiankiem, bo tak robiły wszystkie kobiety w rodzinie jak oczka ropiały i było dobrze!Jak tłumaczyłam,że lepsza przegotowana woda dla noworodka,bo rumianek uczula, to twierdziła,że wymyślam..Na szczęście jest daleko;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Klarko, dałaś tak dramatyczny tytuł postu, że bałam się wejść:))
    Masz rację, zmienia się... Nieodwracalnie...
    Fajny ten Twój kurs.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wrotycz jest sliczny :D taki zółciutki i okraglutki :D i tak troszkę tylko...przeczyszcza robalki i nielubianych mężów ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma nie ma żartów,
    trzeba nimi umieć się posługiwać tak jak chemicznymi lekarstwami...

    OdpowiedzUsuń
  7. Już naleweczka lawendowa się "kisi" :-)
    Podobno smakuje jak perfumy, podobno wypije się kieliszeczek i śpi jak trup, znaczy nasennie działa nie śmiertelnie. Nie wiem, nie próbowałam jeszcze ale pachnie ładnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Do wszystkiego trzeba podchodzic ostroznie i z rozsadkiem. Tak do ziol, jak i do lekow. Osobiscie mysle, ze duze znaczenie w kwestii zmian ma "kto na tym zarobi";)) Jak sobie sama uzbieram i zasusze rumianek, to moze on mi i wiele nie pomoze, ale nikt na tym nie zarobil. Jak go kupie w torebkach, to pomoze, albo i nie podobnie jak ten zbierany, ale juz ktos na tym zrobil kilka groszy. I to jest to.
    Najbardziej boje sie jednak lekow, ktorych jak sie raz zaczelo to juz nie mozna przestac brac, a takich jest wiele.

    OdpowiedzUsuń
  9. W google znalazłem opis: "Wspaniała roślina, która pomaga zwalczać pasożyty. Jest przy tym nieszkodliwa. W Unii Europejskiej jest zakaz sprzedaży wrotyczu." Jaka nieszkodliwa??? I ten opis dotyczy materiału opracowanego przez prof. Henryka Różalskiego, który zresztą polecam jako najbardziej wiarygodny, bo opracowany na podstawie rzetelnych, wieloletnich badań. Wrotycz

    OdpowiedzUsuń
  10. wrotycz uwielbiam ... suszyć do bukietów, dowiedziałam się, że ma też bardzo pożyteczne działanie dlatego teraz, gdy go pełni ode ścinać i robić wywary na mszyce i do szaf na mole)))
    poza tym u mnie w ogrodzie i okolicy jaszczurki, żmije i teraz pełno malutkich żabek i ropuch)))
    czyli czysto ekologicznie)))

    OdpowiedzUsuń
  11. jak juz wspomnialas diurawiec, to tylko dodam, zeby sie nie opalac jak sie go stosuje - moze uczulic na slonce :-)
    a wrotycz kocham za zapach.
    a ksiazka o ziololecznictwie Klimuszki byla przez mojego ojca traktowana niemal jak Biblia :-) a i ja znalazlam w niej pare uzytecznych przepisow i receptur :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Teraz i w czystych terenach spala się śmieci w postaci plastików i inne świństwa. Nie ma nieskażonej przyrody
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. To już wiem, że znam tą roślinkę, znaczy wrotycz. Dużo rosło jej na działkach tam gdzie kiedyś mieszkałam. Dzieciaki zbierały to garściami, od dziecka myślałam, że to rumianek tylko jakaś taka inna odmiana :p Za to na podwórku furorę robił za wsze każdej wiosny i lata mniszek lekarski, szczególnie jak chciało się komuś zrobić na złość, to wysmarowywało się go żółtymi kwiatkami i babka lancetowata, w szczególności kiedy ktoś się skaleczył lub zadrapał. Dzisiejsze dzieciaki, które mało wychodzą na dwór nawet nie znają "praktycznych" zastosowań tych roślin na podwórku.

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie na blokowym skwerku nie wiem skąd, ale rosną pieczarki. I wiedzę często, przeważnie starych ludzi, którzy zbierają do reklamówek te pieczarki, a tam i psy sikają i pijacy i nie chcę nawet myśleć, co jeszcze na nich ląduje. To samo z kwiatem lipy i owocami pigwy. Na miastowych skwerkach w trosce o życie nierozsądnych ludzi nie powinno się sadzić nic, co można zjeść.

    OdpowiedzUsuń
  15. A na wrotyczowe opowieści z pierwszej ręki poczekam do jutra:) Z ostatniego wyjazdu mam troszkę zdjęć z udziałem wrotycza bo kwitnie w pełni.

    OdpowiedzUsuń
  16. Musialam sprawdzic u Wujka Googla co to ten wrotycz. No i znam oczywiscie ale nie mialam pojecia, ze tak sie nazywa i ze jest to ziolo, a nie zwykly chwast. Ignorantka ze mnie wiem. :) Za to w moim ogrodku rosna sobie dwa ziola: Echinacea i Monarda. Sadzilam je co prawda dla pieknych kwiatow (Monarda dodatkowo przyciaga kolibry), ale kto wie, moze kiedys pokusze sie i przygotuje z nich jakies eliksiry? ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Będę czytała z uwagą o ziołach, bo ja niestety zupełnie się na tym nie znam. Dawne to były czasy, kiedy mój mąż poparzył sobie nogę od iskier. W pracy powiedzieli mi, że idealne są okłady z aloesu. Tak mu rozbabrałam nogę, że skończyło się na wizycie u chirurga i bardzo długim leczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  18. No,nie wiem co będzie z tym wrotyczem,ale nie bardzo rozumiem zachwyt,bo ponieważ mój Młody był chudy jak mieszkaniec Etiopii ,za radą większej części starszych rodu byłam u zakonnicy,która leczyła ziołami.Ona właśnie poleciła zmiąć kilka/nie pamiętam ile/tych małych kwiatuszków,ale kilka! , wymieszać z łyżeczką miodu i dać zjeść,żeby wytruć ewentualne robale.Natomiast zaznaczyła wyrażnie,że więcej sztuk nie można ,bo to TRUCIZNA!!!nie zastosowałam rzecz jasna mikstury,bo się bałam:))maria I

    OdpowiedzUsuń
  19. No cóż, wszystko się zmienia, coraz rzadziej sami zbieramy i parzymy ziółka i może to i lepiej, bo wiedzy coraz mniej w temacie, a i babcie nasze często już niewiele wiedzą na ten temat.
    Podziwiam jednak wiedzę o ziołach, sam ich zapach i wygląd zawsze mnie fascynowały, a dobrze przyprawiona odpowiednimi ziołami potrawa zawsze lepiej mi smakuje, niż taka saute! :)
    pozdrowienia
    Wreszcie nadrobiłam! :)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz