poniedziałek, 18 czerwca 2012

najpilniejsze sprawy

Nazbierało się przez te dni trochę pilnych maili ale nie odpiszę pojedynczo tylko napiszę to tutaj - nie gniewajcie się na mnie ale nigdy nie pośredniczę w adopcji zwierzaków i nie zamieszczam ogłoszeń związanych z ratowaniem ludzi i zwierząt. Wiem, nie brzmi to najlepiej, ale nie chcę i nie umiem  wybierać i decydować, są specjalne strony i fora, tu nie ma i nie będzie ani linków do fundacji, ani ogłoszeń adopcyjnych.
Zawaliłam w zeszłym tygodniu, bo lało i w myśl zasady "przyrodzie należy dać spokój" nie dotknęłam niczego w ogrodzie a dziś to już można wchodzić z maczetą, zadziwiające, jak chwasty szybko rosną, nawet w doniczkach. Wszystko co wysokie wymagało podwiązania, co obciążone owocami czekało na podpory, na szczęście dla roślin od samego rana nie było prądu więc ile mogłam tyle zrobiłam a potem padłam jak kot.

W weekend mieliśmy gości i jednemu z kotów "prawie naszych" odbiło tak, że nie przyszedł nawet jeść, pokazał się dopiero, gdy goście wyjechali. Kiciulek za to wygłaskany za wszystkie czasy, i muszę przyznać, że był niesłychanie grzeczny, nie żebrał o jedzenie, nie domagał się zainteresowania, kot na medal.

 Miłego popołudnia.

8 komentarzy:

  1. o, to nie tylko ja zawziecie mordowalam ogrodek... tylko ze ja wczoraj wieczorem :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj rosną te chwasty, szczególnie podlewane obficie wiosenną ulewą:)U nas też wysoka trawa, ciężko będzie ją kosić.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A my dzisiaj skończyliśmy porządki na działce,
    robimy powolutku ale systematycznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja...nie mam ogródka;(i co za tym idzie - nie mam wyćwiczonego kręgosłupa, ani opalonych pleców..:))

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie to samo - trawa do kolan, szkoda ze nie mam kozy, bo by sie wyzywiła!

    OdpowiedzUsuń
  6. Chwast, brrr, dzisiaj z nim walczyłam. Na działce odwiedzają nas dwa koty dzikuski, ale urody przecudnej. Jeden chyba chciał na mnie zapolować, ale zniweczył swoje podchody kichnięciem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. W szkole podstawowej miałam religię z katechetką, która tylko zadawała coś do przepisania czy narysowania, a potem cała klasa się nudziła. W gimnazjum miałam już nieco ciekawsze lekcje. Przy czym katechetka nie uznawała innego zdania,były modlitwy i Święty Paweł do nauczenia. Najbardziej z tego wszystkiego podobały mi się religie w liceum, kiedy można było pogadać i wyrazić swoje zdanie. Nawet oglądaliśmy "Kod Da Vinci", ksiądz wskazywał co jest tam zakłamane i wyjaśniał. Naprawdę najlepsze lekcje religii jakie miałam.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz