niedziela, 20 listopada 2011

w kinie byliśmy

takie łóżko było na tym filmie
W kinie byliśmy, a konkretnie w Multikinie w Krakowie. I będę narzekać jak nie wiem co. Bo przyjechaliśmy pół godziny wcześniej żeby spokojnie kupić bilety a tam kolejki aż do wejścia do wszystkich okienek, bo oczywiście razem z biletami trzeba sprzedawać popcorn, colę i inne śmieci. Naród wygłodzony, bo to szesnasta była, więc każdy z tym wiadrem popcornu obowiązkowo lazł jak zahipnotyzowany do sali kinowej a my w tej kolejce staliśmy tylko po bilety. No dobra, Krzysiek stał bo ja z powodu niedzieli i wyjścia wypindrzyłam się w te buty na obcasach, w krótką spódnicę i tak dalej, więc co tak będę stała, usiadłam sobie czekając aż on te bilety kupi. W tym czasie raz czy drugi się ktoś zapytał, czym sama w tym kinie i czemuż ach czemuż sama ale to szczegół, niemniej miło mi szalenie że mnie nie brali za  zamiataczkę popcornu w fazie spoczynku  tylko za biedną i nieszczęsną kobietę czekającą na kogoś nadaremnie.
Czas płynął a kolejka się nie przesuwała, ja w zadumie (i wdzięcznej pozie) siedziałam czekając cierpliwie i przełykając ślinę bo mi się robiło niedobrze od zapachu tej kukurydzy, i tak oto film się ponoć zaczął a Krzysiek w tym ogonku dalej a ja na tej kanapie dalej, i już się pomału zaczęłam wkurzać. Bo albo-albo! Aż wreszcie kupił te bilety a film już miał trwać od dwudziestu minut i ja stwierdziłam, że jak już jesteśmy w tym kinie to chodźmy na ten film zaczęty. Poszliśmy, jeszcze dość długo były reklamy, ludzie wkoło mlaskali i siorbali nieludzko i mnie się znów zrobiło niedobrze a potem mi się kręciło we łbie cały czas bo mieliśmy miejsca blisko ekranu i musiałam się patrzyć raz w prawo raz w lewo i raz w jedną stronę raz w drugą i się tak tymi oczami namachałam że coś.  Do tego baba siedząca za nami pracowała chyba w jakiejś infolinii bo jej co chwileczkę dzwonił telefon a melodyjkę miała przeraźliwą. Potem się ludziom skończył popcorn i cola a potem weszła pani z wózkiem, do którego wrzuca się wiadra po tym obroku i film się skończył. Całe szczęście, że wcześniej oglądałam pokaz przedpremierowy, bo nic, po prostu nic bym z tego filmu nie wiedziała.
Dobrze, że ludzie jedzą ten popcorn a nie na przykład czosnek i gotowane jaja na twardo. Bo muszą coś jeść w kinie, muszą, to jest pewne.


 

27 komentarzy:

  1. Jako pracownik konkurencyjnej sieci kin muszę Ci przyznać, Klarko, rację. Nie opłaca się chodzić na filmy, które są hitami i które dopiero wchodzą do kin (nie chcę robić reklamy, ale tak jest właśnie z "Listami do M." czy "Wyjazdem...". Zazwyczaj po takim filmie na sali kinowej jest niesamowity bałagan. Myślę, że kolejki były i tak mniejsze niż tydzień temu, kiedy wszystkie bilety były po 11zł.
    PS. W CC kasy biletowe są oddzielnie niż popcorn bar. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie się Ciebie czyta, nawet jeśli narzekasz ( a moze właśnie wtedy najfajniej...)podziwiam i tak, bo ja bym jednak na pięcie i nazad!! nie cierpię tłumów- do multikina w poniedziałek do południa... jak kto moze oczywsićie... alez branie miałaś...;-))
    całuski!
    to na łożku to kot??????

    OdpowiedzUsuń
  3. adams - teraz mi to mówisz?:D

    OdpowiedzUsuń
  4. ystin - kot, udaje martwego, żeby się mały kot nabrał a potem wiadomo, łomot

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeść w kinie też można kulturalnie, nie trzeba od razu jak świnia chłeptać i ciamkać... :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Zmora totalna z tym zarciem w kinie. Jak patrzy sie na ludzi z olbrzymimi wiadrami na kolanach, to ma sie odczucie, ze zostana tam co najmniej tydzien. Brzeczace telefony to inna para kaloszy i NIENAWIDZE tych, ktorzy ich w kinie/teatrze/restauracji nie wylaczaja. Czy tak ciezko wytrzymac dwie godziny?Grrrr...
    Pozdrawiam i mam nadzieje, ze mimo wszystko film byl warty zachodu:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem, jak teraz "pachna inaczej" polskie kina. Zapraszan do NY albo teraz na Fl. Ten SMROD masla z popcornu i sosow do chipsow pozbawia wrazen nawet na najfajniejszym seansie.
    To smutne, ze ludzie zachowuja sie jak glodomory.
    A film choc fajny byl?

    OdpowiedzUsuń
  8. I właśnie dlatego nie chodzimy do kina, dobre filmy wolimy jednak obejrzeć w kulturalnej atmosferze, czyli najlepiej we własnym domu... To nic, że film już dość stary, wartości mu to nie odbiera. To nic, że kino domowe ustępuje jakością dźwięku i obrazu prawdziwemu kinu - smród popcornu i nieustanne chrupanie, a także wybuchy śmiechu w najbardziej niewłaściwych momentach odbierają całą radość z oglądania. Choć ja akurat lubię popcorn(jednak niekoniecznie w kinie), to mój mąż go nie znosi (ten urodzony 27 października, jak Ty). Mam nadzieję, że film zrekompensował trudy jego oglądania:) Pozdrawiam, Klarko!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem "węchowcem" i smród popocornu przyprawia mnie o takie mdłości, ze nie wytrzymuję. Z tego powodu już od lat nie bylismy w kinie. Trudno, jakoś bez tego żyjemy. Chodzimy za to od czasu do czasu do teatru. Tam lest lepiej, bo ludzie żrą tylko batoniki i szeleszczą. To, że niektórzy zachowują się jak u siebie w domu przed telewizorem, daje się jakoś przeżyć.
    Ty i tak dzielna jesteś, że wytrzymujesz.
    Swoją drogą ciekawa jestem, czy istnieją jeszcze jakieś kina bez popcornu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Dlatego nie przepadam za chodzeniem do kin typu multi,
    bo tam jest najczęściej wszystko oprócz filmu :-)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Jasna 8 - myślę, ze to byl mój ostatni raz
    enka 31 - tak, jest nawet taka akcja "kino bez popcornu"
    hajduczek - ech, te skorpoiny;) film już polecałam, to "Listy do M" tylko na pokazie przedpremierowym byłam spięta bo ojej Warszawa, wielki świat itd więc chciałam obejrzeć jeszcze raz na luzie, żeby wiedzieć, czy na pewno nie napisałam ludziom bzdur

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja Ameryka - fajny, bo już go oglądałam, a nie lubię filmów, których nie znam;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Aggie - a ja pisałam wczoraj tą notkę myśląc, że ze mnie stara zrzęda nietolerancyjna bo skoro wszyscy jedzą w tym kinie i tylko mnie to przeszkadza to czas siedzieć w domu przed tv

    OdpowiedzUsuń
  14. Kasia - powiedz to tym ludziom, zostawiającym wokół siebie chlew;) strach!

    OdpowiedzUsuń
  15. I dlatego kupuję bilety przez internet!

    OdpowiedzUsuń
  16. TY nażekasz, że za blisko siedziałaś, ja mam tak cały czas i nie ogarniam ekranu :)
    Lipton_R

    OdpowiedzUsuń
  17. Klarko, no ja wiem - chlew zostawiają pod siedzeniami, na siedzeniach, żałosne to jest. Chcą jeść, niech jedzą, ale chyba kubek po coli i pudełko po popcornie dadzą radę donieść do kubła ustawionego przy wyjściu???

    Natomiast naprawdę nie wierzę, że wszystkim tak przeszkadza zapach popcornu... :) To raczej uprzedzenie, bo te świnie ciamkające i chlupiące colą są wszędzie, a nie faktyczny problem z popcornem. I ciekawe, ile z tych osób, które tak wrzeszczą przeciwko popcornowi kilka minut przed seansem jeszcze sobie dymka puszczą, a potem przez dwie godziny siedzą i cuchną papierochami obok osoby, która nie pali, hmm... :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Podałaś chyba wszystkie powody, dla których nie lubię chodzić do kina i nie chodzę...

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja nie muszę, ja popijam.... cichutko...wodę.
    A u nas tzn w mieście średnim i dużym, kolejki po popcorn jakoś oddzielne od kas...

    Ale się tak zastawiam co gorsze kaszlący człowiek nad uchem tak, ze sprawia wrażenie, ze płuca wypluje, a wszystko odbywa się w teatrze....czy to masowe jedzenie w kinie, a gdy kilku prychających i kichających się na sali znajdzie- to koszmar.
    Mam postulat żeby ludzie głodni i chorzy do kina i teatru nie chodzili, niech w tym czasie postawią na kanapę i telewizor ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja mam postulat, żeby do kina nie chodzili też ci, którzy palą papierosy i lubią ostre, pikantne potrawy tudzież czosnek i inne cebule :)

    Oraz osoby z małymi dziećmi, z dziećmi w ogóle, bo do pewnego wieku człowiek w kinie wysiedzieć nie daje rady.

    Ci, którzy posiadają koty, ponieważ rozsiewają alergeny i ja się duszę, a jak kot ma długie włosy, to potem siadam na fotelu po właścicielu takiego kota i alergeny przenoszę na ubraniu do domu i duszę się dalej... :(

    Proponuję zamknąć kina, albo żyć i dać żyć innym.

    OdpowiedzUsuń
  21. To fajnie Klarko że też jesteś czarodziejką :)mam nadzieję że też nie jesteś zlą wiedźmą. Mam dlaciebie zatem adresik pod którym można znaleźć fajną fotkę z czarodziejkami: http://www.witch.ratatuj.pl/obrazki/tlo/tlo4_witch_czarodziejki.gif
    Czarodziejki są takie piękne i mają różne siły które mogą używać kiedy tylko są im akuratpotrzebne.
    MiauKotka

    OdpowiedzUsuń
  22. Łóżko jak łóżko, trochę jest w kinowych klimatach...ale koteczek rewelacyjny w bardzo erotycznej pozie.
    MiauKotka

    OdpowiedzUsuń
  23. wszystko co opisalas mnie tez denerwuje, zwlaszcza te chrupanie popkornu.. rozumiem dzieciaki, bo to dodatkowa atrakcja ale dorosli??stanowczo wole ogladanie na DVD, przynajmiej towarzystwo w miare kulturalne ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Typowo kobiece postrzeganie. Mężczyzna rejestruje akcję, kobieta....otoczenie. Ja jakoś mam ochotę na ciemne uzupełnienie aranżu, takie jak dokładnie w paryskim TOP MOdel. Chodzi o wykończenia.
    No...do uzgodnienia:)
    A o płocie myślałam , takim jak u K. Kozak i M. Bosaka. Przy łóżku to mogłabym się za bardzo zaczepić;) Też do uzgodnienia.

    OdpowiedzUsuń
  25. dawno mnie nie bylo,i komentuje z opuznieniem,,bo akurat mnie ten artykul poruszyl,,,,,uwazam ze do kina sie idzie na film,,a nie zrec chrupac popkorny i chlac cocacole,,,tu gdzie zyje,we wtorki sa bilety po pol ceny,wiec ludziska wala tlumami,zeby mniej zaplacic za bilet,a potem wydaja fortune,2 razy tyle na te glupie zarcie,,jak by w domu nie mogli zjesc wczesniej,,grrrrr

    OdpowiedzUsuń
  26. Bo w kinie tak się fajnie zajada. Co bądź:-).

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz