czwartek, 1 września 2011

pechowa roślinka


Kilka lat temu dostałam od siostry roślinę w doniczce taką może z pół metra wysoką. Przywiozłam do domu i postawiłam na parapecie. A miałam wówczas w domu największego kociego łobuza, przekota, sprawcę wielu katastrof, przerywacza snu i innych miłych czynności związanych z łóżkiem, jednym słowem – Menela. Tego burego kota, który rozdziawia pyszczek na pierwszym blogu. On to właśnie za nic miauuuu moje nauki, prośby i groźby, kpił sobie z zakazów i śmiał się w żywe oczy z machania ścierą nad kocim ogonem. Miauuu coś w sobie z lotokota, bo poruszał się najchętniej na wysokości dwóch metrów albo wyżej. I nie obchodziło go, gdzie skoczy, na człowieka to na człowieka, na roślinę to na roślinę, hop i koniec, najwyżej jak nie wycelował tam, gdzie chciał to się peszył, oblizywał łapkę z miną „tak miało być, nie ma się co śmiać”. Tak było z ta rośliną. Menel chciał skoczyć na parapet ale jak pokraka uwalił się na kwiatek, a że bydlę już wówczas ważyło z pięć kilo to kwiatek połamał się na wiele części a jak spadał z parapetu to już nie było co zbierać. Kotu nic się nie stało. Posprzątałam, uszykowałam nową doniczkę i bez przekonania wetknęłam ułamany czubek w ziemię. Przyjął się. Za kilka tygodni już miałam sporą roślinkę ale niestety, Menel znów powtórzył akcję, tym razem łapał na szybie muchę i utrącił kwiatuszek prawie przy samej ziemi.
Obiecałam kotu, że jak jeszcze raz to zrobi, to go zapakuję do wora i utopię w Wiśle w falującej wodzie na co kot odparł – sama się utop! I poszedł rozglądać się, co by tu zepsuć w innym pokoju.
Kwiatek ocalał dzięki temu, że Ukasz wyprowadzając się z domu zabrał go z sobą. Teraz wrócił, bo Ukasz ma malusieńkie mieszkanie i nie ma go gdzie trzymać. Menela nie ma, ale Kiciulek jest żywo zainteresowany skakaniem po gałęziach.  

18 komentarzy:

  1. Piękne, uwielbiam kwiaty z historią.

    OdpowiedzUsuń
  2. A co to za dzielna roslinka?Pytam z ciekawosci:-)))Moze zakupie ze wzgledu na moich rozbojnikow:-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy to róża chińska? Ech te kotki :). Mój przekot pierwszy szanował moje roślinki i siadał sobie koło nich na parapecie. Przy Rudym po miesiącu całą moją wieloletnią kolekcję musiałam ratować naprędce rozdając po znajomych bo za bardzo kocha moje roślinki. Czochra się do nich i w nich i na nich, podgryza, liże i co tylko....

    OdpowiedzUsuń
  4. Ameli/ Villa Artis to jest chińska róża, ta kwitnie na czerwono, rzeczywiście jest odporna bo jak ją Łukasz przywiózł to była całkowicie oklapnięta i przesuszona, a po kilku dniach wygląda tak jak na zdjęciu

    OdpowiedzUsuń
  5. Barbarka znaczy że znaczy;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Roślinka naprawdę ładna, aż szkoda, żeby się kitek z nią rozprawił :) Może by ją gdzieś tak przed kotem ukryć? :))

    Pozdrawiam Klarko mocno :))

    Ada

    OdpowiedzUsuń
  7. Klarko, od niedawna odwiedzam Twój blog. I normalnie się uzależniłam, bo każdego ranka sprawdzam co się na nim dzieje. W ciągu dnia zresztą też :)
    Co do kotów...
    Cóż, moje też nie jeden raz postawiły w środku nocy całą rodzinę na nogi zwalając coś z półki czy szafy. Dranie jedne zawsze wybierały coś ciężkiego co robi dużo huku, albo coś co się łatwo rozsypywało, robiąc nie mniejszy raban. Ale właśnie za to kochamy koty!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudna :)
    U nas kwiaty też nie mają życia poza wężownicą. A były kiedyś draceny (niestety za cienkie i za wysokie) i poteżne dwa aloesy - ok. metra wysokości a wszerz to nie wiem nawet. I tak te koty się kocha ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja pomyślałam w pierwszej chwili, że to z Menela nie było co zbierać, jak spadł na podłogę.:D Cóż powiem, kocham bezczelne koty...

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmmm... Można by powiedzieć, że to roślina po przejściach. Niemalże ofiara przemocy domowej :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Parafka - no to się śmieję na głos, bo zobacz, tak ją nękali, męczyli, a jaka piękna! Może i ja wyjdę z tego cało

    OdpowiedzUsuń
  12. Nikki Menel wskakiwał na oparcie fotela, zrywał mi z włosów gumkę i uciekał z gumką w pysku po całym domu, mówię Ci, przekot.

    OdpowiedzUsuń
  13. iimajka - u nas nawet dość rosną mimo tego łamania, właśnie nie wiem, co zrobić z taką rozłożystą palmą bo była całe lato w altanie i tak wyrosła, że nie ma jej gdzie wstawić, powinna stać własnie na miejscu tego hibiskusa a on wydaje mi się ładniejszy

    OdpowiedzUsuń
  14. pyza 158 cieszę się i miło mi bardzo, że Ci się u nas podoba. A masz kota wychodzącego? Bo teraz czas znoszenia łupów do domu, zgroza, one przynoszą te łupy żywe

    OdpowiedzUsuń
  15. Ada - kotek dostał po nosie wodą ze spryskiwacza i już się nie kręci koło kwiatka

    OdpowiedzUsuń
  16. Prawda? By sobie pozwolić na botanikę zdarzeniowo-prawdziwą trzeba tych ha ha (hektarów) krytych mieć;)
    "Zamykam oczy
    widzę przestrzeń"
    jak najbardziej po epizodach klaustrofobicznych pomieszczeń. Poza tym pod rosnące wpływy architektury dostaję się. I nie są to budowle rodem z podziemia a piękne, strzeliste możliwości. I tą drogą poproszę....
    Skoro mogę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Klarko, moje kociambery są za leniwe. One nawet jakby dostały na tacy myszy, to by ich nie ruszyło. Wygrzewają futra na słońcu, najczęściej na podjeździe do domu i biada temu, kto zakłóci ich sjestę przeganiając, bo na przykład chce wyjechać albo wjechać autem. Trzeba się zliczyć ze wzrokiem pełnym oburzenia albo ofukcięciem albo opluciem wręcz. :0

    OdpowiedzUsuń
  18. Nasze roslinki jakos nawet lepiej rosly po takich kocich wypadkach...

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz